Jak wojewoda opolski z esbeka zrobił bohatera

Jak wojewoda opolski z esbeka zrobił bohatera

Wojewoda opolski Adrian Czubak, realizując politykę historyczną PiS, z wielką atencją odnosi się do Jerzego i Ryszarda Kowalczyków, którzy w 1971 r. wysadzili aulę Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu. Jak pisaliśmy (PRZEGLĄD nr 12), nazwał ich imieniem Złotą Salę w urzędzie wojewódzkim i dawną ulicę Obrońców Stalingradu. Z wielkimi honorami pochował też zmarłego w październiku 2017 r. Ryszarda Kowalczyka.

Tymczasem do wojewody dotarł datowany na 8 marca 2018 r. list historyka Solidarności od lat grzebiącego z lubością w esbeckim szambie. W liście tym dr Zbigniew Bereszyński, autor „Encyklopedii Solidarności na Opolszczyźnie”, informuje wojewodę, że jego ulubiony bohater Ryszard Kowalczyk został w 1981 r. w Zakładzie Karnym w Barczewie, w którym odbywał karę więzienia za współudział w wysadzeniu auli WSP, zwerbowany do sieci agenturalnej Departamentu III MSW jako TW „Seep” i był w niej do 1989 r.

Wiedza o liście historyka Solidarności błyskawicznie rozeszła się po mieście, wywołując zrozumiałą sensację. Zmusiło to wojewodę do dania odporu na konferencji prasowej, w czasie której dr Bereszyński został nazwany niby-naukowcem.

Wojewoda, wspomagany przez dwóch byłych opozycjonistów, Bogusława Bardona (poprzez łącza z zagranicy) i Wiesława Ukleję, oświadczył, że dopóki jest wojewodą i nazywa się Adrian Czubak, sala, tablica i ulica bohaterskich braci Kowalczyków nie będą zmienione. Poinformował, że ma podpisaną przez dr. Jarosława Szarka decyzję IPN, w której stwierdzono, że zapisy ewidencyjne Ryszarda Kowalczyka zostały wytworzone bez jego udziału. W zasobach IPN nie odnaleziono dokumentów wytworzonych przy udziale Kowalczyka w roli tajnego informatora. Brakuje też dokumentów potwierdzających, że był on pracownikiem, funkcjonariuszem lub żołnierzem organów bezpieczeństwa. Dlatego wojewoda Czubak uznał kampanię rozpoczętą przez dr. Bereszyńskiego po śmierci Ryszarda Kowalczyka za niegodziwą, niemoralną i bezprzedmiotową. Co więcej, dr Bereszyński (niezaproszony na tę konferencję) ponoć od 1983 r., kiedy Ryszard Kowalczyk został zwolniony z więzienia, wiedział o wszystkim i to, co teraz robi, jest podłe. Podobno Kowalczyka wzywali esbecy, rozmawiali z nim, ale on nikomu krzywdy nie robił, bo opowiadał im bzdury – mówił cokolwiek, żeby w rzeczywistości nie powiedzieć nic. Zachowywał się przyzwoicie, a po wyjściu z więzienia opowiedział o całej sprawie Bardonowi. W jednym z takich spotkań miał nawet uczestniczyć Bereszyński.

Niezaproszony na konferencję Bereszyński nie mógł od razu odnieść się do słów wojewody. Zrobił to później. Zauważył sprzeczność w jego wypowiedzi. Bo z jednej strony wojewoda zapewnia, że dokumenty mające świadczyć o współpracy Kowalczyka z SB zostały wytworzone bez wiedzy tegoż, a z drugiej, że panowie Bardon i Ukleja usłyszeli od niego, że „jest na pasku bezpieki” i był pozyskiwany. Jedno wyklucza drugie. Bereszyński twierdzi, że o werbunku Kowalczyka dowiedział się dopiero po ogłoszeniu tzw. listy Wildsteina w 2005 r. Wówczas to Ryszard Kowalczyk wydał oświadczenie i opisał, jakie działania wobec niego podejmowała bezpieka. Ukleja powiedział wtedy, że nie wiedział o współpracy Kowalczyka z bezpieką, chociaż domyślał się jej, mimo że Kowalczyk nic o niej nie mówił, przyznał tylko, że esbek go nękał. Dlatego dr Bereszyński uważa, że Ryszardowi Kowalczykowi dwa razy wyrządzono krzywdę. Komuniści wrobili go w wybuch, który był dziełem brata. Po latach zaś wkręcono go w oparty na mitologii kult, uprawiany obecnie z zapałem przez wojewodę opolskiego.

Trwa więc kłótnia w rodzinie realizatorów polityki historycznej PiS, a w sprawie Jana Rychla, zdekomunizowanego niekomunisty, nadal cisza.

Wydanie: 19/2018

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy