Państwowy kult „żołnierzy wyklętych”

Państwowy kult „żołnierzy wyklętych”

Dla obecnej ekipy rządzącej najważniejsze są edukacja, oplucie komuny i gloryfikacja prawicowych bohaterów

„Przyjechaliśmy furmankami, zatrzymali się przed sklepem, chciałem kupić papierosy i pastę do butów. Idziemy z »Wichrem«, nagle z którejś tam furmanki zeskakuje »Twardy« z erkaemem wycelowanym na nas i krzyczy:

Hände Hoch!

– »Twardy«! Co robicie! – krzyknął »Wicher«.

»Twardy« mało się nie przewrócił, gdy się obudził, bo on spał.

– Panowie, jak Boga kocham – tłumaczył się – śniło mi się, że Niemcy idą. – Byliśmy zmęczeni, ludzie w marszu spali.

Lubiłem to obserwować. Stawałem na zakręcie ścieżki; kto spał, szedł prosto, kto nie spał – zakręcał” – to relacja z książki Mariusza Mazura „Antykomunistycznego podziemia portret zbiorowy 1945-1956. Aspekty mentalno-psychologiczne”.

„Żołnierze wyklęci” są dla obecnej władzy ideałem propagandowym: buntowali się i ginęli. Wcielony romantyzm – idź i giń na barykadach.

Choć tak bardzo kojarzą się nam z obecną władzą, to jednak nie ta ekipa ustanowiła im święto 1 marca, w rocznicę wykonania wyroku śmierci na ostatnich dowódcach Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. Warto o tym pamiętać. Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych uchwalono 3 lutego 2011 r.

Dla obecnej ekipy rządzącej najważniejsze są edukacja, oplucie komuny i gloryfikacja prawicowych bohaterów. Idoli powstańczych – „Zośkę” i „Rudego” – zastąpiono „Inką”. W podręcznikach szkolnych „wyklęci” są wynoszeni pod niebiosa. Przy czym do państwowego kultu wprzęgnięto nie tylko szkoły, ale i całe urzędy, Instytut Pamięci Narodowej, MON, MSWiA, MEiN, firmy oraz spółki skarbu państwa.

Narysuj sobie „Inkę” i pobiegnij Tropem Wilczym

XI edycja Ogólnopolskiego Konkursu „Żołnierze Wyklęci – Bohaterowie Niezłomni” oprócz imponującej liczby organizatorów (Fundacja im. Kazimierza Wielkiego, XXIX LO im. cc. mjr. H. Dekutowskiego ps. „Zapora” w Lublinie, Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, Stowarzyszenie im. Kazimierza Wielkiego) ma jeszcze bardziej imponujący komitet honorowy – patronat narodowy prezydenta Andrzeja Dudy, jest minister aktywów państwowych Jacek Sasin, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek, prezes IPN Karol Nawrocki, wojewoda lubelski Lech Sprawka, 13 kuratorów oświaty, w tym Barbara Nowak, marszałkowie dwóch województw. Uf, czy tu na pewno chodzi o konkurs dla uczniów?

Pakiet WYKLĘCI NIE ŚWIĘCI
W naszej księgarni

Mnożące się konkursy o „żołnierzach wyklętych” historię traktują zero-jedynkowo. Jadwiga Wiśniewska, europosłanka, też ogłasza taki konkurs – nagrodą jest wyjazd do Brukseli. Dostanie tysiące prezentacji robionych, jak co roku, przez rodziców albo dziadków ze slajdów ściągniętych z internetu. Jak wyłowi te najlepsze? A szkoła, która przyśle najwięcej prezentacji, otrzyma dodatkową nagrodę. Całe klasy więc cykają po sześć internetowych slajdów.

– Brakuje nam refleksji, krytycyzmu, analizy. Takie konkursy ogłupiają, są wtórne. Co da ładna prezentacja? Czy z tej ładności wyniknie przygotowanie do matury? Podejrzewam, że przez kilka lat dzieci oddają tę samą prezentację, tylko lekko zmodyfikowaną. A nuż wygram wycieczkę do Brukseli? Małe dzieci z klas I-III też mają konkursy o „wyklętych”, np. narysuj „Inkę”. Jaki ma być cel tego rysunku? – pyta Anna Skiendziel, nauczycielka historii z Zespołu Szkół Technicznych i Ogólnokształcących nr 2 w Katowicach. – Pracowałam trzy lata w lokalnym IPN, jeździłam po szkołach, ucząc o „wyklętych”. Widzę, jak bardzo zmieniła się narracja. Kiedyś była refleksja. Dziś wszystko jest narodowe.

Na stronie IPN pod hasłem Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych znajdziemy wysyp imprez – wystawy, debaty, odsłonięcia kolejnych tablic, dyskusje, gry miejskie, popularyzacje sylwetek, złożenia kwiatów, infografiki, komiksy, szkolenia dla nauczycieli. Rozmach, obfitość lokalizacji – od morza do Tatr, zapał. Państwo grosza nie skąpi.

By dopełnić ten obraz państwowego kultu „wyklętych”, dorzućmy „Tropem Wilczym. Bieg Pamięci Żołnierzy Wyklętych”. „Zachęcamy uczniów i nauczycieli do udziału w Biegu Pamięci Żołnierzy Wyklętych – Tropem Wilczym. (…) Szkoły, które wezmą udział w wydarzeniu, otrzymają pakiety edukacyjne. Dodatkowo będą mogły zgłosić kandydata do stypendium sportowego Tropem Wilczym”, czytamy zachętę na stronach Ministerstwa Edukacji i Nauki.

W 2013 r. grupa entuzjastów i działaczy społecznych postanowiła zorganizować bieg w lesie koło Zalewu Zegrzyńskiego. Pierwsza edycja miała charakter surwiwalowy, wzięło w niej udział 50 uczestników. Kolejna odbywała się już w Warszawie w Parku Skaryszewskim. Pobiegło wtedy 1,5 tys. osób. Od 2015 r. bieg jest wydarzeniem ogólnopolskim. W 2020 r. miał ponad 75 tys. uczestników z 370 miast, w tym z Chicago, Christchurch, Herdorfu, Keysborough, Londynu, Nowego Jorku, Penrose Park, Wiednia, Wilna oraz siedmiu misji wojskowych za granicą (w Afganistanie, Bośni i Hercegowinie, Iraku, Kosowie, Łotwie, Republice Środkowoafrykańskiej, Rumunii), gdzie hołd „żołnierzom wyklętym” oddali nie tylko polscy żołnierze, ale również wojskowi z USA, Węgier, Danii, Ukrainy itd. Uczestnicy biegną w koszulkach z „wyklętymi”.

Szkoła i „wyklęci”

– „Żołnierze wyklęci” to trudny temat dla szkół, bo ich postawy moralne były bardzo różne. Działania obecnego ministra edukacji mają zaś prowadzić do konkretnej interpretacji: ten dobry to „żołnierz wyklęty”, ten zły to komunistyczne państwo polskie oraz jego aparat bezpieczeństwa. Nie ma miejsca na dyskusję o dylematach tych ludzi, ocenę ich postaw, co nimi powodowało, że pozostali w lesie i kontynuowali walkę z nowym wrogiem – uważa dr Piotr Kroll, pełnomocnik dziekana ds. specjalizacji nauczycielskiej na Wydziale Historii Uniwersytetu Warszawskiego.

Rząd PiS postawił na takie właśnie zderzenie świata dobra i zła. Szkoły mają się włączać w obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych i koniec. W 2020 r. resort edukacji i nauki zbierał informacje, ile szkół, ilu uczniów bierze udział. W podtekście, kto i dlaczego jeszcze nie właczył się do udziału w tym uroczystym wydarzeniu. Mamy więc narzucenie jednotorowej wizji w podstawie programowej, wzmocnienie jej konkursami, aż po narzucenie świętowania tego konkretnego święta. Nie 3 Maja, nie 11 Listopada. W dodatku do jednego worka upycha się Pileckiego, „Roja”, a nawet kard. Wyszyńskiego. Z tego powodu zdaniem dr. Krolla uczeń nabiera przekonania, że po II wojnie światowej istniały jedynie złe państwo i ruch oporu. Nie istnieli ludzie, którzy chcieli normalnie żyć, umęczeni wojenną traumą.

– Jeśli nauczyciele mówią, że Witold Pilecki to „żołnierz wyklęty”, oznacza to całkowite zwycięstwo prawicowej narracji. Bo o ile „Inka” należała do „leśnego” oddziału, o tyle Pilecki nigdy w nim nie był. Pojawił się, by tonować nastroje buntu, by przejść do innych działań oporu, związanych nie z walką, ale ze zdobywaniem informacji – podkreśla dr Kroll.

Jego spostrzeżenie potwierdza prof. Andrzej Friszke w ekspertyzie projektu rozporządzenia ministra edukacji i nauki z 16 grudnia 2021 r., dotyczącego podstawy programowej kształcenia ogólnego dla liceum ogólnokształcącego, technikum oraz branżowej szkoły II stopnia, a także nowego przedmiotu historia i teraźniejszość: „Zauważmy, że wskazany jako bohater rotmistrz Pilecki walki zbrojnej ani nie prowadził, ani jej nie popierał, wbrew szerzonym teraz mitom, a Prymas Wyszyński podpisał porozumienie z władzami komunistycznymi w 1950 r. (chyba brak o tym wzmianki) i trwał w postawie kompromisowej do 1953 r., nim po kolejnych naciskach i posunięciach władzy powiedział »non possumus«”.

– Uczę historii tak, żeby moja młodzież dużo dyskutowała. Każdy, kto z takiej lekcji wychodzi, wyrabia sobie własne zdanie. Nie wyobrażam sobie, że w XXI w. w szkole mamy narzucić młodemu człowiekowi taki, a nie inny sposób myślenia – mówi Agnieszka Jankowiak-Maik, nauczycielka historii i wiedzy o społeczeństwie w III LO w Poznaniu, autorka bloga Babka od histy, laureatka Nagrody im. Ireny Sendlerowej „Za naprawianie świata”.

Anna Skiendziel zwraca uwagę, że nowa podstawa programowa, ta po szkole podstawowej, mówi już o „żołnierzach niezłomnych”. W IV klasie, a więc gdy dziecko ma 10 lat, „uczeń sytuuje w czasie i opowiada o żołnierzach niezłomnych – Witoldzie Pileckim i Danucie Siedzikównie »Ince«”.

Filmy wyklęte

„Historia Roja, czyli w ziemi lepiej słychać” (2016), scenariusz i reżyseria Jerzego Zalewskiego, zdjęcia zaczęte w 2010 r., jest jak nieudana lekcja historii. „Jeden wielki chaos. Kule świszczą, krew tryska, a wódka się leje”, recenzował Krzysztof Połaski. Z filmu można się nauczyć, że Polacy mordują Polaków. Jedni pociągają za spust, mając modlitwę na ustach, a drudzy katują i pozbawiają życia w imię towarzysza Stalina. „Sowieci gwałcą wszystko, co się rusza, a wyklęci – nawet jeżeli biorą bez uprzedniego poznania – to jedynie z miłości i od razu za przyzwoleniem ojca niewiasty. (…) Prawdziwa Polska jest w lesie, każdy, kto wówczas starał się normalnie żyć, dystansował się od polityki, był uważany za zdrajcę i radzieckiego sprzedawczyka. Tytułowy bohater jest sztuczny, wygłaszane przez niego kwestie – zawsze wypowiadane jak kościelne kazanie – brzmią karykaturalnie”, dowodził Połaski. Produkcja jego zdaniem jest słaba technicznie: kamera się trzęsie, oświetlenie słabiutkie, a strzelaniny w zwolnionym tempie śmieszą. „Zabrakło pomysłu i umiejętności”, puentował recenzent.

b.igielska@tygodnikprzeglad.pl

Fot. Agencja Wyborcza

Wydanie: 10/2022

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy