Tag "Piotr Kuncewicz"
Pod znakiem socjobiologii
Omawiałem tu wszystkie bodaj książki z serii “Na krawędzi wszechświata” wydawnictwa Philip Wilson. Kolejna pozycja to “Być człowiekiem. Ewolucyjne spojrzenie na ludzkość” Mary i Johna Gribbinów. Czytałem to sobie do poduszki, bo w dzień zajmowałem się całkiem innym tematem i może krzywdziłem w ten sposób Gribbinów, bo ich książka wymaga raczej świeżego umysłu. Jest to prezentacja socjobiologii, dziedziny nowej, a niezmiernie pouczającej. Autorzy wychodzą od znanej już nam, chociażby z Jareda Diamonda, prawdy, że 99% łączy nas
Zaświaty, czyli wędrowanie
Przypomniało mi się, jak kiedyś Grochowiak opowiadał treść pewnego dramatu, którego tytułu i autora podać nie umiał. Rzecz mnie zaciekawiła tak dalece, że sam próbowałem ten tekst znaleźć, ale bez skutku. Mógł zresztą całkiem nie istnieć. Otóż po katastrofie statku zaczyna się sąd. Wygląda to tak, że np. pijak zostaje osadzony w bogatym barze, ale na całą wieczność – sam. A kochająca się para zamieszka w idyllicznym domku, tyle że za jakąś zdradę odbierają pani kobiecość. Niby raj, ale w istocie piekło.
Krótkie rozmyślanie o Herlingu-Grudzińskim
O Gustawie Herlingu-Grudzińskim powiadano, że jest najbardziej intelektualnym pisarzem polskim. Pisarstwo jest, oczywiście, zawsze operacją intelektualną, ale w bardzo różnym stopniu. Można po prostu notować zjawiska, opisywać wydarzenia, ale można także próbować je zrozumieć. Najwyższy jednak stopień prawdziwego intelektualizmu polega na przyznaniu się, że nawet najwyższe wzloty naszego intelektu, najświetniejsze i najbardziej błyskotliwe pomysły są jeszcze bardzo dalekie od prawdy. Ten właśnie intelektualizm był chyba udziałem Herlinga-Grudzińskiego. Wysoka inteligencja, a zarazem pokora wobec
Różne oblicza Tybetu
WIECZORY Z PATARAFKĄ Dalajlama wędruje po świecie i jest w tym podobny do Jana Pawła II. To zresztą ciekawa analogia i zarazem ostry kontrast, ale i całkiem osobny temat, którego w tej chwili nie chcę rozwijać. Czternasty Dalajlama podbił mnie jakimś wywiadem, w “Forum” chyba przed laty, w którym stwierdził, że jego następna inkarnacja wcale nie musi być człowiekiem. Może się wcielić – powiedział – na przykład w górskie jezioro… To było bardzo ładne. Nie dziwię się też wcale, że jest idolem New Age.
Zieleń Wenecji
Pan Zbigniew Zborucki napisał list do redakcji, wydrukowany parę tygodni temu, że w Wenecji jednak to i owo rośnie. Prawda, i jeszcze trzeba by wymienić campo santa Margherita, gdzie kilka starych platanów i coś jeszcze, i coś jeszcze. Wacław Kubacki opisuje całe altany złożone ze skrzynek i doniczek. Ja nic takiego nie widziałem, może pora roku nieodpowiednia, a może tymczasem Wenecja aż tak się wyludniła? Kubacki pisał “Smutną Wenecję” czterdzieści lat temu, a ludzie bez przerwy uciekają, uwożąc
Wczesne lato z Gretkowską
WIECZORY Z PATARAFKĄ Niekiedy podejrzewam, że są na świecie dwa różne gatunki: kobiety i mężczyźni, a “ludzi” nie ma w ogóle. Podejrzenie to powróciło do mnie z nową siłą, po przeczytaniu zbioru felietonów i wywiadów Manueli Gretkowskiej pt. “Silikon”. Mężczyźni, naturalnie, myślą o seksie wyłącznie albo co najwyżej o rzeczach z nim związanych. Takie przynajmniej wrażenie powstaje po przeczytaniu pierwszej, felietonowej części zbioru Gretkowskiej. Nie przeszkadza to naturalnie temu, że czytelnik śmieje się serdecznie, bo autorka jest czupurna czy nawet zadziorna i czy to w “Elle”, czy we “Wprost”, czy w “Playboyu” pisze właściwie
Pan Ryszard Demel
Pan Ryszard Demel trafił do Włoch z Andersem. Potem studiował w Rzymie sztuki piękne, a równocześnie podrywał w Padwie młodą Włoszkę, która ostatecznie wyszła za niego, wnosząc mu w posagu pałacyk na padewskiej starówce. A wtedy żołnierz się zlisił i wyjechał wraz z żoną do Wielkiej Brytanii. Nie wiadomo, czy tak lubił sos miętowy, czy mu po prostu teściowa dopiekła. W Anglii poznał i zaprzyjaźnił się z Sergiuszem Piaseckim, tym od „Kochanków Wielkiej Niedźwiedzicy” i teraz pilotuje jego wznowienia po świecie. Nie tylko wznowienia: dostałem od niego, rzecz jasna,
Laury padewskie
Padwa? Jedni zakrzykną – uniwersytet! Jeden z najstarszych w Europie, Mekka żądnych wiedzy przybyszów z Niemiec, Węgier i całej Słowiańszczyzny, miejsce, gdzie wykładał Galileusz. A drudzy i liczniejsi powiedzą – święty Antoni Padewski, patron rzeczy zgubionych i spraw niemożliwych, sanktuarium, do którego ciągnie cały świat chrześcijański. A trzeci jeszcze, mrużąc tajemnicze oczy, szepną: kaplica Scrovenich, wymalowana całkowicie przez wielkiego Giotta. Zaczęliśmy właśnie od niej. Ale żeby do niej dotrzeć, trzeba przejść przez całe Muzeum Eremitan,
”Capitale de la mosaique”
O Rawennie słyszałem dosłownie od dzieciństwa i była dla mnie zawsze tym szczytem wytworności, jedynym świadkiem zaginionej epoki. Rzecz w tym, że wszystkie mozaiki wczesnobizantyjskie zginęły i zostały jedynie w Rawennie, bo tu po prostu islam nie dotarł. Potem Rawennę przypomniał sugestywnie “Poemat dla zdrajcy” Gałczyńskiego, potem była Malewska… A wreszcie i sam napisałem powieść dziejącą się w tych czasach, chociaż nie w Rawennie, a w Wogezach. Ale nie bardzo wierzyłem, że tam kiedykolwiek dojadę. Rawenna leży, co prawda, podobnie jak Wenecja,
Nad Capulettich i Montecchich domem…
WIECZORY Z PATARAFKĄ Na weneckim dworcu Santa Lucia obiecaliśmy sobie, Irena, Maria, Tadeusz i ja, że wsiądziemy do pierwszego pociągu byle jakiego, gdziekolwiek by odchodził. Do Rawenny, to do Rawenny, do Werony, to do Werony. Inne kierunki nas nie interesowały. Wypadło na Weronę. Całe Veneto jest niziną przeciętą Wzgórzami Euganejskimi. Na wzgórzach to pałace, to klasztory, to znów jakieś odwieczne ruiny. Równina jest bardzo zielona, a winnice jeszcze czarne. Ale nie mniej niż winnic jest jakichś równo podciętych plantacji, kwitnących różowo






