Wpisy od Jan Widacki
Ordery za dzielność
Pan prezydent docenił dzielność i odwagę rycerzy IPN i odznaczył ich. W sumie kilkunastu. W polskiej tradycji orderem nagradza się zawsze jakąś cnotę. Nie przypadkiem najwyższe polskie odznaczenie wojenne nazywa się Krzyżem Virtuti Militari – czyli „cnocie wojennej”. Jaką to więc cnotę obywatelską nagrodził pan prezydent, wieszając ordery na szyjach bądź piersiach panów Kurtyki, Żaryna czy Gontarczyka? Okazuje się, że cnotą stało się sianie nienawiści, rozsiewanie insynuacji, opluwanie dwóch
Wiosenne POPiS-y
Odreagowując kolejną wpadkę IPN i krytykę tej instytucji przez eksprezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, prezes Janusz Kurtyka sięgnął do zasobów kierowanej przez siebie firmy. Pogrzebał i wygrzebał, po czym oznajmił narodowi na łamach dziennika „Polska”, że Aleksander Kwaśniewski był zarejestrowany przez SB jako TW „Alek”. Z tego faktu prezes Kurtyka wyciągnął logiczny według niego wniosek, że wobec tego były prezydent nie ma prawa wypowiadania się na temat IPN, co więcej, nie jest osobą, która może kogokolwiek, a zwłaszcza takich jak on rycerzy
Roma locuta, causa finita
Watykan orzekł, że obecni biskupi polscy nie współpracowali z organami bezpieczeństwa komunistycznego państwa. Episkopat ogłosił, że wobec tego sprawa lustracji polskiego Kościoła jest zamknięta. Tak było dotąd: Roma locuta, causa finita. Wprawdzie jeszcze jest niestrudzony ks. Zaleski (od pewnego czasu Isakowicz-Zaleski). Jeszcze działa IPN, w nim zaś dr Żaryn (przez grzeczność zwany czasem profesorem), jeszcze są panowie Gontarczyk z Cęckiewiczem, a jakby ich było mało, zawsze znajdzie się jakiś inny podopieczny pana Kurtyki,
Demagogii ciąg dalszy
Demagogia jest jak nałóg. Jak się w nią wpadnie, zerwać jest bardzo trudno. Demagogia jest też jak choroba dziedziczna. Przechodzi z poprzedników na następców. Następcom bowiem trudno się wycofać ze złożonych przez poprzedników obietnic i haseł, jeśli trafiły one w gusta gawiedzi. Swego czasu PiS, kokietując młodych ludzi, którzy ukończyli studia prawnicze, a nie dostali się na aplikację, a może po części dla rekompensaty kompleksów swych prominentnych przedstawicieli, którzy mieli ze swoimi aplikacjami rozmaite trudności,
Dyplomatyka i… z głowy
Wbrew temu, co pisałem jeszcze niedawno, Platforma nie przesuwa się na prawo, ale na lewo. To Palikot, nie Gowin, wypowiada się teraz o in vitro, Tusk zaprasza do dyskusji na temat eutanazji, Hübner kandyduje z list Platformy do Parlamentu Europejskiego, a Tusk proponuje Cimoszewiczowi kandydowanie na stanowisko sekretarza generalnego Rady Europy. Łączenie tych faktów mogłoby prowadzić do wniosku, że rzeczywiście PO zabiega o elektorat centrowy, który mógłby swe nadzieje na przyszłość wiązać z centrolewicą. Zabieganie o elektorat centrowy niekoniecznie musi się łączyć ze zmianą
Dziennikarska rzetelność
Dziś w mediach króluje młode pokolenie dziennikarzy. Wprawdzie nie wszyscy dobrze opanowali język polski, tak w mowie, jak i piśmie, nie wszyscy mają pojęcie o elementarnym warsztacie dziennikarskim, ale wszyscy wiedzą jedno: są czwartą władzą. A nadto są sumieniem narodu. A władzy, wiadomo, wszystko wolno. Często pewność siebie młodego dziennikarza jest odwrotnie proporcjonalna do jego umiejętności. Rzetelność też niespecjalnie jest w cenie. Powszechne jest przekonanie, że dziennikarze mają prawo do pryncypialnej oceny zdarzeń i ludzi. Gdy w tej ocenie posuną
Mądry Polak po szkodzie?
Nie będzie wspólnej listy lewicy do europarlamentu. Co więcej, Sojusz ustami swego przewodniczącego Napieralskiego oznajmił wyraźnie: nie ma zgody na LiD bis. Nie będzie zatem nie tylko wspólnej listy do europarlamentu, której tworzeniu patronował Włodzimierz Cimoszewicz, ale nawet – przynajmniej na razie – prac nad stworzeniem szerokiej formacji centrolewicowej. Argumentacja jest prosta. Na lewicy najbardziej rozpoznawalną formacją jest SLD. Z wszystkich formacji na lewicy, jak wynika z sondaży, jedynie Sojusz ma szanse samodzielnie wejść do Sejmu. Co więcej, ma on struktury w terenie i największe
Potęga spisku. Śmieszno i straszno
Nie gasną wciąż echa najgłośniejszych bodaj na polskiej scenie politycznej wydarzeń ubiegłego tygodnia. Sprawy ministra Czumy i niedoszłego premiera z Krakowa Jana Marii Rokity obrastają otoczką humorystyczną, aby nie powiedzieć kabaretową. Rozdzierający pisk niedoszłego premiera, dzisiejszego nudziarza komentatora „Dziennika”: „Ratunkuuu, Niemcy mnie biją!” i reakcja polskich pasażerów samolotu dziś już tylko śmieszą. Czyżby Jan Maria Rokita, do niedawna twardy człowiek polskiej polityki, polityk chcący uchodzić za realistę, wierzył, że na jego
Wyczuć właściwy moment
Ważne jest, by wyczuć właściwy moment. Nie wszyscy jednak mają ten talent. Idzie kryzys, rząd zarządził oszczędności w poszczególnych resortach. Resortowi nauki i szkolnictwa wyższego obcięto równo cały miliard. W tym właśnie momencie kard. Dziwisz zaapelował do posłów, by zwiększyć finansowanie z budżetu Papieskiej Akademii Teologicznej. Wprawdzie od dawna z budżetu państwa wypłacane są pracownikom akademii uposażenia, a studentom stypendia, ale państwo nie finansuje inwestycji. A pod tym względem akademia ma akurat plany ambitne. Niby dlaczego państwo
Przyspieszenie
Tempo życia politycznego wzrosło ostatnio tak bardzo, że aby za tym nadążyć z komentarzem, trzeba by pisać felieton co najmniej trzy razy w tygodniu. Urząd ministra sprawiedliwości objął Andrzej Czuma. Pierwszą czynnością, jaką wykonał, było spotkanie z rodziną Olewników. Nikt nie kwestionuje, że rodzinę tę spotkało wielkie nieszczęście, nikt nie kwestionuje, że śledztwo w sprawie uprowadzenia i zamordowania Krzysztofa Olewnika prowadzone było, co najmniej w pierwszej fazie, nieudolnie. Ale też prawdą jest, że sprawcy zostali ujęci, prawomocnie osądzeni, a na koniec








