Stracone szanse?

Stracone szanse?

Gdyby nie dopuszczono do tak masowej likwidacji zakładów przemysłowych, bezrobocie byłoby o 1,5 mln mniejsze, a zarobki o jedną trzecią wyższe Prof. Andrzej Karpiński – ekonomista, wieloletni członek i sekretarz naukowy Komitetu Prognoz „Polska 2000 Plus” przy Prezydium PAN, autor wielu książek ekonomicznych Najnowsza książka, której jest pan współautorem, pokazuje, jak wiele zakładów przemysłowych zlikwidowaliśmy po 1989 r. Teraz, nie tylko w Polsce, postuluje się reindustrializację. To dlaczego się ich pozbyliśmy? – Odpowiedź na to pytanie jest dość skomplikowana i wieloraka, można nawet się posłużyć teorią spiskową, której osobiście nie jestem zwolennikiem. Polska pozbywała się zakładów produkcyjnych w przekonaniu – dominującym na świecie – że przemysł jest na etapie schyłkowym, że sektor usług będzie go wypierał i jego rola w gospodarce światowej zmniejszy się do skali podobnej do rolnictwa. Na to przeświadczenie nakładał się u nas aspekt polityczny – walka z dużymi zakładami była próbą zapobieżenia aktywności środowisk, które miały ukształtowane więzi społeczne i mogły być przeciwnikiem prywatyzacji. Co zresztą miało miejsce, przecież sprzeciwiało się jej wiele załóg pracowniczych i kierownictw zakładów. Do tych dwóch przyczyn doszła też chęć szybkiego dorobienia się pewnych grup, w tym dozoru technicznego i średniego personelu. Niemcy nie pozbywali się zakładów produkcyjnych. Można było brać przykład z naszego zachodniego sąsiada. – U nich też doszło, choć nie na taką skalę jak w innych krajach Europy Zachodniej, do likwidacji zakładów. Zjawisko dezindustrializacji krajów rozwiniętych było faktem, można nawet powiedzieć, że Europa się zdezindustrializowała. Podobnie jest w USA – w dużych ośrodkach we wschodnich stanach przemysł w zasadzie nie istnieje, chociaż na zachodzie Ameryki powstał i rozwinął się najnowocześniejszy przemysł, który stanowi dziś jej bazę przemysłową. Na dezindustrializację nałożył się kryzys 2008 r. – Który potwierdził, że wszystkie kryzysy są wrogie sektorowi usług, a przyjazne sektorom wytwarzającym dobra materialne. Zmiana nastawienia do przemysłu po 2008 r. miała dwóch ojców: z jednej strony kryzys i zmniejszenie roli sektora usługowego, z drugiej kolejną, trzecią już rewolucję przemysłową, wywołaną rewolucją w przemysłach informacyjnych i internetem. Mity likwidacji Czy tę najnowszą książkę trzeba uznać za rozszerzoną wersję poprzedniej? – Nie. To zupełnie inna praca, bo w poprzedniej książce – „Jak powstawały i jak upadały zakłady przemysłowe w Polsce” – zajmowaliśmy się tylko tymi przedsiębiorstwami, które zbudowano w Polsce Ludowej po 1949 r. W nowej odnosimy się do całego przemysłu istniejącego w PRL, a poza tym w poprzedniej publikacji nie patrzyliśmy na uprzemysłowienie Polski jako na proces. Policzyliśmy, że w nowej książce jest nie więcej niż 20% treści zamieszczonej już w poprzedniej pracy. Dlaczego najnowsza publikacja ma tak istotne znaczenie? – Najcenniejszą jej częścią jest pierwsze w polskiej nauce prawie pełne zestawienie zakładów przemysłowych działających w końcu 1988 r., a zlikwidowanych po roku 1989. To podsumowanie, łącznie z parametrami liczbowymi ilustrującymi potencjał tych zakładów, pozwoliło nam dokonać bilansu przedsiębiorstw przemysłowych w PRL, a tym samym dać obraz skali ich likwidacji. Ta książka pozwala nam równocześnie skorygować lub obalić wiele mitów, mocno utrwalonych w świadomości społecznej i, niestety, także w publicystyce pod wpływem kłamliwej propagandy. Na przykład jakich? – Mit pierwszy: tak szeroko zakrojona likwidacja zakładów przemysłowych po 1989 r. była efektem ich błędnego zaprogramowania w Polsce Ludowej, nietrafnego wyboru dokonanego przez decydentów pod kątem przemysłu ciężkiego. Owszem, można wskazać jednostkowe przykłady, ale zawarta w książce analiza pokazała, że jest to absolutna nieprawda. Z istniejących w 1988 r. 6,2 tys. zakładów zatrudniających ponad 100 osób zlikwidowano 1675, w tym 681 zakładów zbudowanych w PRL, a 994 istniejące przed 1949 r., a więc powstałe w gospodarce rynkowej, na które PRL nie miała już żadnego wpływu. Zlikwidowano zatem o wiele więcej zakładów starych, istniejących przed 1949 r., niż zbudowanych później. Mit drugi: likwidacja tak wielu zakładów była uzasadniona, bo przemysł ciężki został nadmiernie rozbudowany. Zgadzam się z tezą o jego nadmiernej rozbudowie, ale było to efektem częściowego zamknięcia naszej gospodarki, jej odcięcia od rynku światowego. W związku z tym musieliśmy tworzyć pewne gałęzie przemysłu, które w warunkach rynku otwartego nie były

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2016, 21/2016

Kategorie: Wywiady