Przeciek za dychę

Przeciek za dychę

Bałagan w MSZ. Pracownik ministerstwa sprzedał dyski za 10 zł!

Cwany student sparaliżował na tydzień pracę naszego MSZ. Po publikacji tygodnika „NIE”, który ujawnił, że ma 12 twardych dysków z komputerów MSZ wraz z zapisanymi na nich informacjami, mieliśmy małą burzę. Na wieść o kradzieży dysków do dymisji podał się Włodzimierz Cimoszewicz. W Sejmie tłumaczył się szef ABW, Andrzej Barcikowski. W samym ministerstwie praca ustała, urzędnicy próbowali odtworzyć zawartość straconych dysków. „Co robisz? Szukam twardych dysków” – tak w ubiegłym tygodniu witano się i żegnano w naszym MSZ.
Oliwy do ognia dolewały informacje, z których komputerów dyski zostały wymontowane. A pochodziły one m.in. z komputerów w gabinecie ministra, Departamencie Polityki Bezpieczeństwa oraz Prawno-Traktatowym. „NIE” twierdziło, że dokumenty dotyczą m.in. zasad działania oficerów wywiadu w placówkach dyplomatycznych, wariantów zabezpieczenia budynków MSZ oraz danych oficerów BOR ochraniających resort.
Media snuły więc hipotezy o akcji obcego wywiadu albo o nieczystej grze wymierzonej w szefa MSZ.
Szybko okazało się, że dyski „wyszły z MSZ” w sposób najbardziej banalny. Prawdopodobnie z magazynu, w którym złożono wycofane komputery, wyniósł je pracownik techniczny i sprzedał po 10 zł za sztukę. ABW zatrzymała go w czwartek.

Brak motywów wywiadowczych

– Prawdopodobnie był przekonany, że nośniki są wyczyszczone. Na pewno zaś nie miał świadomości, co zawierają. Nie ma żadnych przesłanek, by uważać, że jego motywacja wychodziła poza aspekty ekonomiczne – tłumaczył całą sprawę Andrzej Barcikowski.
Według wstępnych ustaleń, dyski za tak niewielką cenę odkupił Mateusz K., student Politechniki Warszawskiej. To on zorientował się, co się na nich znajduje. I zaczął oferować redakcjom. M.in. był w jednym z tygodników, w prywatnej stacji telewizyjnej i dwóch dziennikach. Jego peregrynacje trwały kilka tygodni. Zdaniem dziennikarzy, którym składał oferty, wyglądał tak niewiarygodnie, że nikt nie chciał z nim rozmawiać. W końcu trafił do „NIE”.
Co naprawdę znajduje się na dyskach, którymi dysponuje „NIE”? Dzisiaj trudno spekulować. – To jakaś sieczka, informacje o modzie, ploteczki, ale jest trochę spraw „grubych” – mówi Jerzy Urban, redaktor naczelny pisma.
Cimoszewicz potwierdził, że na dyskach mogą się znajdować informacje niejawne: – Np. pisma przewodnie do dokumentu poufnego, zawierające informację o załączniku. Na szczęście załączników na dysku nie było.
Zdecydowana większość informacji znajdujących się w posiadaniu „NIE” została wprowadzona przed 1999 r. Zdaniem ministra, nie ma tam dokumentów niejawnych związanych z naszym członkostwem w NATO czy UE. Te podlegają specjalnym procedurom ochrony i nie mogą być przenoszone do pamięci „zwykłych” komputerów.
Cimoszewicz przypomniał, że dokumenty w MSZ mają różny status niejawności. Te z klauzulą „tajne” lub „supertajne” w ogóle nie powinny być zapisywane na twardych dyskach. Wiadomo, że przynajmniej dwóch pracowników złamało te reguły. – Wprowadzali dane, które nigdy nie powinny się tam znaleźć – twierdzi szef MSZ.

Zawiódł człowiek

Na razie w związku ze sprawą dysków w MSZ lecą głowy. Stanowiska straciło dwóch dyrektorów: Marek Pietrzak z Zarządu Obsługi i Krzysztof Wasiek z Biura Informatycznego. Obaj nie byli osobami przypadkowymi, wiedzieli, na czym polega ochrona tajemnic i jak działają służby specjalne, więc tym bardziej obciąża ich „komputerowe niechlujstwo”. Nie bez winy w całej sprawie jest również ABW.
Kradzież dysków ujawniła przy okazji wielki bałagan panujący w MSZ. Dotyczący przekazywania informacji, ich archiwizowania, no i postępowania z wycofywanymi komputerami.
Jak się dowiedzieliśmy, w ubiegłym roku ABW przeprowadziła w MSZ kontrolę. Już wówczas wskazywano na szereg nieprawidłowości, m.in. w systemie zabezpieczenia danych. Jak widać, zalecenia zostały zlekceważone.
Zdaniem oficerów kontrwywiadu, z którymi rozmawialiśmy, zawiniły dwie struktury. – Pełnomocnik ds. bezpieczeństwa w MSZ, a także w ABW, która jako centrala odpowiada za ochronę danych niejawnych.
W każdym systemie ochrony najsłabszym ogniwem jest człowiek. Niemniej jednak system powinien wszelkie błędy wykluczać bądź minimalizować. Tymczasem przy okazji wymiany sprzętu komputerowego w MSZ stare komputery zostały złożone w magazynie. Okazało się (dopiero po publikacji w „NIE”), że wymontowano z nich twarde dyski. – Przepisy nakładają na instytucje mające dostęp do informacji niejawnych obowiązek archiwizowania twardych dysków pochodzących z wymienianego sprzętu. Dostęp do takiego archiwum jest ograniczony i nawet gdyby doszło do kradzieży, zostałaby ona szybko wykryta – mówią specjaliści od ochrony danych z ABW.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie powołała biegłych. Dwóch informatyków ma się zapoznać z dyskami przejętymi w przez ABW z redakcji „NIE”. – To, jakie dokumenty znajdują się na dysku, będzie określało charakter przestępstwa: czy chodzi o ujawnienie tajemnicy, czy inny czyn – tłumaczy Maciej Kujawski, rzecznik prokuratury.
Nie wiadomo, jak długo potrwa analiza informatyczna i jaki będzie dalszy bieg wypadków. Szef ABW przyjął wariant optymistyczny, a mianowicie, że informacje znajdujące się na dyskach nie zostały skopiowane i nie trafiły w posiadanie osób trzecich. A jeśli stało się inaczej?


 

Najsłynniejsze przecieki

Rok 2003
Luty – Do „Rzeczpospolitej” trafia informacja o billingach ówczesnego szefa TVP, Roberta Kwiatkowskiego.
Marzec – „Życie Warszawy” dysponuje informacjami na temat billingów Włodzimierza Czarzastego i Lecha Nikolskiego.
Lipiec – w mediach pojawiają się informacje o powiązaniu działaczy starachowickiego SLD z lokalną mafią. W tym samym czasie „Wprost” i „Życie Warszawy” publikują zeznania świadka koronnego w procesie „Pruszkowa”, Jarosława S., „Masy”.
Wrzesień – „Gazeta Wyborcza” ujawnia notatkę służbową w sprawie umorzenia śledztwa likwidatora SdRP, Karola Ś.
W posiadanie „Rzeczpospolitej” dostają się tajne zeznania byłej prokurator Wandy Marciniak przed Komisją Śledczą.
Październik – TVN publikuje fragmenty protokołu zeznań Adama Michnika.

Rok 2004
Luty, marzec – TVN ujawnia e-maile, które Aleksandra Jakubowska wysyłała do swoich współpracowników.

 

Wydanie: 16/2004

Kategorie: Kraj
Tagi: Tomasz Sygut

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy