Ustawka z posłańcem

Ustawka z posłańcem

Najpierw, nie bez racji, krzyczeli: „Morawiecki, będziesz siedział”, a później wyciągnęli go za włosy z topieli. Sensu w tym nie ma. Politycy Lewicy łudzą się, myśląc, że ich wyborcy są tak elastyczni jak oni, a ich kręgosłupy równie gumowe. Im młodsi sympatycy lewicy, tym mniej mają złudzeń, że w Sejmie jest jakaś ideowa lewica, z którą mogą się identyfikować. Choć oczywiście są tam chwalebne wyjątki. Ostatnie dni to smutne doświadczenie. A obrazek z liderami lewicy, którzy cieszą się ze spotkania z Morawieckim, można skomentować tak: konie to trojańskie czy tylko koniki?

Doszukiwanie się w spotkaniu Lewicy z premierem Morawieckim jakiejś strategii lub chociaż głębszej myśli jest stratą czasu. Zadecydowały o nim osobiste interesy polityków. Choć precyzyjniejsze byłoby inne słowo – interesiki. Oraz odwieczna chęć przytulenia się do władzy i skubnięcia okruchów z tego tortu. To było widać. I to, że sukces to nie był, też widać. Bo przecież na tak nieporadną ustawkę z rządem nie da się nabrać nawet ciemnego ludu. A co dopiero elektoratu, który jest stęskniony za ideową, światłą i racjonalną lewicą.

Politycy Lewicy mieli silną pozycję negocjacyjną, bo Kaczyński został zagoniony przez Ziobrę do narożnika. I co z tym zrobili? Chwalą się, że Morawiecki zgodził się na wszystko, co proponowali. Prawda. Ta jego zgoda była pewna już przed spotkaniem. Ten premier tak ma. W Polsce nie znajdzie się dziedziny, miejsca, jakiejś białej plamy, które byłyby wolne od obietnic Morawieckiego. Ale realizacja tych obietnic jest, podobnie jak jego wiarygodność, zerowa.

A pozycja polityczna? Taka sobie. W pełni zależy od prezesa Kaczyńskiego. Nie zna dnia ani godziny, w której podąży śladami Beaty Szydło.

Spotykanie się z posłańcem nie jest w polityce powodem do dumy. Zwłaszcza z takim, który dla zwykłych pracowników ma zapłatę w postaci miski ryżu. A gdyby każde jego kłamstwo ważyło gram, to na wadze byłoby już co najmniej dwóch Morawieckich.

Ale żeby nie było nawet cienia wątpliwości, uważam, że głosowanie przeciwko europejskiemu Funduszowi Odbudowy byłoby głupotą i jawnym działaniem na szkodę państwa. Zagłosować trzeba. Gdy słucham niektórych polityków lewicowych, mam niestety wrażenie, że oni ciągle nie wiedzą, czym jest ten fundusz, na co jest przeznaczony i jak będzie kontrolowane jego wydawanie. Na pewno nie będzie z tego tanich mieszkań. Wiedzą o tym wszyscy, którzy do tego dokumentu zajrzeli.

Kłamstwo ma krótkie nogi. Lewicowe też.

Wydanie: 19/2021

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy