Agnieszka Wolny-Hamkało
To ja zabiłem Laurę Palmer
„Jestem nieślubnym dzieckiem / Bogarta i Marilyn Monroe / To ja / zabiłem Laurę Palmer”, pisał w wierszu „Casablanca” Marcin Świetlicki. Całe nasze pokolenie rozmarzonych, niewydarzonych licealistów i studentów śpiewało potem razem z nim tę piosenkę, która znalazła się na płycie „Ogród koncentracyjny”. Wszyscy wiedzieli, kim jest Laura Palmer i kto ją zabił. W końcu całe to pokolenie śniło jeden kolektywny sen: o olbrzymie przekazującym agentowi Cooperowi mroczną tajemnicę, o Pieńkowej Damie – kobiecie zakochanej
Specjalny kierowca
Rzecznik prasowy biblioteki w Poznaniu to niekwestionowany mistrz świata. Jako dziennikarz usunięty przez polityczną blokekipę z radia jest nie tylko rzecznikiem mającym wieloletnie kontakty w środowisku kulturalnym Poznania, ale też inteligentnym facetem. I wszyscy go lubią. Kiedy zatem jechałam na konferencję „Kultura czytania”, poumawiał mnie do 150 telewizji, 200 radyj i 78 portali. Albowiem nikt jeszcze nie odmówił niczego rzecznikowi prasowemu biblioteki w Poznaniu. Mężczyzna ten wyznaczył całą trasę, podał numery telefonów do dziennikarzy i zapewnił, że nad wszystkim
Całkowite zaćmienie
– Ja mam z trumienką, a ty z czym? – Ja z impotencją. – Ej, ma ktoś z dziurą w krtani? Jest sobotni wieczór, na stole jednej z wrocławskich knajpek oprócz wina lądują paczki papierosów. W nowych, słynnych opakowaniach: z fotogeniczną trumienką, nad którą – w towarzystwie gromnicy – stoją smutni rodzice. Ze skulonym na łóżku mężczyzną, przygnębionym brakiem erekcji. Także z pornograficzną dziurą w krtani, z gnijącym paluszkiem i wampirzycą krwiście opluwającą chusteczkę. – Ja zawsze biorę te z impotencją – odzywa się pewien
Świecić tyłkiem nie jest łatwo
Każdy chciałby mieć bezbożnie długie szkity, smagłą łydkę i pociągłe udo. Jednak słowiańszczyzna przekazała nam głównie białą skórę Słowian. A w bonusie miłość do kotleta i sałatki z majonezem. W ogóle większość ludzi na świecie nie wygląda jak jaguary, które ktoś na chwilę przemienił w człowieka, zostawiając niechcący zwierzęcą sprężystość kroku i tajemnicze prążki w tęczówkach. Na starość nie rośnie nam trzeci garnitur zębów, a ulubione ciasteczka bezwzględnie poszerzają naszą osobowość. Dlatego z taką ulgą witamy każdy
Horror gore, czyli feralna kluseczka
Pięty obcięło ciotce w latach 80. Wujek trzasnął drzwiami od łazienki i lustro wdzięcznie odpadło ze ściany, odcinając ciotce po eleganckim plasterku mięsa z każdej pięty. Tę tragedię przypominali mi zawsze rodzice, kiedy biegałam przez przedpokój, tańczyłam w łazience i machałam parasolką przed lustrem. „Najwięcej tragedii zdarza się w domu”, dodawali. I przytaczali jakieś statystyki oraz badania. Traktowałam to jak niemądre przysłowie ludowe. Jak miałam w nie wierzyć, skoro inne kłamały? Drugie najchętniej przytaczane stwierdzenie – „W domu
Wieczór z manekinem
Gniotę w ręku wizytówkę z nazwą klubu, numerem budynku i nazwą ulicy. Jest to jedna z głównych ulic Wrocławia, tuż przy legendarnym przejściu podziemnym, ale nie mogę sobie przypomnieć tej knajpy. Nazywa się Nietota, hi, hi – myślę – może dlatego nie pamiętam. Ale potem widzę dziwnie pomalowane drzwi, trzy schodki, odsłonięte okna i przypominam sobie, że jest to knajpka, do której wrocławscy aktorzy lubili kiedyś chodzić po premierach. Tymczasem za pół godziny właśnie tu ma się odbyć spektakl. Teatr
Nie bądź pan smutny, panie Waniek
– Co by nam dzisiaj powiedział Václav Havel? – zapytał Jacek Żakowski przyjaciela nieżyjącego od pięciu lat dramaturga i prezydenta. – Nie bądźcie tacy wkurwieni – odpowiedział wąsaty Czech. I wszyscy zgodnie pomyśleli: cały Havel! No bo przecież Czesi mówią do siebie Havlem, czasem nawet nie zdając sobie z tego sprawy. „Nie bądź pan smutny, panie Waniek”, to praskie powiedzonko, pochodzi ze słynnej jednoaktówki Havla pod tytułem „Audiencja”. Tę, jak i pozostałe jednoaktówki, napisał po długim
Warhol maluje Baumana
Na wrocławskim kulturoznawstwie tatuowaliśmy sobie nazwisko Baumana na łopatkach. Był rok 1998 i jego „Kultura jako spółdzielnia spożywców” była tekstem wystarczająco postmodernistycznym, krejzolskim, bojowym, żeby Wielki Ziggy został naszym duchowym patronem. Chociaż na chwilę. Kilka lat później mówiłam o czymś w telewizji, było to chyba w Krakowie. Pani charakteryzatorka szepnęła, trzymając pudrowy pędzel jak relikwię, że przede mną malowała Baumana. Zerwałam z siebie fryzjerski fartuszek i ruszyłam za gościem. Tak poznać Baumana, którego teksty nosi
Lepiej być nie może
Zdziesiątkowane bakcylami rodziny włóczą się blade po supermarketach. Jedni wyglądają jak białe kiełbaski, drudzy jak zwiędłe suszki. „Niechże pan się o mnie oprze, pan tak więdnie, panie koprze”. Bo czy słońce da się suplementować? W każdym razie na tej półkuli naprawdę po nas widać zimę. Cera tzw. ziemista, jelito nadwątlone przez antybiotyk, włos skołtuniony na wietrze sterczy niczym wesołe grabie. Jednak prawdziwy optymista zawsze wymyśli jakiś atut, zawsze w błocku znajdzie pieniążek,







