Jak Unia broni się przed Trumpem

Jak Unia broni się przed Trumpem

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Nie użerać się nadmiernie z Ameryką

Jan Truszczyński – dyplomata, główny negocjator członkostwa Polski w Unii Europejskiej, były ambasador RP przy UE.

Gdy rozmawialiśmy rok temu, mówił pan, że Europa musi się wziąć w garść. Bierze się?
– Europa już wtedy była w trakcie brania się w garść. Sprawy przyśpieszyły po 20 stycznia 2025 r. i po pierwszych zimnych prysznicach, jakie otrzymała z Waszyngtonu. Wtedy stało się jasne, że działania na rzecz większej samodzielności, odpowiedzialności za samego siebie, własnego przemysłu zbrojeniowego mają sens, są potrzebne i trzeba je wykonywać szybciej. I to się dzieje. Chociażby instrument finansowy SAFE, który jest wdrażany, i to w tempie, które zostało zaprogramowane w pierwszej połowie ubiegłego roku, kiedy był przygotowywany i negocjowany.

Wtedy ustalono, że ma to być program europejski, i wyznaczono limit 35% dla zamówień spoza Unii Europejskiej.
– W finalnej wartości komponentów użytych do wytworzenia gotowego produktu maksymalnie 35% może pochodzić spoza Unii Europejskiej.

Te 35% bardzo rozeźliło Amerykanów. Dwóch ich ambasadorów, przy Unii i w NATO, napisało w tej sprawie list, żądając dopuszczenia firm amerykańskich bez limitów.
– Widziałem ten list. Nie zaskoczył mnie specjalnie, bo lobbing jest rzeczą naturalną i w sumie nieuchronną. Mnie tylko zaskakuje, że to dokonuje się tak późno, podczas gdy warunki uczestnictwa w programie SAFE, wszystkie parametry, znane są od 29 maja 2025 r.

A nie zdziwiła pana forma listu? Te bardzo obcesowe argumenty.
– No cóż, zawsze wielu ambasadorów amerykańskich było nominatami politycznymi, w jakiś sposób związanymi z aktualnym prezydentem. W tym sensie nihil novi sub sole. Ale obecni ambasadorowie amerykańscy przyjęli sposób zachowania filmowego wojownika – który energicznie, siłowo wkracza w politykę wewnętrzną kraju przyjmującego i usiłuje w nim zaprowadzać amerykańskie czy raczej trumpowskie porządki. W ostatnich tygodniach widzieliśmy nie tylko zaskakujący i zdumiewający wybryk ambasadora Rose’a tutaj, w Polsce, ale również wyczyny ambasadora Billa White’a w Belgii, popisy ojca Jareda Kushnera, Charlesa Kushnera, we Francji, wygłup ambasadora amerykańskiego w Kopenhadze, popis kandydata na ambasadora w Islandii – ten jeszcze się nie znalazł w Rejkiawiku, a już spekulował, że kraj mógłby się stać 52. stanem USA… To po prostu dzisiejsza przeciętna jakość ambasadora amerykańskiego.

Unia wstrząśnięta. I co dalej?

Jak to działa na Europę?
– Te rzeczy, o których przed chwilą powiedziałem, nie są najistotniejsze. To jedna z twarzy obecnej Ameryki. Natomiast wszystko to, co stanowi bezpośrednią amerykańską ingerencję w sprawy europejskie – próby zmiany sytuacji politycznej w poszczególnych krajach, osłabiania Unii Europejskiej – buduje przekonanie, że trzeba silniej angażować się w proces jej wzmacniania.

Odnoszę wrażenie, że w Unii w ostatnim czasie nastąpiła duża zmiana. Obronność: mamy SAFE i nie tylko. Sprawa handlu: podpisano umowę UE-Mercosur i umowę z Indiami. Proces decyzyjny: jeszcze dwa lata temu każde państwo w danej sprawie miało zwykle własną opinię. Teraz zbierają się razem i wydają wspólny komunikat. Albo trójka, albo czwórka, albo szóstka. Czy to jest realna zmiana?
– Myślę, że poszedł pan o krok za daleko. To, że

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 13/2026

Kategorie: Kraj, Wywiady