Śmierć śledztwa, którego nie było

Śmierć śledztwa, którego nie było

Tajne więzienie CIA w Polsce? Niczego takiego nie było – zapewniali jednym głosem politycy SLD (w tym premier Leszek Miller) i wszystkich pozostałych formacji. Prezydent Aleksander Kwaśniewski po latach przyznał, że wiedział, iż coś było na rzeczy. Leszek Miller nie pękł do dziś. Prokuratura Ziobry za pierwszego PiS ani kolejne nie wszczynały postępowania, choć były formalnie zawiadamiane o możliwości popełnienia przestępstwa. Najpierw przez posłów Unii Pracy, Ryszarda Bugaja i Waldemara Witkowskiego, po tym jak w 2006 r. sprawę ujawnił dziennik „Washington Post”. I co? I nic. Później formalne zawiadomienie, na podstawie informacji z wywiadu, złożył Roman Giertych. I co? Też nic. Nic za pierwszej ziobrury, tym bardziej nic za drugiej i de facto nic za interregnum w prokuraturze za Platformy i za „niezależnego” Seremeta. A przestępstwa się kumulowały. Tortury na przywiezionych (niekontrolowanymi w żaden sposób samolotami) podejrzanych przez Amerykanów więźniach z Afganistanu i Iraku – w tym osławiona „wzmocniona technika przesłuchań”, czyli podtapianie. USA skutecznie stosowały obstrukcję. Polski wywiad przyjął gratyfikację w gotówce (transport z Berlina na paletach milionów dolarów). Co z nimi? Także nic. Rozpłynęły się.

Przestępstwem było nieuruchomienie przez Ziobrę śledztwa po oficjalnych zgłoszeniach. Ale wraz ze śmiercią głównego śledztwa umorzono (przedawnienie, oj, przedawnienie) również postępowanie wobec pisowskiego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego jednocześnie. W tamtym czasie (pierwsza dekada XXI w.) cała polska klasa polityczna stała na baczność u nogi USA, które toczyły swoją absurdalną wojnę z terroryzmem. Najazd na Irak zbudowany był na jednym wielkim kłamstwie o zagrożeniu bronią chemiczną i wyssanych z palców analityków amerykańskiego wywiadu powiązaniach Al-Kaidy z Irakiem.

To, co ujawnili dziennikarze amerykańscy, potem brytyjscy, nie pozostawiało złudzeń. Wedle sprawdzonych wcześniej machinacji do brudnej roboty torturowania ludzi wytypowanych często przypadkowo i całkowicie arbitralnie CIA potrzebowała siedzib poza terytorium USA. Oraz braku zainteresowania władz krajów (Rumunii, Litwy, Polski), co na terenie użyczonych lokalizacji naprawdę się dzieje, kto tam przebywa, jak długo, w jakich warunkach. Natowscy nuworysze, w tym nasz kraj, sypali róże przed czarne SUV-y z przyciemnionymi szybami, które bez żadnej kontroli przewoziły nie wiadomo kogo (potem już wiadomo) z lotniska w Szymanach do jednostki wojskowej w Starych Kiejkutach, gdzie mieściła się szkoła wywiadu. Na jej terenie udostępniono Amerykanom jeden lub dwa budynki.

Nikt nic nie wiedział, nie chciał wiedzieć. Nikt niczego nie dociekał, nie dopytywał, nie istniały żadne oficjalne procedury, oprócz tego, że agenci amerykańscy mieli nieskrępowaną swobodę. Polski rzemieślnik dostarczył specjalne klatki do przetrzymywania więźniów nie więźniów. Niektórzy trafiali później do Guantanamo, bazy amerykańskiej armii na Kubie, gdzie w nieludzkich warunkach spędzali bez żadnego wyroku czy nawet postępowania sądowego kilkanaście lat. Jeszcze w 2021 r. przebywało tam ok. 40 więźniów.

Co z tego wynika dziś? Czy warto szarpać wiedzących lub odpowiedzialnych za udzielenie CIA carte blanche? Czy fakt, że Ziobro, mówiąc oględnie, skrajnie niesłużbiście potraktował sprawę i wbrew swojej naturze gończego, ścigającego kogo się da bez większego uzasadnienia, tu zachował się odmiennie, jest powodem do ciągania go po sądach? Dla osób, które wciąż myślą, że możliwe jest zbudowanie i urządzenie świata wedle reguł praw człowieka przynależnych KAŻDEMU, wedle równości wobec prawa, konstytucji i konwencji międzynarodowych – odpowiedź musi brzmieć twierdząco. Ale okazuje się, że to pogląd niewielkiej mniejszości.

W moim przekonaniu tak również dokonała się legitymizacja przemocy o charakterze rasistowskim pod pretekstem antyterroryzmu, a owoce jej oglądamy na granicy polsko-białoruskiej w ostatnich latach. Przy obojętności albo aprobacie sporej, jeśli nie większościowej, części polskiego społeczeństwa. Osuwamy się jako wspólnota (ach, jak bardzo chrześcijańska) w odmęty mroku. I obrastamy w tłuszcz złudnego poczucia bezpieczeństwa gwarantowanego przez USA. Gdyby to nie było potworne, byłoby żałosne i ośmieszające.

Zapalmy świeczki martwym, to nasza tradycja. A torturowanie żywych? Cóż, znikąd się tam nie znaleźli, nieprawdaż? Swoje do koszyczka dorzuciły polskie media mainstreamowe. Milcząc. Nie drążąc. Nie zadając pytań. Tak oglądaliśmy spektakl skoszarowanych umysłów z pieśnią o wolności na ustach. I wiecznej polskiej niewinności. W końcu bycie lokajem zobowiązuje. n

Wydanie: 45/2022

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy