Medycyna na odległość

Medycyna na odległość

Nowoczesne stymulatory mogą wysyłać informacje o działaniu urządzenia i zdrowiu pacjenta do medycznego centrum monitorowania

Dr hab. Marcin Grabowski – kardiolog z I Katedry i Kliniki Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego

Spotykamy się na debacie naukowej, m.in. temat wydłużania się życia ludzkiego i zapewnienia seniorom nie tylko długiego, ale i dobrego życia. Jaka jest rola telemedycyny, jeśli chodzi o jej możliwości w kardiologii? Z czego już mogą skorzystać chorzy na serce?
– W ostatnich latach obserwujemy istotny rozwój telemedycyny w kardiologii, co przede wszystkim polega na tym, że wyszła ona z obszaru badań naukowych i trafiła do praktyki lekarskiej. Przykładem projektu naukowego, który został wcielony w życie, jest transmisja EKG z karetki pogotowia u pacjenta z podejrzeniem zawału serca. Dzisiaj, jeśli jest wezwanie do takiego pacjenta, jedzie do niego karetka wyposażona w defibrylator, który potrafi wykonać pełnowartościowe EKG. Badanie to jest jednocześnie wysyłane do ośrodka kardiologii interwencyjnej, gdzie natychmiast ocenia je lekarz, który podejmuje decyzję, co dalej robić z tym pacjentem. Taką diagnostyką na odległość objętych jest w Polsce już kilka setek chorych.

Tyle osób dzięki diagnostyce na odległość może zostać uratowanych, bo w porę rozpoznany zawał i szybka interwencja to połowa sukcesu.
– To prawda. Innym przykładem praktycznego zastosowania telemedycyny jest monitorowanie na odległość pacjentów z wszczepionymi defibrylatorami i stymulatorami. Nowoczesne stymulatory, wszczepiane dość rutynowo, mają dodatkowo funkcję umożliwiającą wysyłanie informacji o działaniu urządzenia i parametrach życiowych pacjenta do medycznego centrum monitorowania. I tam, w klinikach, gdzie funkcjonują takie centra, specjaliści sprawdzają, jak pracuje serce, i oceniają sprawność działania stymulatora lub defibrylatora.

Co to daje pacjentowi?
– Dzięki takiemu monitoringowi można np. wykryć nieprawidłowy rytm serca. Może się też okazać, że stymulator przestał poprawnie działać albo w defibrylatorze rozładowała się bateria. Mając tego typu wiedzę, możemy błyskawicznie zareagować, udzielić pomocy choremu, bo czasem potrzebuje jej natychmiast. I na tym właśnie polega fenomen telemedycyny.

Czy stopień rozwoju tej dziedziny w Polsce jest porównywalny do innych krajów? A może coś nas różni?
– Nie, mamy dostęp do najlepszych światowych rozwiązań. Problem polega na tym, że w odróżnieniu od naszych sąsiadów, Niemiec i Czech, Polska telemedycyny nie refunduje.

Kto więc płaci za możliwość skorzystania z telemedycyny?
– Pacjenci, których na to stać. Albo szpital, jeśli lekarze stwierdzą, że dany pacjent bezwzględnie wymaga telemonitoringu. Dlatego telemedycyna nie jest rutynowym postępowaniem. Czekamy, aż procedura telemonitoringu pacjentów z wszczepionym urządzeniem pojawi się w koszyku świadczeń. Wtedy można będzie objąć nią większą liczbę chorych.

Rozumiem, że mniejszy dostęp do telemonitoringu kardiologicznego mają seniorzy. Bo kto dziś zechce w nich inwestować?
– Pewnie po części można pani przyznać rację. Ale przecież telemedycyna powinna być właśnie dla seniorów, bo u nich jest największa potencjalna skuteczność tej metody. Osobom młodym, dobrze funkcjonującym, taka pomoc jest raczej zbędna. Zresztą nadmiar informacji, a telemedycyna akurat generuje natłok danych, od osób dobrze funkcjonujących może w konsekwencji okazać się dla nich szkodliwy.

A co dalej z telemedycyną? Jak pan widzi jej rozwój i zastosowanie za 10, 15 czy 50 lat?
– Wydaje mi się, że przestaniemy o niej tak górnolotnie debatować. Po prostu stanie się niezauważalnym, rutynowym podejściem, codzienną praktyką. Przyszłe narzędzie telemedyczne będzie czymś w rodzaju dzisiejszego stetoskopu. Tak jak obecnie nie zastanawiamy się, dlaczego lekarz używa słuchawek, w przyszłości nie będziemy się dziwili, że kogoś zdalnie diagnozujemy i leczymy na odległość. To nie będzie zaskakujące, że pacjent ma przy sobie smartfona z aplikacjami, które kontrolują jego zdrowie albo pomagają go leczyć. Chorzy będą mieli zegarki, które zmierzą ich tętno czy zaburzenia rytmu serca. Inni będą mieli wszczepione pod skórę małe czujniki, które zmierzą poziom cukru i temperaturę. To wszystko będzie oczywiste, zwyczajne, powszechne. Wydaje mi się, że będziemy mieli tylko problem z interpretacją nadmiaru informacji płynących z takich urządzeń. Możemy zostać zalani granicznymi pomiarami.

Chodzi o dane, które są blisko normy?
– Tak i trzeba będzie podjąć decyzję, czy już coś z tym robić, podjąć działanie, czy jeszcze uznać, że wszystko jest w porządku. A przecież pamiętajmy, że czasami nadgorliwa interwencja medyczna może przynieść więcej szkody niż korzyści.

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 5/2019

Kategorie: Zdrowie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy