Na co komu napadać na Polskę???

Na co komu napadać na Polskę???

Kiedy pisałem te słowa, pielęgniarki z Przemyśla zbliżały się do trzeciego tygodnia głodówki protestacyjnej; tak, tak – walczą o swoje płace. Równocześnie Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych alarmowała, że w Polsce już brakuje 100 tys. pielęgniarek, a w najbliższych latach liczba ta wzrośnie o kolejne 60 tys. W tych samych dniach na wyklęczaną i wyżebraną wizytę do Białego Domu udał się Andrzej Duda, prezydent Rzeczypospolitej. W cyklu „komediowe symulacje uprawiania polityki” postanowił się wykazać inicjatywą. Czyli zaoferował, nieindagowany, że Polska chętnie zapłaci miliardy dolarów za obecność stałej bazy wojskowej USA w naszym kraju. Prezydent USA Donald Trump chrząknął z zadowoleniem, że to wzorcowa postawa, bo inni za gwarancje bezpieczeństwa płacić nie chcą, a Polacy (w osobie Dudy) i owszem.

Można by tu się zatrzymać i zastanowić, czy tak powinno się prowadzić gierki polityczne, czy zamiast próbować jakichś negocjacji, należy deklarować w ciemno komuś, komu nie można wierzyć, ufać, wpłatę takiej daniny. Można zapytać, czy Duda ma pełnomocnictwo społeczne, żeby powyższą sumę (na początek, rzecz jasna) obiecywać w imieniu polskiego społeczeństwa. Można też zapytać: a skąd te miliardziki dolarów? Nie od parady byłoby postawienie pytania, czy może inne cele nie wymagają takiego zastrzyku kasy. A może pielęgniarki są w Polsce bardziej potrzebne niż baza amerykańskich żołnierzy?

Ale zastanówmy się przez chwilę nad czymś zupełnie innym. A mianowicie przed jakim zagrożeniem ta kawaleria z Fortu Trump (Andrzej Duda w pakiecie swoich niekompetencji politycznych doskonale mieści także humorystyczne lizusostwo i chłopięce zabawy w cwaną próżność) miałaby nas bronić.

Przegląd zagrożeń należałoby zacząć od sąsiadów, ponieważ w światowej historii (oprócz historii USA oczywiście, bo oni akurat specjalizują się w wywoływaniu konfliktów zbrojnych jak najdalej od siebie i stąd potem takie zdziwienie, że ktoś postanowił zaatakować im WTC) najczęściej to sąsiedzi na siebie napadają i wojenną pożogę przynoszą. Skądś trzeba zacząć – zacznijmy od północy. Wszak Szwedzi już tu byli, ale na szczęście Czarna Madonna tak ich pogoniła, że dzisiaj wolą nam podsyłać ikeowskie meble z polskiej sosny oraz nowe volviaki, niż na nas ruszać hurmem. Inni skandynawscy przezmorscy sąsiedzi również jakoś marnie się zapowiadają na agresorów. Z Niemcami, tylko przypomnę, jesteśmy w jednym euroatlantyckim sojuszu wojskowym, choć akurat u boku jankesów niemieccy żołnierze nie towarzyszyli nam w Iraku. Niemcy przez lata były jedną z najprzyjaźniejszych nam europejskich potęg, równocześnie, jak na wszystkich innych krajach, suto na nas zarabiając. Oprócz historycznych fantasmagorii polskiej prawicy nie widać żadnych oznak militarnego zagrożenia, a do Deutsche Banku marines i tak nie wejdą. Czesi chyba umarliby ze śmiechu, gdyby przedstawić im scenariusz ataku na Polskę, nawet uzasadniając go rewanżem za rok 1938 i 1968. Słowacy udaliby, że nie rozumieją po polsku, poza tym łączy nas staropolsko-starosłowacka katolicka niechęć do Romów, ale przecież swoich Romów Słowacy świetnie prześladują na miejscu. Litwini? No, oni akurat mieliby sporo powodów, ale potencjału brak, poza tym chyba też jesteśmy razem z nimi w NATO, podobnie jak z Łotwą i Estonią. Białoruś? Chyba żeby ktoś Łukaszence bardzo kazał. Ukraina – ma dość swoich kłopotów.

I tak doszliśmy do jedynego realnie artykułowanego przez polskich polityków zagrożenia, czyli do granicy z Rosją. Rosja – imperium zła. Rosja wiecznie wroga. Rosja nigdy niezaspokojona. Doprawdy?

Nie przestaje mnie zadziwiać opowieść o zagrożeniu ze strony Rosji. Bo próbuję sobie odpowiedzieć na najoczywistsze, najprostsze, nieuniknione pytanie: a na co to Rosji? Jaki istnieje choć jeden racjonalny powód, żeby atakować Polskę? Mówią: bo oni atakują sąsiadów – Ukrainę, Gruzję, Abchazję. No cóż, ale wszystkie te kraje zaczęły się tulić do Zachodu. Po co Rosji Polska? Bo jakieś tu bogactwa, skarby, złoża? Przecież następnego dnia mieliby tu 300-tysięczną armię niepokornych partyzantów, od kibiców po katechetów, od strażaków po punkty oporu w każdym warzywniaku. A jakie zyski? Gaz i tak kupujemy od Rosji. Jabłek nie sprzedajemy. Straszenie Polski Rosją jest jakąś aberracją rusofobiczną. Nie widać żadnych istotnych interesów, które Rosja mogłaby sobie załatwić jakąś formą agresji militarnej na Polskę. Rosja wystarczająco dobrze sobie radzi w Polsce, mając niemal jawnie w polskim rządzie swoich (och, przez chwilę byłych) ministrów (Antoni Macierewicz) i całe antyeuropejskie nastawienie polexitowe rządzącej formacji.

Dudo, dawaj zatem kasę polskim pielęgniarkom, a nie amerykańskiemu szarlatanowi za ślepą inwestycję w iluzoryczną obronę przed wyimaginowanym wrogiem. I usiądź, zanim cię posadzą.

Wydanie: 39/2018

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy