Unia – statek w wielkich tarapatach

Unia – statek w wielkich tarapatach

Jednego wyborcy nie są w stanie tolerować – traktowania ich jak głupków

Prof. Jan Zielonka

Czy Europa choruje na miałkich polityków? Co takiego się zdarzyło, że następcy nie dorównują poprzednikom?
– Nic. Politycy zawsze byli tacy sami. Politycy, tak jak naukowcy czy dziennikarze, to zwykli ludzie, czasami z kompleksem wyższości, ale nie są ulepieni z innej gliny. Pamiętam, jak Helmut Kohl dochodził do władzy – uważano go za kompletną miernotę. Po Helmucie Schmidcie, Willym Brandcie, Ludwigu Erhardzie… Kto to był Helmut Kohl? A dzisiaj mówi się o nim jako o ojcu nowej Europy. A Margaret Thatcher? Jakaż na początku była prowincjonalna! Konserwatyści łapali się za głowę. Oczywiście są też politycy, którzy popadli w kompletne zapomnienie. Ale nie jest tak, że nasza rzeczywistość ma gorszych polityków.

Pojąłem logikę Borisa Johnsona

Theresa May, Boris Johnson, Nigel Farage?
– Co do Theresy May to nie mam złudzeń, ona przejdzie do historii jako nieudany premier. Ale jeśli chodzi o Nigela Farage’a, byłbym ostrożny. To nie jest polityk z mojej bajki, ale czy w jakimś sensie Farage nie zmienił Wielkiej Brytanii czy nawet całej Europy? Tak samo ostrożny byłbym z Borisem Johnsonem. Spędziłem z nim dwa dni, kiedy był sekretarzem stanu. I pojąłem jego logikę. Johnson, z różnych powodów, zrozumiał – moim zdaniem genialnie – że brexitu nie da się zorganizować w sposób polubowny i racjonalny. 20 tys. praw i regulacji – to nie jest coś, w czego sprawie możemy się sensownie dogadać i wszyscy wyborcy będą zadowoleni. On szybko pojął, że tego nie da się zrobić. I w przeciwieństwie do Theresy May uznał, że najpierw trzeba wszystko rozwalić, a jak już się rozwali, będziemy myśleli, co potem. Okazało się to historyczną prawdą.

Bo wyszło na jego…
– Ekipa May negocjowała porozumienia, które oczywiście nikogo nie zadowoliły. A on, który specjalnie nie wyróżnia się charyzmą (choć jakaś grupa osób lubi jego dowcipy i uważa go za śmiesznego), jest górą. Wie pan, oceniając polityków, musimy zdać sobie sprawę, że wszystko zależy od tego, jakie są nasze kryteria oceny i jaka jest perspektywa historyczna. Tu musimy być ostrożni. Chociaż nie ukrywam, że od pierwszego dnia nie miałem zaufania do Theresy May i nie jestem przekonany, że pan Schetyna będzie Churchillem. Ale na temat przyszłości nie chcę się mądrzyć, bo nie jestem wróżką.

Ale jest pan naukowcem.
– Naukowcy nie wiedzą wiele o przyszłości. Jeśli są dobrzy, wiedzą coś o przeszłości i teraźniejszości.

Zmieniło się wszystko, a stare instytucje zostały

Co więc się stało z Europą, że znalazła się w kryzysie politycznym? Tezę, że wpłynęła na to niekompetencja europejskich elit, właśnie pan obalił. Co zatem się stało?
– Jak zwykle nie ma jednego powodu, jest ich wiele. Ale jeśli miałbym któryś wybrać, wskazałbym nie elity, tylko brak dostosowania instytucji europejskiej do zmieniającej się rzeczywistości. Spójrzmy – ostatnim traktatem, który zmienił coś na poważnie w Europie, wprowadził euro i otworzył drogę do rozszerzenia, był traktat z Maastricht. Czyli rok 1991-1992. Bo Lizbona to już było takie sklejenie wszystkich traktatów po upadku europejskiej konstytucji. A co się wydarzyło od tego czasu? Upadły Związek Radziecki i Jugosławia. Nastąpiła kompletna rewolucja geopolityczna. Już nie tylko wojska się przesunęły, ale zmieniło się całe myślenie, cała ideologia. Wszystko.

Nastała nowa rzeczywistość.
– Nastąpiła rewolucja gospodarcza! Przyśpieszyła globalizacja z obaleniem barier przepływu dóbr, kapitału, siły roboczej. I najważniejsza rewolucja – internetowa! Te rewolucje, geopolityczna, gospodarcza, internetowa, całkowicie zmieniły rzeczywistość. A zmian instytucjonalnych praktycznie nie było. I doszliśmy do sytuacji, która została przewidziana przez ludzi zajmujących się Europą już w latach 50. Mówił to David Mitrany, profesor słynnej London School of Economics pochodzący z Rumunii, wielka postać w dziedzinie studiów europejskich.

Co mówił?
– Wyszedł od spostrzeżenia, że integracja europejska oparta na monopolu państw doprowadzi do dzisiejszego pata. Bo kto ma władzę? Nikt inny, tylko państwa. Ostatnio widzieliśmy, jak wybierano władze Unii. Państwa o tym decydowały. Poza tym integracja wygląda tak, że postępując w jednej dziedzinie, wymusza integrację w drugiej. Na przykład – wspólny rynek wymusza wspólną walutę. Wspólna waluta z kolei wymusza wspólną politykę gospodarczą itd. Wspólna Europa zaczęła się od węgla i stali, a jak wygląda dziś? Mitrany w latach 50. mówił, że ponieważ integracja państw będzie wymagała nowych uregulowań i organów, które tym zarządzają, podejmują decyzje, w pewnym momencie państwa staną przed dylematem: albo popełnić zbiorowe samobójstwo, żeby oddać prawdziwą władzę centrum w Brukseli, albo wyjść z tego. Dzisiaj wiemy, że obydwa rozwiązania są niemożliwe.

Dlaczego?
– A dlaczego państwa, które stworzyły wspólną Europę do swoich celów i kontrolują ją, miałyby nagle popełnić zbiorowe samobójstwo? Kiedy patrzymy na integrację europejską, widzimy, że coraz więcej regulacji dotyczy różnych obszarów życia. W ostatnich latach coraz mocniej rozbudowywany jest system nadzoru. Z kolei było bardzo mało transferów władzy do centralnych instytucji. Dlaczego? Bo państwa nie chciały tej władzy się pozbyć. I to nie tylko państwa w kategoriach abstrakcyjnych albo personalnych, że pan Macron nie chce się pozbyć władzy… Państwa jako instytucje! Niemiecki Sąd Najwyższy ileś razy podkreślał, że są obszary, które są dla niego suwerenne. Nie jest więc tak, że Merkel coś chce lub czegoś nie chce.

Bo Sąd Najwyższy na to się nie zgodził.
– Tak samo niemiecki bank centralny nie pozwolił na coś bankowi europejskiemu… Czyli nie nastąpił transfer zarządzania. Były regulacje, ale nie było transferu władzy. Najlepiej widać to w sferze euro. Nawet Brytyjczycy jasno mówią, że euro nie może przetrwać bez rządu gospodarczego w Europie. Mieliśmy kryzys, bo tego rządu nie było. I co? Dalej nie ma takiego rządu! Owszem, może w końcu coś takiego powołają, dadzą budynek, jakieś szyldy, ale niczego realnego z tego nie będzie. A z drugiej strony co pokazuje brexit? Że z tego statku nie tak łatwo wyskoczyć.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 31/2019, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.


Prof. Jan Zielonka – profesor polityki europejskiej na uniwersytecie w Oksfordzie i Ralf Dahrendorf Fellow w oksfordzkim St Antony’s College. Autor 17 książek, w tym pięciu monografii. Członek Grupy Inicjatywnej Concilium Civitas, forum polskich naukowców pracujących na zagranicznych uniwersytetach. Pierwsze spotkanie Concilium Civitas odbyło się w Warszawie 9 i 10 lipca br.


Fot. AFP/East News

Wydanie: 31/2019

Kategorie: Wywiady

Komentarze

  1. ireneusz50
    ireneusz50 29 lipca, 2019, 12:34

    czy to ten sam Walenciak co z czterdziestolatka ?, tak czuje jakby to ten sam.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Politolog 59
    Politolog 59 5 sierpnia, 2019, 18:46

    Trudno się z tymi poglądami nie zgodzić.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy