Morawiecki odkrywa karty

Morawiecki odkrywa karty

Polska z planu Morawieckiego ma niewiele wspólnego z wizją państwa prezesa PiS

Jarosław Kaczyński nazwał plan Mateusza Morawieckiego centrum „wielkiego planu IV Rzeczypospolitej”. Jednak opisana w nim Polska liberalna ma niewiele wspólnego z wizją państwa prezesa PiS. W opublikowanym 29 lipca przez Ministerstwo Rozwoju przeszło 220-stronicowym projekcie „Strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju” (to oficjalna nazwa planu Morawieckiego) określenie IV Rzeczpospolita nie pojawia się ani razu, podobnie jak słowo naród. Znacznie bliższe liberałom i demokratom pojęcie społeczeństwo obywatelskie powtarza się kilkanaście razy. Przymiotnik suwerenny występuje raz, patriotyczny – w kilku miejscach, ale giną wśród nowoczesności, innowacyjności, konkurencyjności i wszechobecnego skrótu B+R (Badania i Rozwój).

Na tym tle zgrzyta motto projektu: „Polska będzie wielka albo nie będzie jej wcale”. Te słowa Józefa Piłsudskiego odnosiły się do sytuacji, gdy słaba i osamotniona Polska znajdowała się w kleszczach potężnych sąsiadów. Dziś sytuacja jest zupełnie inna, dostrzegają to sami autorzy dokumentu: „NATO, a także UE pozostają głównymi gwarantami polskiej polityki bezpieczeństwa i rozwoju”.

Jarosław Kaczyński nie zostawia suchej nitki na obowiązującej konstytucji, tymczasem autorzy projektu kilkakrotnie powołują się na jej zapisy, podkreślając m.in. respektowanie konstytucyjnego modelu gospodarki rynkowej oraz określonego w ustawie zasadniczej limitu zadłużenia. Choć pani premier demonstracyjnie usunęła flagi unijne z miejsca spotkań z dziennikarzami, „Strategia” podkreśla, że polska gospodarka jest „coraz silniej zintegrowana z gospodarką pozostałych państw członkowskich Unii Europejskiej”, uznaje znaczenie funduszy europejskich napędzających rozwój Polski, a nawet – uzasadniając celowość opracowania planu Morawieckiego – przywołuje tegoroczne sprawozdanie Komisji Europejskiej, w którym zwrócono uwagę, że Polska osiągnęła takie stadium rozwoju, że dalszy trwały wzrost będzie zależał od ulepszenia obecnego modelu gospodarczego.

Śladami Tuska

Premier Beata Szydło i ministrowie jej rządu opisywali Polskę w ruinie pozostawioną przez Platformę Obywatelską, tymczasem w planie Morawieckiego przyznano: „Przez ostatnie 10 lat polska gospodarka rozwijała się w relatywnie szybkim tempie, zwłaszcza na tle innych państw Unii Europejskiej” (za rządów PO mimo odczuwalnych skutków światowego kryzysu finansowego PKB wzrósł o 24%). Autorzy dokumentu nazywają swoje opracowanie „aktualizacją średniookresowej strategii rozwoju kraju (tj. Strategii Rozwoju Kraju 2020 przyjętej przez Radę Ministrów 25 września 2012 r.)”, czyli nie tylko nie zrywają z rządem PO, ale wręcz kontynuują jego dzieło.

Politycy PiS oskarżali Platformę o tzw. imposybilizm i przeciwstawiali mu triumf woli, co ilustrowało jedno z wystąpień Andrzeja Dudy w kampanii prezydenckiej: „Nie słuchajcie państwo tego, co opowiadają, że się w Polsce nie da obniżyć wieku emerytalnego, że nie da się podnieść kwoty wolnej od podatku, bo się budżet zawali. To bzdury”. Tymczasem autorzy „Strategii” są znacznie powściągliwsi w ocenach, stwierdzając, że tempo rozwoju Polski będzie niższe niż w pierwszym ćwierćwieczu transformacji: „Prognozy wskazują, że w latach 2016-2020 średnie roczne tempo wzrostu gospodarczego wyniesie ok. 3,5%. Przy założeniu takiego wzrostu Polska ma szansę osiągnąć w 2020 r. poziom PKB per capita sięgający około 79% średniej unijnej (w 2014 r. wyniósł on 68% – przyp. K.P.). Prognozy te wskazują jednak, że powoli wyczerpują się dotychczasowe motory wzrostu, co może zagrozić osiągnięciu określonego celu średniookresowego i oznaczać trwałe spowolnienie procesu konwergencji poziomu PKB per capita w stosunku do krajów wysoko rozwiniętych”. W innym miejscu piszą wprost: „W scenariuszu bazowym i optymistycznym Polska będzie kontynuowała zbliżanie się do średniej unijnej, ale w scenariuszu pesymistycznym nastąpi w tym zakresie regres”. Jeśli spełni się scenariusz optymistyczny, to w 2030 r. PKB na głowę w Polsce zrówna się ze średnim w UE, w scenariuszu pesymistycznym – obniży do 66%. Za 15 lat może zatem być gorzej niż teraz.

Strony: 1 2

Wydanie: 32/2016

Kategorie: Opinie

Komentarze

  1. Jędrek
    Jędrek 13 sierpnia, 2016, 14:27

    Tu się nigdy nic nie zmieni. Kto może, niech ucieka, bo do nieba nadal jest 300 mil.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy