Bardzo drodzy amatorzy

Bardzo drodzy amatorzy

Co może się zdarzyć, gdy do polityki zagranicznej biorą się posłowie? Jeżdżą przecież po świecie coraz chętniej i – jak jest okazja – skwapliwie zabierają głos. Otóż z reguły nic wtedy się nie dzieje. Z prostej przyczyny – każdy, czy to w świecie, czy na polskiej placówce, mniej więcej wie, ile „waży” dany poseł i jakie jest jego znaczenie. Czasami obecność danego posła jest przez jedno czy drugie państwo wykorzystywana propagandowo, ale są to sprawy dość rzadkie.

Jeżeli więc wyjazd zagraniczny posła (czy grupy posłów) kogokolwiek boli, to przede wszystkim księgowego, no i nas – podatników – bo rzadko kiedy wyjazdy te są tanie.

Niedawny przykład to podróż trzech polityków do Wietnamu. Do Hanoi wybrali się Paweł Bejda z PSL (przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Rozwoju Polskiego Drobiarstwa), Tomasz Latos z PiS (Polsko-Wietnamska Grupa Parlamentarna) oraz Lech Kołakowski (sekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa).

Sześciodniowy pobyt trzech polityków (podróż, zakwaterowanie, diety) kosztował 90 tys. zł. Owszem, taniej byłoby, gdybyśmy wykupili im wycieczkę…

Ale i tak na głowę bije ich Małgorzata Gosiewska, wicemarszałek Sejmu, ważna postać w sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. Pani wicemarszałek ma na koncie owocne wizyty w Mongolii (25,7 tys. zł), Australii (27,1 tys. zł) i Brazylii (16,1 tys. zł).

Choć daleko jej do osiągnięcia posłanki PiS Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk, której pięciodniowy pobyt w Japonii kosztował 37,7 tys. zł.

Wszystkich przebijają zagraniczne wyjazdy reprezentacji Sejmu w piłce nożnej. Jeżdżą po świecie młodzi posłowie, a to do Azerbejdżanu, a to do Turcji albo Rumunii, żeby rozegrać mecz w piłkę z innymi posłami. Ta przyjemność kosztuje od 50 tys. zł do 130 tys. zł. Nas, podatników.

Nie ma sensu oceniać tego rodzaju wizyt z punktu widzenia uzysku dyplomatycznego, one innym sprawom służą. Ale jest wyjątek. Za taki uznajemy Marka Suskiego i jego szczególną sympatię do Chin. Suski chętnie tam jeździ i regularnie uczestniczy w różnych przedsięwzięciach. Między innymi brał udział w „wydarzeniach towarzyszących ogłoszeniu międzynarodowego Turnieju Pianistycznego”, a także spotkał się z przedstawicielami wydziału kultury Pekinu.

Ostatnio zaś uczestniczył w seminarium internetowym „Stulecie dobrobytu – 100. rocznica powstania Komunistycznej Partii Chin” organizowanym przez chińskie MSZ. Krytykowano go za to, chyba zupełnie niepotrzebnie. I tak bowiem ma w historii stosunków polsko-chińskich swoje miejsce i zostanie zapamiętany na lata. Otóż w roku 2017 Suski uczestniczył w międzynarodowej konferencji „China-Central and Eastern European Countries Political Parties Dialogue”. Na konferencji przedstawiciele państw europejskich oraz Chin rozmawiali o dialogu politycznym. Tematyka najwyraźniej zachęciła Suskiego, bo poprosił o głos. Po czym swoje wystąpienie wygłosił… po polsku, bez tłumacza. Nikt nie rozumiał, o czym mówi. Ważne, że zorientowano się, kiedy skończył. Wtedy został nagrodzony brawami.

I jak tu nie cenić najstarszej dyplomacji świata?

Wydanie: 33/2022

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy