Wpisy od Bronisław Łagowski
Raporty z Kresów
Profesor Jan Widacki, głośny, znakomity adwokat, opublikował w książce „Kresy w oczach oficerów KOP” raporty instruktorów oświatowych Korpusu Ochrony Pogranicza pisane na początku 1935 r. Poprzedził je obszernym wstępem omawiającym problemy granicy wschodniej i rolę KOP-u. Słusznie podkreśla, że publikowane raporty mają pierwszorzędne znaczenie dowodowe dla obrazu stosunków społecznych, a zwłaszcza poziomu życia mieszkańców Kresów Wschodnich Polski międzywojennej. Mimowolnie prezentują też wizerunek ideowy instruktorów oświatowych tej formacji wojska polskiego.
Duch czasu
Jak smakują żaby. Gdy przed wyborami 2001 r. zanosiło się na to, że SLD może mieć w Sejmie większość, „Gazeta Wyborcza” dopatrzyła się w tym niebezpieczeństwa i postanowiła wszystkimi siłami „powstrzymać SLD”. Przypuściła na tę partię systematyczny atak, który trwał do końca rządów Leszka Millera. Nie był nieskuteczny. Wydania terenowe razem z centralnym tropiły i piętnowały dobre, złe i obojętne czyny eseldowców; nawet imieniny były podejrzane, czy to urządzane w Warszawie, czy gdzieś na leśnej polanie. Liderzy lewicy przeżywali te ataki nad wyraz
Bohaterowie nowej generacji
Sprostowanie. W poprzednim felietonie („Fakty kłamią”) „popełnił się” tak poważny błąd druku, że muszę zacząć od sprostowania. Wydrukowano: „Po różnych próbach niezadowalających rządów demo-oligarchicznych władzę w Kijowie obejmuje…”. Nie obejmuje, lecz obejmie w przyszłości „koalicja narodowo-ludowa z nostalgikami UPA, czyli ukraińskim PiS-em na czele”. Ugrupowania kultywujące tradycję UPA należą do obozu „pomarańczowych”, nie do partii Janukowycza. Skąd wiem, że w przyszłości obejmie władzę? Napisałem: Cyganka mi wróżyła. Na Ukrainie po upadku komunizmu zapanowały rządy demokratyczno-oligarchiczne, podobnie jak w Rosji. I podobnie
Fakty kłamią
Pierwsze reakcje warszawskich czynników rządowych na objęcie władzy w Kijowie przez Wiktora Janukowycza były roztropne. Oświadczono, że Polska będzie popierać prozachodnie dążenia Ukrainy niezależnie od tego, kto tam będzie rządził. Tak trzymać! Jak to fakty dokonane potrafią pięknie otrzeźwić nawet polski rząd! Jeśli mamy z tych faktów wyciągnąć ogólniejsze wnioski, powinniśmy od czasu do czasu przypomnieć sobie, co Polska partyjna, medialna i rządowa wyczyniała podczas ostatnich wyborów prezydenckich na Ukrainie. Janukowycz był osławiany
Patriotyczne branie za twarz
Czytam uważnie artykuły Karola Modzelewskiego, wypatruję ich i żałuję, że ukazują się tak rzadko. „Chóry i pienia” („Gazeta Wyborcza”, 29 lipca br.) razem z ważnymi spostrzeżeniami zawierają też treści, z którymi trudno się zgodzić. Karol Modzelewski pisze: „Krytycy zwracają uwagę, że sposób myślenia i działania budowniczych IV Rzeczypospolitej przypomina teorię i praktykę PRL. Pamiętam Polskę Ludową, zwłaszcza czasy po 1956 r., i muszę przyznać, że miewam podobne skojarzenia. (…) Po prostu 45 lat PRL
Postkomunistyczny antykomunizm
Liderzy SLD, przynajmniej niektórzy, postanowili odważnie stawić czoła śmieszności i ogłosili, że ich partia odtąd będzie antykomunistyczna. Włoska chadecja przez kilkadziesiąt lat rywalizowała z partią komunistyczną i była przez nią zwalczana, ale nigdy nie uznała się za partię antykomunistyczną. Także chrześcijańscy demokraci w innych krajach nie są antykomunistami. Nie są nimi francuscy gauliści. Zarówno de Gaulle, jak jego polityczny wnuk Chirac uznaliby za niedorzeczność, gdyby ich zaliczono do antykomunistów. Brytyjska Partia Pracy nie jest antykomunistyczna. Partie komunistyczne, mówiąc skrótowo,
Nikt nic nie wie
W polskim życiu publicznym jak w komedii: „nikt nic nie wie”. Mój dobry znajomy, rolnik na emeryturze, ledwo wiążący koniec z końcem, jest zwolennikiem podatku liniowego, „niechby wreszcie nastąpiła sprawiedliwość”. Nie dociekałem, co on rozumie przez podatek liniowy, z pewnością coś dla siebie dobrego, ale nie to, czym ten podatek jest. Tyle ze sporów podatkowych rozumie duża część społeczeństwa i dzięki temu wyborcami partii PO są wymieszani ze sobą biedni i bogaci. Na podatkach niewiele więcej znają się wodzireje partyjni.
Historia, która niczego nie nauczyła
Adam Michnik w obszernym artykule omawia postawę hierarchów katolickich wobec pogromu kieleckiego z 1946 roku („Gazeta Wyborcza”, 3 czerwca). O tej postawie bardzo poruszająco mówił rabin Kahane na pogrzebie ofiar tego potwornego pogromu: „Istnieje jedna kategoria ludzi, jeden stan w Polsce, który mógł temu zaradzić… Stan duchowny, oficjalne czynniki Kościoła katolickiego w Polsce… Kapłani ludu polskiego! Coście wy zrobili od czasu uzyskania niepodległości celem uświadomienia mas społeczeństwa zatrutego pięcioletnim jadem
Ważne i ważniejsze
Marek Borowski ma rację, twierdząc (w „Przeglądzie”), że stanowisko w kwestiach ekonomicznych nie jest dziś najważniejszym „wyznacznikiem lewicowości”. Czasy, gdy różnice poglądów na gospodarkę (wolny rynek czy centralne planowanie) były przyczyną antagonizmu między socjalistami i liberałami i groziły nieraz rewolucją, już minęły. Teraz partie lewicowe i prawicowe przedstawiają odmienne programy gospodarcze przed wyborami, po wyborach jednak rząd taki czy inny robi, co musi, niewielki margines pozostawiając partyjnemu woluntaryzmowi. Kwestie kluczowe rozstrzygają gremia fachowe krajowe lub
Substytut szubienicy
Medialni księża mówią, że Kościołowi trudno poradzić sobie z takimi przypadkami jak sprawa ks. prof. Michała Czajkowskiego (nb. bardzo to sympatyczny, inteligentny i mądry człowiek), bo nigdy nie było w Polsce takiego „trudnego” problemu jak lustracja. To nieprawda, że mamy do czynienia z czymś wyjątkowym. Przecież obecnie lustruje się m.in. tych, którzy lustrowali po 1944 roku. Zainteresował mnie jednak historyczny przykład bardziej przypominający istotę tego, co się obecnie dzieje, mimo że dużo starszy. Nie należy dać się wprowadzić w błąd







