Wyblakły mit naczelnika

Wyblakły mit naczelnika

PiS traci inicjatywę i respekt wyborców

W politycznej szarpaninie umknęła nam jedna ważna rzecz – w ciągu ostatnich miesięcy władza w Polsce straciła nie tylko inicjatywę i sprawczość, ale także respekt wyborców.

Czasy, gdy Kaczyński w dwa dni przepychał ustawę przez Sejm i Senat, a nocą podpisywał ją Duda, minęły i raczej już nie wrócą. Do przeszłości należy też witanie owacjami przedstawicieli PiS, gdziekolwiek się pokazywali, i łkanie ze wzruszenia na ich widok w podzięce za 500+.

Wielka ucieczka

Andrzej Duda podczas wypadu w góry na narty musiał umykać przed góralami, którzy chcieli mu wręczyć ciupagi hańby. Czekali na parkingu, gdzie zatrzymała się prezydencka kolumna. Ostatecznie się nie doczekali, bo prezydent zjechał na nartach w innym miejscu. A przecież jeszcze nie tak dawno witany był przez nich entuzjastycznie, w miejscach, które wizytował, wieszano tablice pamiątkowe, no i tu uzyskał najlepszy wynik w wyborach prezydenckich. Było, minęło.

Z kolei Mateusz Morawiecki pojechał otwierać obwodnicę Wrześni. Miała być uroczystość, przemówienia, wszystko rejestrowały kamery. No i zarejestrowały… jak do premiera ruszyła grupa rolników z AgroUnii. Rolnicy, z transparentami w rękach, ominęli kordony i wybiegli wprost na oficjeli. Zobaczyliśmy więc, jak nadbiegają, jak premier jest odciągany przez ochroniarzy i odjeżdża z piskiem opon.

A Jarosław Kaczyński, człowiek na prawicy najważniejszy? Nie jeździ w góry, obwodnic nie otwiera. Ale też nie ma spokoju, bo pod jego dom regularnie podchodzą manifestacje Strajku Kobiet. Wtedy ulicę Mickiewicza blokują dziesiątki policyjnych samochodów i setki funkcjonariuszy. Ściągane są jednostki z całej Polski. Pokazywane jest to w telewizji i raczej budzi zgorszenie. A prezes? Dominuje pogląd, że na noc jest wywożony w spokojne i bezpieczne miejsce. Można rzec, że agendę dnia (bądź nocy) układa mu Marta Lempart, od której decyzji zależy, gdzie będzie spał.

Inna gwiazda rządzącej prawicy, prezes Orlenu Daniel Obajtek, wprawdzie nie musi się zastanawiać, gdzie będzie nocował, ale snów spokojnych raczej nie ma. Od kilkunastu dni czyta o sobie i swojej rodzinie. I nie są to laurki, występuje w tych artykułach jako typ spod ciemnej gwiazdy. Wszystkie te opisy kompromitują i Obajtka, i PiS, i to podwójnie. Pokazują, na jakiej klasy ludziach partia ta się opiera i jak działa Zjednoczona Prawica. Bo przecież nikt nie ma wątpliwości, że kwity na Obajtka ktoś musiał wpierw zebrać, a potem dać dziennikarzom. Kto to zrobił? Odpowiedź jest prosta: ten, kto miał takie możliwości. Czyli? Ktoś od Ziobry? Od Morawieckiego? A może od Kamińskiego albo od Błaszczaka?

Co najwyżej prezes

Kaczyński może więc groźnie spoglądać i tyle mu zostało. Wie, że jego najważniejsi współpracownicy wynoszą kwity jeden na drugiego, ale żadnego za rękę nie złapał. Czyli wszyscy wzajemnie się oszukują.

Może mu się podobać, gdy Ryszard Terlecki mówi o opozycji, że jest słaba i głupia, albo gdy Joachim Brudziński twierdzi, że to popaprańcy. Zawsze to przyjemnie słuchać, jacy wrogowie są marni, a my sami świetni. Ale kłopot Kaczyńskiego polega na tym, że te miłe dla jego ucha słowa są tylko słowami. I że opozycja być może jest słaba, ale on sam niewiele mocniejszy. Bez głosów tej opozycji Sejm nie ratyfikuje Funduszu Odbudowy (a są to miliardy z Unii Europejskiej), bo Ziobro nie chce głosować za. Jasne, opozycja nie ma wyjścia – będzie głosowała za funduszem… Ale to, że kluczową ustawę przeforsuje dzięki „popaprańcom”, będzie nie zwycięstwem Kaczyńskiego, lecz jego upokorzeniem. No i za chwilę będzie miał głosy z Brukseli – że ona, owszem, da pieniądze, ale niech Warszawa najpierw pokaże „praworządność”.

Dodajmy jeszcze, że na tej jednej ustawie życie polityczne się nie kończy. Ciągle pojawiają się jakieś sprawy do załatwienia. Kaczyński znów będzie stawiany pod ścianą. A kłopot w tym, że on już nie wie, ile ma szabel w Sejmie, jak zachowają się Gowin, Ziobro albo jakaś inna koteria. I nie za bardzo może ich kontrolować – wszak Bielan miał obalić Gowina, odebrać mu partię, przyprowadzić ją karnie na Nowogrodzką i nic z tego nie wyszło. Pół Polski w telewizji to widziało.

Sprawczość Jarosława Kaczyńskiego jest więc już tylko mitem. Już nie jest naczelnikiem, lecz co najwyżej prezesem. Trochę większym niż Gowin i Ziobro, ale nie dużo większym. Takim, że musi z nimi negocjować.

Wiele mówiące było też wydarzenie jeszcze z tamtego roku, kiedy w apogeum Strajku Kobiet Kaczyński wezwał swoich zwolenników do obrony. Nie do obrony PiS, na tyle był przytomny, ale kościołów, wiary. I tłumy na to wezwanie się

nie stawiły. Przybiegły jakieś grupki ONR-owców, których potem policja musiała ochraniać. Tak został zweryfikowany.

Wie zatem, że nie tylko jego wpływ na Zjednoczoną Prawicę jest coraz mniejszy, ale również oddziaływanie na sympatyków i wyborców PiS mocno się ograniczyło. Bo gdyby wezwał wyborców prawicy, by przyjechali do Warszawy zademonstrować poparcie dla PiS, to ile osób by się stawiło?

Wiele lat temu przeprowadzałem wywiad z Lechem Kaczyńskim, wtedy jeszcze ministrem sprawiedliwości. Podczas tej rozmowy kilkakrotnie wracał do pewnego wątku – że obywatel musi władzy się bać, musi czuć przed nią respekt. Jeżeli tego nie ma, to nie ma rządzenia.

Jarosław Kaczyński jest tej zasady dobrym uczniem. Przez ostatnie lata ją stosował, jedni go nienawidzili, drudzy kochali, ale respekt czuli wszyscy. Ten czas minął. Nie dlatego, że Marta Lempart woła: „Kaczyński, ty tchórzu!” albo młodzież śpiewa: „j… PiS”, bo to odprysk szerszej tendencji. Braku zaufania, braku poważania, braku szacunku.

Sondaże otuchy nie dają

Pokazują to zresztą kolejne sondaże. Oto jeden z nich, z lutego 2021 r., przeprowadzony przez CBOS, czyli instytut, w którego badaniach PiS wypada przeważnie najlepiej. Wskaźnik zaufania do polityków. I proszę, największe zaufanie wzbudza wśród Polaków Szymon Hołownia (51%), a najmniejsze – Jarosław Kaczyński (58% nieufności). Kolejnymi, którym nie ufamy, są Ziobro (48%), Sasin (46%) i Morawiecki (45%).

A to, że Polacy w swojej masie mają już dość PiS, potwierdzają inne badania. Na przykład Instytutu Pollster z początku marca 2021 r., który zapytał, czy w Polsce powinny się odbyć jak najszybciej wcześniejsze wybory parlamentarne. Aż 61% respondentów odpowiedziało: „tak”. Wcześniejsze wybory zdecydowanie popiera 41% ankietowanych, „raczej tak” odpowiedziało 20%. Przeciwnego zdania było 39% Polaków.

Jeżeli jesteśmy przy sondażach, to warto dodać, że we wszystkich, jeśli chodzi o hipotetyczne wybory do Sejmu, PiS co prawda zdobywa największą liczbę głosów, ale traci władzę…

Oto więc stan polskiej polityki. PiS straciło inicjatywę, już nie narzuca agendy innym. Samo pogrążone jest w wewnętrznym kryzysie, na prawicy nie za bardzo wiadomo, co zrobić z Gowinem i Ziobrą. I wyjścia z tej sytuacji nie ma – bo jakie być może? Rozprawa z przystawkami? To grozi trwałą utratą sejmowej większości. Może zatem wcześniejsze wybory, których perspektywą liderzy PiS próbują dyscyplinować Zjednoczoną Prawicę? Rzecz w tym, że nie za bardzo wiadomo, jak do nich doprowadzić. Najprościej – poprzez uchwałę o samorozwiązaniu Sejmu. Ale poprzeć by ją musiało dwie trzecie posłów. Czy opozycja taką uchwałę by poparła? A czy poparliby ją posłowie Zjednoczonej Prawicy? Ci od Gowina i Ziobry – na pewno nie. A pozostali? Wcale bym się nie zdziwił, gdyby w takiej sytuacji pokaźna grupa posłów prawicy nie posłuchała Kaczyńskiego. Z prostego powodu – wielu z nich jest związanych z władzą, każdy miesiąc przynosi im kolejne profity, dlaczego mieliby lekkomyślnie ryzykować? Inni z kolei baliby się utraty władzy i odwetu zwycięzców. A byłby on tym łatwiejszy, że PiS wszystkie bezpieczniki związane z nieusuwalnością urzędników, pewnością pracy funkcjonariuszy polikwidowało.

Cóż więc Kaczyńskiemu i PiS pozostaje? Wiara, że sytuacja jakoś się ułoży. Że pandemia zniknie i ludzie nabiorą radości życia. I że przyjdą pieniądze z Unii, to znów sypnie się wyborcom. A opozycja zacznie popełniać błędy (o co nietrudno).

I że – to trzeba dodać obowiązkowo – ludzie PiS zatrudnieni w spółkach skarbu państwa i innych miejscach zaczną działać sprawnie i uczciwie, i przestaną się podgryzać. Że Polacy pokochają Obajtka, a media nierządowe zaczną się zajmować perypetiami rodziny królewskiej.

Czyli skazani jesteśmy na prosty scenariusz – że ta władza będzie gniła. Tak jak wcześniej AWS, SLD i w końcu PO. Bo sama z siebie sił już nie odzyska.

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Fot. Marek Podmokły/Agencja Gazeta

 

Wydanie: 12/2021

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy