Wpisy od Krzysztof Daukszewicz
Esbecy malowani i zwerbowani (opowiadanie z przyszłości)
Kilka dni przed wejściem w życie ustawy w sprawie ujawnienia wszystkich agentów i funkcjonariuszy służb specjalnych wpadł do mnie znajomy obracający się w kręgach demaskatorów i od drzwi powiedział: – Niedobrze było z twoim otoczeniem. – Żartujesz? – Agent na agencie. – Skąd wiesz? – Przeglądałem listy przygotowane do druku. – I kto? – Wszyscy. – A żona? – Też. Tajny współpracownik. – A nie było nic po niej widać. – Na tym polega tajność. Wiesz, co robiła,
Dni płodne
Społeczeństwo stolicy przeleciała ekscytująca wiadomość, że za każde nowo narodzone dziecko miasto ofiaruje matce 5 tys. zł. – Dlaczego matce, a nie ojcu? – dopytywali się mężczyźni, którym nie chciało się żenić, a potrzebowali kasy. – Dlaczego tylko w Warszawie? – zaczęły pytać swoich burmistrzów kobiety spoza stolicy. Zanim jednak padło to pytanie, pociągami ruszyły w stronę Warszawy młode kobiety. Jechały jak na casting do nowej edycji reality show, niektóre nawet z wyeksponowanymi stringami
Taka ładna data
Kuchnia polska Mamy więc już rok 2005. Taka ładna data – stulecie rewolucji 1905 i 60 lat od zakończenia II wojny światowej! Mimo to z pewnym wahaniem należy życzyć bliskim i znajomym szczęśliwego Nowego Roku, bo według wszelkich rokowań, nie zapowiada się on jako szczególnie szczęśliwy dla naszego kraju. Prognostycy jednak mogą się mylić, podczas gdy jest całkowicie pewne, że będziemy mieli w tym roku podwójne wybory – parlamentarne i prezydenckie. I na tym tle oczywiście
Od dyplomaty do łopaty
Niedobrze jest myśleć w święta. A mnie to dopadło. Nikt nie włączał telewizora, nikt nie chciał oglądać jeszcze raz tego samego filmu, nikt nie zawracał głowy dziwnymi pytaniami, a więc zacząłem myśleć nad tym, co nas spotka w nadchodzącym roku. Wiadomo już, że wybory będą na jesieni, bo miały być wiosną dla dobra kraju i budżetu, ale odbędą się najchętniej w grudniu dla dobra posłów. W Sejmie parlamentarzyści, którzy nie mają wyobraźni, jak pomóc krajowi, ale mają jej aż nadto, kiedy
Anioł z komina
Nie pamiętam już dokładnie, o której to było godzinie, ale za oknem już dawno królował mrok. Siedziałem przy stole z gazetą i kieliszkiem przyzwoitego argentyńskiego wina w ręku, w pokoju było ciepło i cicho i już myślałem o drzemce, kiedy nagle poczułem lekki wiatr. Skąd on się tutaj wziął? Zacząłem się rozglądać i widzę, że przy kominku stoi oszołomiony, umorusany sadzą Anioł, a wyglądał przy tym dosyć komicznie, bo szatę miał jeszcze zadartą do góry i można było zauważyć, że jest
Mały socjalizm
To, że socjalizm był wielki, musieli wiedzieć wszyscy, którzy urodzili się tutaj po 45., potem rósł w siłę, żeby ludzie żyli dostatniej, później powiedzieliśmy, że pomożemy, by stał się jeszcze większy, następnie przeczytaliśmy – tu mówię w liczbie mnogiej o sobie – na murach więzienia w Olsztynie podczas pierwszomajowej manifestacji hasło BYLIŚMY, JESTEŚMY, BĘDZIEMY, w chwilę później teatr im. Jaracza w tym samym mieście pod billboardem z napisem LENIN TWÓRCĄ ŚWIATOWEJ REWOLUCJI porozwieszał afisze z tytułem granej tam
Titaniców dwóch
W NASZYM TYGLU Chyba złożę do prokuratury doniesienie o przestępstwie, a to dlatego, że jak się obiecuje widzom thriller, to nie puszcza się w zamian głupawej komedii. Człowiek kulturalnie o 9 rano, we wtorek, włączył pilotem telewizor, żeby jeszcze raz się dowiedzieć, co jedli podczas spotkania w Wiedniu doktor Kulczyk z nieznanym mu bliżej Ałganowem, ponieważ o czym naprawdę rozmawiali, to się za naszego życia nie dowiemy, nawet gdyby doktora przesłuchiwał cały sad Gruszek, bo paru facetów, co leży już w ciemnej mogile,
Sen o celi
22.11.04 około godziny 13 przejeżdżałem ulicą Rozbrat w Warszawie i widzę, że przede mną robi się niewielki korek, ale samochody posuwają się powoli do przodu, a więc i ja za nimi. Po chwili jeszcze w oddali zaczęły błyskać flesze aparatów fotograficznych, jeden, drugi, trzeci, i pokazały się kamery kilku telewizji. Ki diabeł? Pewnie jakaś znana gwiazda telenoweli rozebrała się na przystanku, a może to Viloetta Villas ze swoimi wszystkimi psami albo może sam pan poseł Roman Giertych, który z przylepionymi do oczu
Coś pozytywnego
Pierwszy raz od kilku lat, które spędzam na łamach „Przeglądu”, nie mam ochoty na pisanie felietonu. Nie mam, ponieważ z dnia na dzień, z godziny na godzinę uchodzi ze mnie powietrze. Zapętlam się myślami wokół tych samych osób, tych samych układów, jakiegoś gigantycznego przekrętu, nachalnego kabotyństwa, oszukaństwa i tego wszystkiego, co powoduje, że też nie czuję się pewny jutra, chociaż ja przez całe życie kieszenie miałem normalne. Ciągle Kulczyk, ciągle Pęczak, ciągle Orlen, Siemiątkowski, Modrzejewski, własne
Za niepodległość?!
Dopadł mnie nastrój świąteczny, a nawet świąteczno-narodowo-państwowy, objawia się to zazwyczaj tym, że ubieram się na czarno, zakładam wypastowane na błysk sztyblety, nucę od samego świtu „My, Pierwsza Brygada” na przemian z „Rotą” i płaczę przez cały dzień, opowiadając wszystkim napotkanym po drodze, że tak właśnie się cieszę z naszego ulubionego święta odzyskania Niepodległości, bo gdybym w ten dzień ubrał się w kolorowe ciuchy i poszedł z przyjaciółmi na piwo, to wyszedłbym w oczach LPR na ignoranta albo nawet pospolitego ćwoka. Trochę mi tylko burzyła ten podniosły






