Spowiedź skruszonego agenta

Spowiedź skruszonego agenta

Na podstawie zeznań agenta Tomka prokuratorzy powinni już wszcząć postępowanie przeciwko Kamińskiemu i Wąsikowi

Ryszard Kalisz – adwokat, poseł na Sejm IV, V, VI i VII kadencji (2001-2015), w latach 1998-2000 szef Kancelarii Prezydenta RP, w latach 2004-2005 minister spraw wewnętrznych i administracji.

Wielkie zaskoczenie – Tomasz Kaczmarek, czyli agent Tomek, mówi, że sprawa rzekomej willi Kwaśniewskich w Kazimierzu Dolnym była „dmuchana”, wycofuje się z oskarżeń i przeprasza prezydenta.
– Sprawa willi w Kazimierzu Dolnym od początku miała podtekst polityczny. A jej powtórne wszczęcie w roku 2016? Tu przecież chodzi o to, żeby cały czas Jolanta i Aleksander Kwaśniewscy mieli świadomość, że coś wokół nich się toczy. Nigdy nie zostali oficjalnie powiadomieni o śledztwie, za to co jakiś czas prawicowe media pisały sążniste artykuły na ten temat. Po co?

Pan był w roku 2014 w Sejmie, kiedy głosowano nad immunitetem Mariusza Kamińskiego? Wtedy prokuratura uważała, że przekroczył w sprawie willi uprawnienia, postawiła mu 39 zarzutów.
– Tak! Byłem na sali sejmowej, byłem przecież posłem, pamiętam to wszystko. Aż mnie nosiło, jak słyszałem, co mówi Mariusz Kamiński. To było w tajnej części posiedzenia Sejmu, nie została ona nigdy odtajniona, więc nie mogę powiedzieć, jak było. Natomiast mogę się wypowiadać co do wrażeń – otóż miałem wówczas wrażenie, że Mariusz Kamiński odwoływał się do sfery emocjonalnej, że trzeba walczyć ze starym układem. A materiał dowodowy przedstawiał w taki sposób, żeby samemu dobrze się zaprezentować. I przekonał wielu posłów Platformy, a nawet kilku SLD – żeby się wstrzymali od głosowania czy nawet głosowali przeciwko uchyleniu immunitetu.

Kamiński tak dobrze to przedstawił?
– W sensie sposobu mówienia, interpretowania niektórych spraw. Mówił wtedy sugestywnie, ale nie w kategoriach dowodowych.

Jeżeli więc przeanalizuje się na zimno to, co on przedstawiał…
– …to nie ma nic. Żadnych dowodów. Jeżeli nawet potraktowalibyśmy to, co Józef Oleksy powiedział u Gudzowatego, jako poszlakę… Otóż poszlaka to taka malutka przesłanka. I należy stworzyć cały logiczny ciąg poszlak, który może, przy bardzo dużych warunkach brzegowych, stanowić dowód. Ale Józef Oleksy ze swoich słów się wycofał.

A ta willa?
– Ten dom należał do Marysi J., która była przez pewien czas partnerką jednego z naszych przyjaciół. I duża część wspólnych znajomych tam przyjeżdżała. Bywali też państwo Kwaśniewscy. Później Marysia miała kłopoty finansowe, dwie córki poważnie chore, i Marek Michałowski, inny nasz znajomy, postanowił kupić ten dom. To jest cała filozofia.

Tak mówi teraz Tomasz Kaczmarek. I że cała operacja z lat 2007-2009, prowadzona pod kryptonimem „Krystyna”, toczyła się, mimo że on uprzedzał zwierzchników, że ich podejrzenia się nie potwierdzają. Ale oni na niego naciskali.
– Tak naciskali, że doszło do prowokacji policyjnej, agent Tomek kupił tę willę, licząc, że pieniądze trafią do Jolanty Kwaśniewskiej.

Ale nie trafiły.
– Prowokacja policyjna może nastąpić tylko wtedy, kiedy są już dowody dotyczące popełnienia przestępstwa i trzeba zdobyć kolejne. Ale prowokacja policyjna nie może polegać na podżeganiu do przestępstwa! A tutaj mieliśmy sytuację najbardziej chorą z chorych. Agent Kaczmarek w programie „Superwizjer” powiedział, że ówcześni szefowie CBA kazali mu tworzyć notatki. W przeciwieństwie do nagrań, filmów, które oczywiście też można zmanipulować, notatki są wytworem tego, kto je pisze. One nie muszą oddawać rzeczywistości.

W notatkach z tamtego czasu agent Tomek pisał, że jego rozmówcy mówią, że to jest willa Kwaśniewskich.
– Teraz ich za to przeprasza. Mówi, że włożył im te słowa w usta, że miał zupełnie inne wrażenie, tylko szefowie kazali mu tak pisać. Poza tym dla osób, które wiedzą, na czym polegają czynności operacyjno-rozpoznawcze, tego rodzaju notatki nie są żadnym dowodem. To za mało. Tymczasem one wystarczyły, stanowiły podstawę do przeprowadzenia prowokacji policyjnej. Czyli operacji pod przykryciem agenta Tomka.

Wynika z tego, że szefowie CBA mówili agentowi Tomkowi, jakie ma pisać notatki, a potem, na podstawie tych notatek, uznając je za dowód w sprawie, choć wiedzieli, jak powstawały, uruchamiali przeciw Kwaśniewskim całą machinę tajnych służb – podsłuchy, agenturę, a w końcu operację specjalną.
– Żadni funkcjonariusze państwowi, a w szczególności szef czy wiceszef służby specjalnej, nie mogą zlecać tworzenia i fabrykowania dowodów.

Czyli teraz agent Tomek swoimi zeznaniami może dawnym szefom narobić kłopotów.
– Już narobił! Bo to się przedostało do opinii publicznej. Na razie mamy do czynienia ze starą pisowską metodą, czyli udawaniem, że nic się nie stało. Ale to będzie miało konsekwencje.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 6/2020, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. Maciek Jaźwiecki/Agencja Gazeta

Wydanie: 6/2020

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy