Wpływy i nieporozumienia

Wpływy i nieporozumienia

W lipcu przeczytałem w tygodniku „Do Rzeczy” artykuł głoszący, że koncern Agora ma poważne problemy finansowe i jego przyszłość jest niepewna, i drugi artykuł o tym, że Adam Michnik coraz bardziej traci wpływy. W poczekalni u fryzjera zobaczyłem czasopismo „W Sieci” z sierpnia poprzedniego roku, w którym także były dwa duże artykuły dowodzące, że Agora kaput, a Michnik traci wpływy. Nie jestem za bardzo oczytany w gazetach zwanych umownie prawicowymi, ale ile razy po którąś sięgnę, dowiaduję się, że Adam Michnik traci wpływy. Nagroda przyznana mu ostatnio przez Trójkąt Weimarski nasuwa podejrzenie, że on może nie traci wpływów, lecz ma je gdzie indziej, niż szukają „prawicowi” dziennikarze. Naczelny „Wyborczej” otrzymał już dużo nagród zagranicznych i ciągle jest nimi wyróżniany. Jeszcze mocniejszym dowodem, że jego wpływy nie maleją, jest to, że według dość powszechnego w Warszawie przekonania, on sam przyznaje ważne, pieniężne nagrody. Zapewne nie sam decyduje, ale jego wpływy sprawiły, że nagrodzeni zostali Chodorkowski, Tatar krymski Mustafa Dżemilew, córka Borysa Niemcowa, nie mówiąc już o najważniejszej nagrodzie literackiej w Polsce. Niepokorni dziennikarze nie skierowali swojej uwagi na kierunek wschodni i nie dowiedzieli się, że Michnik ma wpływy w Moskwie, dokładniej mówiąc, w kręgach antykremlowskiej inteligencji, która bardzo ceni antyrosyjski i proukraiński kurs „Gazety Wyborczej”. Wpływy w tym przypadku – wydaje mi się – są wzajemne. „Porażenczestwo” – życzenie klęski swojemu narodowi – części moskiewskiej opozycji ma wpływ na Michnika. Co mnie dziwi, to że interesując się wpływami Adama Michnika, dziennikarze prawicowi (niech im będzie bez cudzysłowu) nie zauważają, że oni sami znajdują się pod jego wpływem. Nie mówię, że pod każdym względem. Jeśli chodzi o obyczajówkę – homofobię, homofilię, gender, małżeństwa jednopłciowe i inne śmiertelnie poważne problemy społeczności rozrywkowych – to oni mają swoje zdanie odrębne. Ale na porządku dziennym znalazły się sprawy odnoszące się do wojny i pokoju, absolutnie pierwszorzędnego znaczenia z punktu widzenia narodowego. W chwili obecnej jest to kwestia stosunku do Rosji i Ukrainy: co jest w dłuższym terminie – ale nie nadmiernie długim – dla Polski większym niebezpieczeństwem: domniemany rosyjski imperializm czy ukraiński obłąkany nacjonalizm ze swoją skłonnością do stosowania w konflikcie krańcowo drastycznych i okrutnych środków. (Konflikty między Ukrainą i Polską są nie do uniknięcia). W sprawie, która – jak twierdzę – jest obecnie najważniejsza, „Gazeta Wyborcza” i „Gazeta Polska Codziennie” zajmują jednakowe stanowisko. Nie jest tak, że red. Sakiewicz wpłynął na Michnika – za mało znaczy. To „Gazeta Wyborcza” upewniła ich wszystkich z prawicowego kartelu prasowego, że Putin to to samo co Breżniew, Stalin i jeszcze gorzej, bo zwykły bandyta. Gdyby nie autorytet, który rzekomo traci wpływy, nie byliby tego pewni.

Co młodych ludzi ściąga na manifestacje przeciw przyjmowaniu imigrantów, mnie dziwi, ale jeszcze nie oszałamia. Dla socjologów to zapewne nie jest zagadkowe. Rozum tracę, dowiadując się o niesamowicie wulgarnym wyrażaniu bezprzedmiotowego, moim zdaniem, gniewu, a raczej złości. Przecież oni prawie nic nie wiedzą o tym, przeciw czemu protestują. Imigrant jest tu tylko znakiem, metaforą czegoś innego – ale czego? Skupiam uwagę na obsceniczności, ordynarności tego zachowania i wydaje mi się, że to młodzieżowa wersja tej wulgarności, która wylewa się z telewizorów, z ekranów kinowych, panuje w „debatach” politycznych i w teatrze (teatr pod tym względem przoduje, bo scena potęguje wulgarność). Służby miejskie nie radzą sobie z obrzydliwymi napisami na murach – przeważnie z aluzjami antysemickimi. Sprawcy działają skrycie, pojedynczo, po dwóch, trzech. Gdy zbiorą się w 500, już się nie wstydzą ani nie boją. W demokracji masa legalizuje wszystko. Czy barbarzyńcy autochtoniczni są mniej groźni niż przybysze? W tym tłumie, jak w lekko tylko skrzywionym zwierciadle, powinni się przejrzeć i filmowcy, i „ludzie teatru”, i politycy. A także rodzice, ma się rozumieć.

Konserwatyści są przeciw imigracji, ponieważ obawiają się, że islam wyprze i tak już osłabione i nadal słabnące chrześcijaństwo. Lewica staje w obronie imigracji i zwalcza islamofobię. Czego chce lewica? Równouprawnienia kobiet, małżeństw jednopłciowych i mnóstwa innych nowości obyczajowych aż do pełnego wyzwolenia od przytłaczających norm religijnych. Konserwatyści są tym przerażeni, a gdy występują z protestami, są spychani do kategorii ludzi gruboskórnych i niewiedzących, co modne. Czy zwolennicy tradycyjnej moralności stoją na przegranych pozycjach? Niekoniecznie. Szarijat odpowiednio złagodzony i przystosowany do europejskich warunków odnowi konserwatywne wartości (patrz: Houellebecq). Imigracja muzułmańska zmiecie z powierzchni Europy wszelki liberalizm, a w pierwszym rzędzie obyczajowy. Przyjdzie też kryska na demokrację. Prawico, nie upadaj na duchu! Twoje będzie za grobem zwycięstwo.

Wydanie: 41/2015

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Komentarze

  1. Bolesław Leńczuk - Włodawa n/Bugiem
    Bolesław Leńczuk - Włodawa n/Bugiem 30 października, 2015, 12:38

    Witam Pana Profesora!
    Jestem stałym czytelnikiem FiM (od 2 – go Nr) napotykam tam nieraz na Pańskie „celne” myśli i spostrzeżenia i obiecuję sobie, że wezmę na warsztat Pańskie opracowania bardzo mnie interesujące. Natomiast dziwię się, że nie sięgają po Pańskie opracowania obecni liderzy polityczni (tylko zadzierają ze wschodem na różne sposoby).

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy