Półprawdy, ćwierćprawdy

Półprawdy, ćwierćprawdy

Władze Baligrodu chcą promować swoje miasteczko, odtwarzając szlak im. generała Świerczewskiego. Oburza się z tego powodu Wojciech Roszkowski, profesor historii i europoseł. „To pomysł fatalny – mówi w „Dzienniku”. – Generał Świerczewski należy do tych postaci, których w żaden sposób nie należy honorować. To człowiek wychowany w Związku Radzieckim, przysłany do Polski przez władze komunistyczne, żeby pomagać w zniewoleniu Polski. On przyczynił się do wieloletniej wasalizacji naszego kraju. Ktoś, kto chce go wspominać, powinien się zastanowić, jaka tradycja jest mu bliższa – tradycja Polski niepodległej, czy tradycja PRL”. Dalej Roszkowski ciągnie: „Świerczewski przez lata przedstawiany był jako bohater wojny. Wielu ludzi do dziś tak go postrzega”. Roszkowski jest zdania, że Świerczewski był „szubrawcem”.
Wypowiedź profesora nie podoba mi się. Jest ona cała w duchu IPN-owskim. Zawiera półprawdy, co można by przyjąć obojętnie, kto w końcu mówi całą prawdę? Niestety, apodyktyczny ton świadczy, że Roszkowski nie zna drugiej połowy prawdy. „Wychowany w Związku Radzieckim…”. To ma być zarzut? W takim razie musiałbym go wziąć również do siebie. Nie wychowałem się wprawdzie w Związku Radzieckim, ale niewiele do tego brakowało. Ważyły się losy terenów, z których pochodzę. Władze radzieckie rozważały wariant przyłączenia ich do Ukrainy. Namawiała też do tego wiele mogącego swego męża żona Chruszczowa, która pochodziła z tych okolic. Niewiele brakowało, a wychowałbym się w Związku Radzieckim. Tak jak przypadek pozostawił mnie po polskiej stronie granicy, tak też przypadek rzucił Świerczewskiego do Rosji. Specjalnie na wychowanie do ZSRR nie pojechał.
„Przysłany do Polski przez władze komunistyczne…”. Uzupełnijmy tę półprawdę. Jest takie ładne słowo „żydokomuna”; Żydzi uważają je za wielce obelżywe na tej tylko podstawie, że prawica chce, aby było obelżywe. Dla mnie jest ono opisowe i neutralne i w takim sensie powinno być używane. Otóż nie tylko Świerczewski, ale cała żydokomuna była po wojnie przysłana, „żeby pomagać w zniewoleniu Polski”. Szukając drugiej połowy prawdy, zastanówmy się, jak Polska na tym wyszła. Nie zgadzam się z Janem Grossem, który twierdzi, co prawda w trybie hipotezy, że komunizm w Polsce wprowadzili antysemici. To nawet jak na hipotezę za daleko idąca fantazja. Komunizm wprowadzili, zresztą tylko na parę lat, komuniści. Czy Polakom po wojnie, a także teraz, byłoby lepiej, gdyby żydokomuny nie było? To, że Polska pozbyła się potwornie niebezpiecznego balastu kresowego (mielibyśmy dziś Kosowo, tylko dziesięć razy krwawsze), nie jest oczywiście zasługą żydokomuny, ale już dziejowo doniosły fakt, że Polska znalazła się blisko centrum Europy, jest jej zasługą. Stalin nie zgodziłby się na poszerzenie Polski na zachodzie aż poza Wrocław i Szczecin, gdyby nie znalazł formacji, której, mówiąc bardzo przenośnymi słowami profesora Roszkowskiego, nie mógłby tu przysłać, żeby „pomagała w zniewoleniu Polski”. Kto jest zdolny widzieć sprawy narodu w wymiarze historycznym, ten przyzna, że podstawowe problemy państwa polskiego po wojnie zostały przez władzę uregulowane bardzo dla Polski korzystnie, a u władzy znajdowała się wówczas żydokomuna. Inna sprawa, że trzeba było wykazać trochę cierpliwości, aby doczekać czasów, gdy przesunięcie bliżej centrum Europy zacznie dawać owoce. I jeszcze jakiś czas trzeba poczekać, aż orientalne pokusy (np. szukanie sojuszników w rejonach kaukaskich) nie wywietrzeją z głowy polskim hiperpatriotom.
Nie interesowałem się generałem Świerczewskim, nie wiem, czy był szubrawcem, jak pisze prof. Roszkowski, czy dowódcą był zdolnym, czy nieudolnym. Możliwe, że był okrutnikiem, za prawie pewne uważam, że wychowany w atmosferze stalinizmu, za łatwo szafował na wojnie krwią żołnierzy. Każdy może mi w tych sprawach wmówić, co chce, bo ja nie mam zdania. Nie mogę jednak nie przyjąć do wiadomości, że Świerczewski zginął śmiercią bohaterską w wojnie z naszym wówczas najgorszym wrogiem – uzbrojonymi faszystami ukraińskimi. Do swoich półprawd prof. Roszkowski powinien jeszcze przyjąć tę drugą połowę prawdy, że zbrodnie UPA były potworniejsze niż zbrodnie hitlerowców, bo ci ostatni starali się zadawać śmierć możliwie najszybszą, podczas gdy metodą tak łatwo rozgrzeszanych obecnie upowców było pastwienie się nad ofiarami w taki sposób, aby przedłużać ich agonię. To wielka różnica w oczach Boga i ludzi.
Roszkowski rozróżnia dwie tradycje: Polski niepodległej i PRL. Jego pomyłka polega na tym, że nie rozróżnia tradycji, która ma byt przekazu ideowego, symbolicznego, kulturowego, od empirycznego, realnego stanu rzeczy. PRL była empirycznym stanem narodu i państwa, który żadnej kontr-niepodległościowej tradycji nie wytworzył. W PRL żyła jak najbardziej tradycja niepodległościowa; niepodległości pragnęli zarówno ludzie władzy (i to jeszcze jak!), jak też ogromna większość społeczeństwa. Przynajmniej to, co inteligencja zrobiła w PRL dla podtrzymania tradycji niepodległościowej, Roszkowski powinien widzieć.

Wydanie: 45/2006

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy