Rząd mściwości i zawiści

Rząd mściwości i zawiści

Bez rozgłosu, ale niezwykle konsekwentnie minister Waszczykowski dokonał w MSZ bardzo poważnej zmiany. Odsunął na boczny tor ludzi, którzy zajmowali się kontaktami z NATO i Amerykanami w czasach PO, a nawet wcześniejszych, i odnosili na tym polu błyskotliwe sukcesy. Teraz minister zaczyna budować nowy staff.

Trochę w tym mściwości, trochę zawiści wobec lepszych i trochę polityki. Najwyraźniej widać to na przykładzie Jacka Najdera, ambasadora przy NATO, który niedawno został odwołany. Wcześniej był m.in. ambasadorem w Afganistanie i wiceministrem.

Co prawda, MSZ tłumaczyło, że odwołuje go po upływie pięcioletniej kadencji, więc nic nadzwyczajnego się nie dzieje, ale zrobiono to tak nagle, że nikt w tego typu wykręty nie uwierzył.

Kogo Waszczykowski wysyła na jego miejsce? To charakterystyczne – łatwo przyszło odwołać, trudniej kogoś w to miejsce znaleźć. Dziennikarze pisali, że następcą Najdera ma być Tomasz Szatkowski, obecny wiceminister obrony narodowej. Ale został zablokowany i do Brukseli pojedzie Marek Ziółkowski, obecny podsekretarz stanu w MSZ, wcześniej m.in. dyrektor departamentu Europy Wschodniej i ambasador w Kijowie.

Tej zmiany nie ma co komentować…

Jeszcze ciekawsze rzeczy dzieją się w samej centrali. Do kraju wróciło trzech byłych dyrektorów departamentu polityki bezpieczeństwa, znających NATO i tam znanych. I wszyscy trzej zostali zwolnieni z obowiązku świadczenia pracy wobec MSZ, nikt od nich niczego nie chce.

Pierwszy to Tomasz Chłoń. Wcześniej pracował w naszej ambasadzie przy NATO, reprezentował Polskę w Komitecie Politycznym Sojuszu, był w grupie negocjatorów Rady NATO-Rosja. A już za nowej władzy przygotowywał szczyt NATO w Warszawie.

Drugi to Robert Kupiecki, były zastępca ambasadora RP przy NATO, były ambasador RP w Stanach Zjednoczonych (w latach 2008-2012 wyrobił tam sobie bardzo wysoką markę), potem podsekretarz stanu w MON.

Trzeci to Adam Kobieracki, który był m.in. ambasadorem RP przy OBWE, szefem misji OBWE na Ukrainie i przede wszystkim zastępcą sekretarza generalnego NATO ds. operacji antykryzysowych. Kobieracki wygrał konkurs na to stanowisko.

Warto to przypominać, bo na Kobierackim jeszcze w roku 2008 psy wieszali i PiS, i sam Waszczykowski (wtedy wiceminister), za to, że studiował w Moskwie, w MGIMO, czyli że jest niepewny. Tylko dlaczego ten MGIMO nie przeszkadzał nikomu na Zachodzie? Tamtym służbom?

Ech…

Konkludując, wydawałoby się, że mając pod ręką takich ludzi, znających NATO i cieszących się zaufaniem Amerykanów oraz uznaniem dyplomatów zajmujących się sprawami bezpieczeństwa, minister Waszczykowski będzie grał nimi jak najlepszy dyrygent. Czasy temu sprzyjają. Ale jest zupełnie inaczej, on woli ich spychać na bok.

Pewnie myśli, że ich poniża, pokazuje, kto jest górą. I zupełnie nie zwraca uwagi na to, co inni myślą o nim, widząc tak małostkowe zagrywki.

Wydanie: 48/2016

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy