Przyroda da sobie radę bez nas

Przyroda da sobie radę bez nas

Troska o naturę przybliży nas do troski o społeczeństwo


Urszula Zajączkowska – poetka, eseistka, botaniczka, nominowana do Paszportów „Polityki”, Nagrody Literackiej Gdynia i Nagrody Witolda Gombrowicza za książkę „Patyki, badyle”.


Mamy środek zimy, śnieg i mróz, nieciekawy to czas dla botanika. Czy jest coś ciekawego w styczniowym lesie, w zimowej, martwej łące?
– Chyba muszę zacząć na poważnie, od tego, że natura opiera się na przemocy, na śmierci. Bo to, co żyje, zawsze umrze. Skurcz się do poziomu bakterii, a na własnym naskórku zobaczysz pobojowisko i nowe powstania. Idź do lasu, wszystko tam jest teraz umierające albo czekające. Może więc warto, byśmy przestali postrzegać naturę wyłącznie jako płaską fototapetę, piękno? W świecie natury sytuacja jest zero-jedynkowa, to walka o przetrwanie, trudne decyzje: być albo nie być. Mówię o ptakach, które szukają pożywienia, o drzewach, które zmagazynowały cukier, aby utrzymać metabolizm i przetrwać do wiosny, i by przeżyć potem lata, bez wody i zimy, w smogu.

Jednak w świecie natury chodzi o przetrwanie, a w przypadku człowieka przemoc często jest wynikiem zachłanności.
– Natura także jest pazerna w swoim pierwotnym założeniu i każdy gatunek dąży do ekspansji. Człowiek nie jest tu wyjątkiem, bo przecież my to przyroda. Po prostu skala działań człowieka jest większa i jego ekspansja bardziej zauważalna. Przez nasz intelekt. Przez zdolność poznania, uczenia się, niebywale intensywną w porównaniu z innymi ssakami, gadami czy roślinami.

Niszczymy przyrodę. Czy można mieć nadzieję, patrząc na takie akcje jak Młodzieżowy Strajk Klimatyczny, że młode pokolenie jest coraz bardziej świadome zagrożeń, jakie niesie dewastacja natury?
– Jeżeli o świadomość chodzi, to najbardziej świadomi są ludzie najstarsi. Nie dzieci ani młodzież. Bardzo przepraszam, jeśli komuś teraz łamię nadzieję. Bo to właśnie starsi mają wiedzę prawdziwą, wynikającą z doświadczenia i czytania książek, a nie z pustej, naćkanej detalami teorii. Nie dociera też do starszych ludzi ta pusta narracja strachu i końca świata. Wiele już widzieli.

Oni są gdzie indziej. Oni wiedzą, na jakim świecie żyją. Rozpoznają drzewa, ptaki, chmury i owady, czują naturę swoim ciałem, nie muszą tego naukowo nazywać. Mnie wystarcza, że mogą mi coś o nich opowiedzieć. To ważne. Czy to wynika z tego, że dłużej żyją, czy może z tego, że inaczej poznawali kiedyś świat? Nie wiem. Młodzież, która strajkuje w obronie klimatu, niestety za wiele mi nie powie o owadach ani o roślinach. Szkoda! Wszystko przez to, że polska szkoła to pomyłka. Nie uczy zachwytu, ale testuje i karze. Opiera się na niewnoszącej niczego teorii bez łączenia dziedzin, wątków. Dzieci, młodzież boją się w szkole nawet zadawać pytania. Mnie w takich warunkach również by się nie chciało.

Mimo wszystko powinniśmy doceniać zaangażowanie młodych.
– Bezwzględnie. Nic nam już nie zostało. Ale wciąż wierzę, że droga do zmiany wiedzie przez coś takiego jak miłość. Jeśli człowiek kocha, to chce jak najlepiej dla ukochanej osoby albo przedmiotu zakochania. Gdyby ludzie zaczęli tak kochać las, to znaczy chcieli go także poznawać…

Dzisiejsza edukacja odgradza nas od natury. Uczymy się o fotosyntezie, nie dotykając liści.
– Nie można wymagać wiedzy ani miłości do natury, nie ucząc, jak być blisko niej. Dziś chyba już musimy skrócić nieco teorię z zakresu biologii molekularnej, a zacząć zauważać kwiaty, liście, drzewa. Lepszym rozwiązaniem niż uczenie się formułek jest obserwowanie szkolnego ogródka (czy ktoś to robi?), obserwowanie ptaków, poznawanie zwyczajów zwierząt, które są blisko nas. Nauka dokonała takiego rozwoju, że próba jej zrozumienia w skali mikro, na poziomie szkoły średniej czy nawet studiów, jest skazana na niepowodzenie. Nie dogonimy nowinek biologii, nie musimy tego robić. Musimy zaś wrócić do pierwotnego kontaktu z naturą.

O takim spojrzeniu na naturę mówi twój najnowszy tomik „Piach”. Wiersz dający tytuł całemu zbiorowi jest opowieścią o człowieku, który nie dostrzega złożoności natury i skupia się na nieistotnych detalach.
– W tym wierszu piszę o tym, że jestem bezradna wobec świadomości składu atomowego ziarenka piasku, wobec tej wiedzy na temat gwiazd i jej początków, kiedy ja czuję się tylko człowiekiem. Człowiekiem skończonym, ze swoim ciałem, przeciętnie idącym gdzieś w lesie w Wołominie.

Inny wiersz – „Bajeczka” – opowiada o tym, że natura jest wieczna, ludzkie życie zaś tymczasowe.
– Dla mnie baśń to fundamentalny i uniwersalny sposób opowiadania o świecie. W tym wierszu konwencja baśni zostaje przełamana. Zazwyczaj po „za górami, za lasami” następuje opowieść kluczowa, o człowieku. W tym wierszu to ludzkie dzieje są przecinkiem, dodatkiem. Tutaj lasy i góry są wieczne, człowiek zaś jest mgnieniem w dziejach życia natury. W tym wierszu są też opisy typowe dla języka biologii, dla biologicznego opowiadania o świecie, więc także w kwestii języka człowiek jest tu mało znaczący.

Perspektywa roślin jest dla ciebie bardzo ważna. W wierszu „Koniec niedzieli” otoczony roślinami człowiek nie dostrzega ich. Ma lniane spodnie, bawełnianą koszulkę, pije piwo jęczmienne i zagryza żytnim chlebem. Jest blisko natury, a zarazem daleko.
– W tym wierszu opisuję urywek życia człowieka, który zadowolony z siebie nie dostrzega, że świat się zmienia. Zajęty sobą nie widzi, że następuje tego świata koniec – wcale nie dramatyczny i tragiczny, ale zwyczajny, cichy. Cicha zagłada. Dla wielu z nas wydarzy się na uroczym ryneczku, bez piorunów ani burz.

Miłosz w wierszu „Piosenka o końcu świata” pisze „Dopóki trzmiel nawiedza różę, Dopóki dzieci różowe się rodzą, Nikt nie wierzy, że staje się już”. Dużo się mówi, że masowe wymieranie owadów, szczególnie pszczół, jest zapowiedzią wymierania ludzi.
– Tak naprawdę nie będzie końca świata. Świat, przyroda dadzą sobie radę bez nas. To znaczy będzie inna przyroda. Ludzie znikną. Zauważ, że nawet ludzkie troski o koniec świata są tak naprawdę lękiem przed jedynie naszą śmiercią. Nie chodzi nam o masowe wymieranie – mimo że poza owadami już co trzeci gatunek płazów uznawany jest za zagrożony wyginięciem – lecz o nas. Ale przecież nie ma w tym niczego nienaturalnego.

Czy nauka, bliższe poznanie świata i jego problemów, prowadzi do wrażliwości? Język jest metodą oswajania świata. Nazwy niektórych roślin brzmią poetycko: maziczka wytworna, zapłonka ciemnoowocowa…
– Moje pisanie: wierszy, esejów czy felietonów, wynika z tego, że w nauce brakuje tych poetyckich określeń, to znaczy odnoszących się do wrażliwości, budujących refleksje na płaszczyźnie emocji i wyobraźni. Musimy pisać sztywnym naukowym językiem, musimy produkować raporty z naszych działań. Nie żebym gardziła tym stylem, ma on swoją wartość, ale brakuje tam miejsca na wolność wrażeń. A są gatunki literackie, które mogą opisać świat natury w inny sposób. Książka „Piach” jest też mocno związana z ciałem, z cielesnością. Ludzie czytają te wiersze i piszą mi, że odnajdują się w nich, czują, że piszę ich słowami. Tego typu spotkania są dla mnie najsilniejsze.

Co było więc pierwsze: biologia czy literatura? Z wierszy „Wołomin, prawie północ” i „Wołomin. Noc” wyłania się obraz twojej inicjacji w naturę. Piszesz: „Wciągam / To wszystko / Od razu / W krew”.
– Gdy piszę albo obserwuję rośliny, znikam. Nieważne wtedy, czy jestem poetką, czy biolożką, jestem obok przedmiotu mojego poznania. I wiem, że to najlepsze, co może mi się na tym świecie wydarzyć. Niby jestem, a mnie nie ma. Jestem nieważna. Dokładnie tak jak Joanna Rajkowska założyła teraz w swojej wystawie „Rhizopolis” w warszawskiej Zachęcie. Można wejść pod korzenie drzew i zniknąć, by ciałem, wszystkimi swoimi zmysłami doświadczać, jak bardzo silny jest ten dysonans między naszą pewnością siebie, niszczycielstwem a niewinnością, potęgą przyrody. Jak silnie zależymy od niej, od poziomu atomowego po cały wszechświat.

Idź więc do „Rhizopolis”. Schowaj się pod korzeniami drzew i wreszcie tego wszystkiego się przestrasz. Gdzie jesteś, a jak traktujesz przyrodę, jak siebie wysoko ustawiasz, jak widzisz las.

Mamy nie chodzić do lasów?
– Rzecz nie w tym, żeby nie chodzić, ale w tym, żeby nie traktować lasu jak przestrzeni zarezerwowanej tylko dla człowieka. My w lesie jesteśmy gośćmi. Zauważyłam, jak łatwo dziś się oburzamy na leśników. Protestujemy przy wycince, sami siedząc przy drewnianych stołach, w domach z bali albo pod dachem z drewnianych krokwi. Z kompleksami patrzymy na Skandynawię, a tam budownictwo opiera się na drewnie. W Polsce od czasów II wojny światowej lesistość wzrasta. Ale nam to też nie pasuje, bo co to za nowe lasy, takie małe albo pokraczne sosny. A nikt nie pomyśli, że na dawnym kartoflisku inne drzewa nie wyrosną. Takie „brzydkie” sosny robią wielką robotę, przekształcają glebę, często pełną chemii, w ziemię, która jest podkładem pod przyszły, bogaty życiem las.

Trochę brzmisz, jakbyś broniła wycinki Puszczy Karpackiej.
– Oczywiście jestem przeciwna wycince w puszczy, mimo że wiem, że leśnicy po prostu wykonują tam swoje gospodarcze plany, bo na razie taki jest tam ten las. Został posadzony przez człowieka. Ale to jest myślenie lasu gospodarczego. Puszcza Karpacka na to nie zasługuje. Jestem za tym, by Polska uznała, że należy ustanowić tam nowy park narodowy. Nie zrobi tego, bo to strata pieniędzy. Czy Lasy Państwowe w ramach swoich możliwości będą chciały tam odpuścić? Nie wiem, może? Nie mam zamiaru nikogo tu sądzić.

Czyli koronawirus nie zwrócił nas w stronę natury i nie nauczyliśmy się jej rozumieć?
– W naturze pandemie wydarzają się co jakiś czas i wymieranie jest czymś normalnym. Nie zauważaliśmy tego, póki nie dotknęło nas. Nagle okazało się, że to, co wydarzało się w świecie zwierząt i roślin, wydarza się i u nas, a my nie możemy temu zapobiec. Zauważ, że wirus jest tylko białkiem z genem i żeby się rozwijać, potrzebuje naszych komórek. I taki martwy wirus zabija światową gospodarkę. Tak krucha okazała się potęga człowieka.

Tęsknimy za tym, żeby było jak dawniej, nie zwracając uwagi, że jeśli nie zmienimy swoich zachowań, to pojawią się nowe pandemie, nowe zagrożenia.
– Czekamy, aż będziemy mogli konsumować jak dawniej. Czekamy, aż wszystko „wróci do normy”. Wracając do dawnych przyzwyczajeń, skazujemy się na nowe pandemie i załamania, z czego największym będzie ostateczna śmierć człowieka. Przez nas. Glony, bakterie przeżyją. My nie.

W Europie pojawiła się szarańcza znana dotychczas w krajach Afryki i Bliskiego Wschodu.
– Zmiany klimatu dzieją się na naszych oczach. To, że ludzie emigrują do Europy, jest wynikiem tych zmian. Coraz większe obszary Afryki i Bliskiego Wschodu pustynnieją i nie nadają się do życia. Musimy sprawić, żeby żyli z nami inni, uciekinierzy. W przyrodzie istnieje takie pojęcie jak ekoton. To miejsce przejścia pomiędzy dwoma ekosystemami. Jak idziesz łąką do lasu, to kilkanaście, nawet kilkadziesiąt metrów przed lasem jest miejsce graniczne, gdzie żyją gatunki, których nie spotkasz ani w lesie, ani na łące. One żyją na pograniczu. Ekoton to przestrzeń najbogatsza w różnorodność. Musimy stworzyć taki ekoton wśród ludzi. Nauczyć żyć nowych Europejczyków wśród nas, a nas żyć między nimi.

Trzymając się biologicznej metafory, powinniśmy postawić na przyleśne łąki, a nie starannie przystrzyżone, homogeniczne murawy?
– Ani w naturze, ani w życiu społecznym homogeniczność nie jest pożądana. Homogeniczność jest szkodliwa i kosztowna. Utrzymanie trawnika wymaga chemicznej pielęgnacji i hektolitrów wody. Łąka chroni się sama – chwasty, różne kwiaty i nawłocie wzmacniają odporność całej łąki. Tak samo ze społeczeństwem. Jedna kultura, jedna religia, jeden wódz – to przepis na tragedię.

Chwalmy zatem łąki umajone!
– Wierzę, że troska o naturę przybliży nas do prawdziwej troski o człowieka. Dlaczego? Badając naturę, zniżamy się do poziomu dżdżownicy, stajemy się pokorni. Wybierając łąkę zamiast murawy, godzimy się na niedogodności: gryzące owady i parzące pokrzywy. Gdybyśmy czasem sobie odpuścili i zobaczyli, jak pięknie dziczeje ogródek i sad, zauważylibyśmy, że nasza mania kontroli nigdy nie była potrzebna. Nie musimy przycinać trawy co do milimetra i nie musimy wymagać, aby inni ludzie byli szyci na naszą miarę. Niech żyją!

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 8/2021

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy