Cząstki elementarne

Cząstki elementarne

Prezydent Komorowski oświadczył przed uroczystościami w Oświęcimiu: „Trzeba zrobić bardzo wiele, aby uniknąć upolitycznienia obchodów 70. rocznicy wyzwolenia obozu w Auschwitz”. Jak należy uniknąć upolitycznienia, pokazał minister spraw zagranicznych Schetyna (Fotygo, wróć!), ogłaszając rewelację, że obóz w Oświęcimiu wyzwolili Ukraińcy. Ludziom rozsądnym wydawało się, że on się pomylił, Aleksander Kwaśniewski, chcąc go bronić przed pomówieniami o brak rozumu, uznał wypowiedź ministra za zwykły lapsus (TVN 24). Okazało się, że Schetyna do tego lapsusu starannie się przygotowywał. Dowiedział się nawet, jak się nazywał, skąd pochodził i jakiej był narodowości czołgista, który sforsował bramę obozu. „Słowa Schetyny to nie przypadek, ale polityczna linia”, napisano z aprobatą w opiniotwórczej gazecie. Tę linię kontynuował, a może wytyczył prezydent Komorowski, wypowiadając się jednakże w taki sposób, aby nie dać się złapać za słowo.

W Moskwie z ministrem Schetyną polemizowały gazety i najwyższe czynniki rządowe, co bardzo ukontentowało Warszawę: widzicie, zabolało ich. Mówi się od niepamiętnych czasów, że Moskale są chytrzy i przenikliwi. Tym razem odsłonili inną swoją cechę: prostoduszność. Nie przeniknęli polskiej perfidii. Mówi się, że obudzić można śpiącego, ale nie tego, który udaje, że śpi. Wytknąć błędy można temu, który się myli, ale nie temu, który celowo zmyśla.

Według instytucji, która ustala prawdę historyczną w imieniu państwa polskiego, Armia Czerwona wprowadziła drugą okupację. Odpolitycznione uroczystości oświęcimskie wykazały, że tylko Rosjanie byli okupantami, Ukraińcy i inne narodowości mające udział w Armii Czerwonej wyzwalały. Trzeba zbadać, który z „czterech śpiących” w Warszawie jest Ukraińcem, i tego zostawić na pomniku. Nie wiem, czy Majdan czuje się zaszczycony wysławianiem udziału Ukraińców w Armii Czerwonej. Premier Jaceniuk stwierdził niedawno: „Dobrze pamiętamy sowieckie wtargnięcie na Ukrainę i do Niemiec”. W Gruzji Saakaszwili kazał zburzyć pomnik postawiony gruzińskim żołnierzom walczącym z Niemcami, co też zrobiono. Zostali uznani za radzieckich kolaborantów. Burzenie pomników ma miejsce w krajach bałtyckich, a w Polsce służący w czasie wojny w Armii Czerwonej zostali pozbawieni uprawnień kombatanckich. Teraz one już nie są im potrzebne, ale wymowa takiego traktowania ma znaczenie ponadczasowe.

Za rok czy dwa Polacy zostaną doprowadzeni przez logikę swojej polityki historycznej do wniosku, że obóz koncentracyjny w Oświęcimiu wyzwoliły sotnie UPA. Jeżeli to w tej chwili wygląda na żart, to proszę sobie uprzytomnić, że rok temu „lapsus” Schetyny wyglądałby na żart. Skoro jesteśmy znowu przy panu ministrze, to warto przytoczyć inne jego święcie prawdziwe odkrycie: „To Rosjanie chcą wpisać historię wyzwolenia obozu w dzisiejszy konflikt rosyjsko-ukraiński”. Jeszcze raz zawołam: Fotygo, wróć!

Odpolitycznienie obchodów oświęcimskich miało polegać na tym, że Władimir Putin nie weźmie w nich udziału. Poroszenkę zaproszono osobiście, a Putina nie i jeszcze napuszczono na niego opinię publiczną. Zrobiono wszystko, co było w polskiej mocy, aby nie przyjechał. Był to polski wkład do izolowania Putina na arenie międzynarodowej. Opiniotwórcza gazeta jednego dnia napisała, że „przyjazd Władimira Putina przyćmiłby wszelkich innych gości”, a zaraz następnego, że „Putin na uroczystości nie przyjechał, bo nie byłby tu postacią centralną” („Gazeta Wyborcza”, 27 i 28 stycznia). Tak czy owak Putin, obecny czy nieobecny, zaproszony czy niezaproszony, postacią centralną zawsze jest. Ponieważ Polska w sankcjach gospodarczych przeciw Rosji udział ma mikroskopijny i tylko szkody ponosi większe, stara się być bardziej widoczna w izolowaniu Putina (syzyfowa praca) i w zachęcaniu innych krajów do zaostrzenia sankcji.

Istnieje coś takiego, co się nazywa Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. Składa się ono z polskich rusofobów i moskiewskich opozycjonistów. Jest tam kierownik projektów badawczych. Twierdzi on: „Najważniejsze jest to, iż patrząc na rzecz całościowo, Ukraińcy oraz inne narody ZSRR służące w Armii Czerwonej są uprawnieni nie mniej niż Rosjanie do odczuwania dumy z jej zwycięstw”. Ale co zrobić, proszę pana, gdy te narody (Ukraińcy z partii Jaceniuka, Gruzini, Łotysze itd., itp.) już nie chcą być dumne z tych zwycięstw, podobnie jak Polacy z PiS, PO i Ruchu Narodowego nie chcą być dumni z armii Berlinga.

Rozkładanie Armii Czerwonej na elementy składowe podoba mi się, bo uważam, że im bliżej jest się konkretu, tym lepiej rozumie się rzeczywistość. Jak potężna musiała być moc dyktatorska i symboliczna Stalina, że z tej wielonarodowościowej zbieraniny uczynił zwartą jedność, zdolną do celowo ukierunkowanego działania.

Komunizm potwornie zaszkodził Rosji, ale miał jedną niewątpliwą zasługę: na obszarze swego panowania stłumił, zmusił do milczenia wszelkie nacjonalizmy, z ukraińskim i rosyjskim włącznie.
Metodę Schetyny-Komorowskiego rozkładania armii na czynniki pierwsze należałoby zastosować także do armii polskiej z 1939 r., która składała się nie tylko z Polaków, lecz także z Białorusinów, Żydów i tak dziś modnych Ukraińców, ma się rozumieć. Był nawet jeden książę austriacki.

Rozczłonkowanie ZSRR na elementy narodowościowe i przyjrzenie się każdemu człowiekowi z punktu widzenia jego narodowości może być, jak to mówią, poznawczo płodne. Kto winien zbrodni katyńskiej? Przecież dwaj Gruzini przede wszystkim. Można będzie dokładniej ustalić, czy wprowadzenie komunizmu było dziełem głównie Rosjan, czy głównie ludzi innych narodowości. Prawo do dumy z Lenina, na przykład, z racji jego pochodzenia mają Niemcy (babka), Tatarzy, Żydzi i w jednej czwartej Rosjanie.

Isaiah Berlin, wielki uczony, historyk idei, zapytał Aleksandra Zinowiewa (sławny dysydent, pisarz i filozof) o Rosję (rok 1984), na co usłyszał: „Myśli pan, że jest taki kraj? Ma pan chyba na myśli Związek Radziecki. To nie jest kraj rosyjski. Rządzą tam Ukraińcy, Gruzini, Ormianie, narody środkowoazjatyckie, Żydzi, Finowie… Rosjanie? Niewielu zostało” (Andrzej Walicki, „Spotkania z Isaiahem Berlinem. Dzieje intelektualnej przyjaźni”, s. 185).

Wydanie: 6/2015

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Komentarze

  1. fly
    fly 12 lutego, 2015, 20:54

    Doskonała ocena , jak zwykle . Pańskie komentarze są tak idealnie zbieżne z moimi odczuciami , że „powala” ( jak to teraz mówią ) . Np. poruszone przez Pana „Centrum dialogu ” . Instytucja rządowa , będąca trąbą reżimu solidaruchów . Ostatnio słuchając jednego z jej „mózgów” nie wytrzymałem i wysłałem im maila z krytyką , że podobny dialog prowadził z Żydami niejaki Himmler !
    Brak też granic spodlenia naszych (?) władz np. ws. Auschwitz , wyzwolenia itp. Wszystkie TV dmą w jedną trąbe. Polityka ocenzurowała swoje blogowisko wprowadzając logowanie . Z automatu zniknęli wszyscy krytycy polskiej polityki wschodniej . Zabieg prosty i tani . K…a mać ! Miło chociaż , że jest Przegląd . Polepszyłem tez sobie humor , czytając na stronie netowej RMF-u jak internauci wręcz zabili Schetynę za jego brednie . Jakieś 95 % komentarzy wręcz wdeptywało go w ziemię !
    Miło ! W końcu styropian od Michnika do Macierewicza robi ludziom wodę z mózgu od 25 lat . Najbardziej przeraża kompletna , wręcz kompulsywna rusofobia styropianowych „elit ” . Jest kompletnie sprzeczna z polską racją stanu . Ślepe popieranie USA ( rozgrywającego konfliktu ) i Ukrainy jest wbrew jakimkolwiek naszym interesom i elementarzowi politycznemu czy uczciwości wreszcie !
    Razi też spodlenie Zachodu . Tak kompletnie różne od ich dętej frazeologii . Prosty nacisk na Ukrainę ws. federalizacji , a nie byłoby tysięcy trupów . Proszę porównać jak inaczej Zachód zrobił z Jugosławią ! Była i .. nie ma ! Tendencje odśrodkowe były jawnie popierane – Niemcy , Austria , Watykan . A na końcu USA z NATO zrąbała Serbię ( przyjazną Rosji ) , wykroiły z niej Kosowo , a z Kosowa … największą bazę USA w Europie „Bond Stell ” . I jest k…a ok !
    No ale Bestia ( USA ) rządzi !

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. fly
    fly 12 lutego, 2015, 21:06

    Dopowiem jeszcze , że to wszystko solidaruchy robią w mocno niepewnej sytuacji UE . Po Grecji może przyjść Hiszpania . Gospodarka UE drepce w miejscu mimo pieniędzy danych/drukowanych przez Junckera . U nas za 6-8 lat wszystko się sypnie . Nie będzie kasy z UE i poooooooleci system emerytalny . I kto wtedy pomoże Polsce ? Ukraina , już teraz nam wroga i zbankrutowana czy mające nas gdzieś USA – bo służymy im tylko do rozgrywania Rosji !?

    Odpowiedz na ten komentarz
  3. asz
    asz 15 lutego, 2015, 14:01

    Zachowanie Schetyny jest całkowicie zrozumiałe – przecież on nie ma elementarnych kwalifikacji by piastować ten urząd. Jest dyletantem, którego całe życiowe doświadczenie sprowadza się do partyjno-kanapowych intryg. W tym resorcie jest to norma. By dostać nominację na ambasadora trzeba należeć do rodzinno-kumplowskiego układu, czego najlepszym przykładem może służyć powierzenie funkcji ambasadora w Moskwie córce jakiegoś pociesznego doradcy Komorowskiego.
    Polska na tych zabawach w „międzynarodową politykę” w sumie ma niewiele do stracenia, bo prócz jabłek i kapusty nic nie ma do zaoferowania.
    Powiada Pan „Fatyga wróć”. Sądząc po sposobie wydawania, ostatnio, Rosjanom wiz to chyba już wróciła. Za jej urzędowania dochodziło w tym zakresie do poważnych nadużyć. Z podobną sytuacją mamy obecnie do czynienia.
    W konsulacie w Moskwie „przeciętni” Rosjanie mają obecnie niesamowite problemy z uzyskaniem polskiej wizy – wiadomo obowiązują dotkliwe dla Rosjan „sankcje”. By złożyć wniosek trzeba go uprzednio wypełnić na stronie internetowej Ambasady, zarejestrować i uzyskać (z ca. 2-u tygodniowym wyprzedzeniem) termin wizyty. W samym Konsulacie trzeba czekać kilka godzin, bo tylko jedna urzędniczka załatwia petenta przeciętnie 40-60 minut. Na dodatek ta sierotka nie zna j. rosyjskiego. Rzecz jasna w Konsulacie nie ma nawet WC dla petentów („za potrzebą – za drzwiami, pierwszy krzaczek z prawej”)! Ostatecznie, ku swemu zaskoczeniu petenci dowiadują się, że z powodu błędnych informacji, zawartych na stronie internetowej Ambasady wniosek jest nieprawidłowo wypełniony i nie może być przyjęty. Tak, więc całą zabawę trzeba rozpoczynać ponownie (zapełniać, rejestrować, wyznaczać kolejny termin wizyty, itd.) – błędnie wypełniony wniosek nie może być poprawiony, nie można również składać odręcznie zapełnionych wniosków – z banalnej przyczyny – w Konsulacie nie ma druków wniosków wizowych!
    Na pocieszenie, konsularni urzędnicy wszystkim rozdają wizytówki jakiejś dziwnej firmy, która za bardzo solidną dopłatę wypełni za petenta wniosek, złoży w Konsulacie i po 2-3 dniach przywiezie wam do domu paszport z wklejoną wizą.
    Samo życie, a my tu mówimy o zaskakujących meandrach polskiej polityki zagranicznej

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy