Wymarzony patent chiński

Wymarzony patent chiński

W serwisie internetowym chińskiej państwowej agencji informacyjnej pracują już wirtualni prezenterzy wiadomości. Stworzeni zostali na wzór i podobieństwo znanych i popularnych prezenterów telewizyjnych. Czytają po mandaryńsku, ale jeżeli trzeba, także po angielsku. Obyło się bez sztuczek typu in vitro. Redaktor Bot nie ma biologicznych rodziców, ale mówi głosem znanego prezentera, ma takie same jak on pieprzyki, tak samo mruga, identycznie porusza ustami i patriotycznie się nadyma, jak to w Chinach, kiedy trzeba wymienić nazwisko ojca wszelkiego stworzenia, czyli dzisiejszego przewodniczącego tego wielkiego kraju, co akurat bliźniaczo nas łączy. Sam bot nie jest niczyim bliźniakiem, tylko zwyczajną sumą złożonych technologii, którymi rozporządza firma Sogou.

Nowy chiński wynalazek to prawdziwy skarb dla nadawcy wiadomości. Sztuczna prezenterka nie przystąpi do ruchu #MeToo i nie doniesie na przełożonego, bo brukowców nie interesują stosunki między botami. Stworzenia te są na ekranie podpisywane imionami i nazwiskami swoich patronów i w odbiorze są nimi samymi, jednocześnie nimi nie będąc. To jest paradoks chiński. W Polsce od trzech lat mamy na odwrót: prezenterzy wyglądają na ekranie jak żywi i wyimaginowani jednocześnie, w istocie pozostając w jednej i tej samej postaci. Dlatego, jeżeli zakupimy wirtualnego prezentera, ludzie mogą w ogóle nie zauważyć podmianki przed kamerą.
Jakiż to luksus dla telewizji, która na co dzień musi się cackać z rozkapryszonymi celebrytami! Wirtualny prezenter celebryta zapewnia wreszcie święty spokój.

Pani redaktor Bot nie zażąda nowych pieniędzy na fryzjera ani podwyżki na kosmetyki. Świątek, piątek może pracować od rana do wieczora, 24 godziny bez uszczerbku dla urody i zdrowia. Podobnie bezlitośnie przystojny i wydajny będzie redaktor Bot. Nie spoci się, ani razu się nie zacuka ni zająknie. Będzie patrzeć widzom prosto w oczy. Dzięki jednemu skokowi technologicznemu nadawca znajdzie się na wyższym poziomie komunikatywności. Dziennikarski bot jest sprawniejszy pamięciowo od żywego redaktora. Nie będzie korzystać z promptera, a w odniesieniu do świństw i dyrdymałów wypisywanych na paskach zachowa neutralny i uśmiechnięty spokój Krzysztofa Ziemca.

Technologia, na której się opiera chiński wynalazek, nazywa się cokolwiek aluzyjnie Deep Fake, ale nie powinna zniechęcać. Przeciwnie, to osiągnięcie sztucznej inteligencji zasługuje na głęboki podziw właśnie za efekt dogłębnej, wnikliwej imitacji. Efekt ów jest nie byle podróbką prezentera, ale konstrukcją sobowtóra, mniej kosztownego od oryginału, za to dość inteligentnego, by gorliwie wypełniać zadania propagandowe bez demonstrowania nadgorliwości. Taki deep fake redaktor to wymarzony patent!

Trudno powiedzieć, czy polska telewizja ma dość pieniędzy, żeby u progu drugiego stulecia niepodległości państwa porwać się na nowy wydatek technologiczny. Chyba zaoszczędziliśmy na obchodach i fundacjach, które dyskretnie rozsławiały imię Polski, więc będzie od czego zacząć zbiórkę. Już trzeba rozmawiać o kosztach udostępnienia Deep Fake’a. Adaptacja technologii do naszych warunków nie powinna nastręczać wielkich trudności, bo tak jak ich wiadomości zacierają ślady po Deng Xiaopingu, autorze otwarcia Chin i ojcu nowoczesnych reform, tak TVPiS stoi przed zadaniem wytarcia z historii Wałęsy, Mazowieckiego i Geremka. Boty z kurzą pamięcią historyczną, starannie zaprogramowane przez informatyków Kurskiego, dadzą radę.

Nie wiadomo, ile sztuk trzeba zamówić na początek do obsługi telewizji. W Polskim Radiu trzeba by zacząć od zakupu samego prezesa w wersji wirtualnej, jeśli Chińczycy mają w portfolio stosowny model, bo Rada Mediów Narodowych nie nadąża kadrowo. Warto pomyśleć o wzmocnieniu siły rażenia Trójki i nabyć bota, który będzie występował pod nazwiskiem Reszczyński i niezłomnie jak on siedzieć cicho, kiedy gość państwowego radia powie o Władysławie Bartoszewskim (też do wygumkowania z historii Polski): „taki bydlak”.

Wydanie: 47/2018

Kategorie: SZOŁKEJS

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy