Piętno

Piętno

Po wielu latach spotykam się z S., jest krytyczką literacką (jednak krytykiem brzmi lepiej, chociaż jest mniej poprawne politycznie). Mówimy o tym, kto ze znajomych umarł, kto chory i na co. Życie to jest rzeźnia, w pewnym wieku widać to jak na dłoni. A potem rozmawiamy o tym, że w czasie naszego niewidzenia się zanikła krytyka literacka, nie ma jej. Zjadła ją komercja. Kiedyś dużo pisałem o książkach, do miesięcznika „Res Publica”, do „Ex Librisu” i „Polityki”. Teraz nie mam już gdzie pisać, nikt nie chce moich tekstów. Tygodniki od biedy zamieszczają notki o książkach. A to ma poważne konsekwencje dla literatury. Jest nadmiar tytułów, książki wylewają się z księgarni, czytelnicy są pogubieni, nikt nie wskaże im drogi. Pogubieni są też autorzy. Wydawało się, że w naszych czasach nie będziemy przegapiać dzieł wybitnych, a już widać, że będziemy bardziej niż kiedyś. Nadmiar przy braku wyraźnych reguł gry tworzy chaos.


Dzwoni Piotr Krosny ze Sztokholmu, malarz wybitny, niedoceniony, żyjący w biedzie. Mówi, że niedawno wyszedł na spacer, ulica była pusta i słoneczna. Nagle dostał kopa w plecy, potem w brzuch. Dwóch podrostków Somalijczyków. Upadł, złamał sobie nos. Szwecja przestała być bezpieczna. Nie szukali pieniędzy, zrobili to dla zabawy, a może z frustracji. Polityka imigracyjna Szwecji jest w opałach. Jak pisałem w poprzednim felietonie, jestem za wpuszczaniem imigrantów do Polski, ale dbając o to, by nie różnili się za bardzo kulturowo. Wstydzę się tego, ale dzielę z ksenofobami niechęć do muzułmanów, też z powodu tego, jak traktuje się w tej kulturze kobietę. Uchodźców z Syrii powinniśmy jednak przyjąć z powodów moralnych i dlatego, że jesteśmy w Europie.


Znajoma z niewielkiego miasta przesyła mi relację z obrad radnych. „Ktoś zgłosił inicjatywę, by jedno z rond nosiło imię Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Radni PiS dostali jakiejś gorączki i nie chcieli się zgodzić na uczczenie WOŚP. Dlatego rondo będzie się nazywało Wolontariuszy Akcji Charytatywnych. WACh. My mamy propozycję, by może i inne nazwy uogólnić, bo przecież komuś może się nie podobać Lecha Kaczyńskiego, więc zmieńmy na Prezydentów RP, Pileckiego na Oficerów Podziemia albo Chopina na Kompozytorów Polskich”. To jeden z tych tysięcy małych aktów, które zmieniają Polskę po pisowsku. Długo nie będziemy mogli po tym się domyć. Ilekroć spotykam kogoś, kto prowadzi jakąś działalność gospodarczą, narzeka, że coraz więcej biurokracji i kontroli, toną w papierach. Dwie osoby przyznają się, że po raz pierwszy zaczęły myśleć o wyjeździe z Polski. „Robi się jakoś nieprzyjemnie – mówi znajomy – jakby człowieka wszy oblazły”.


Prezes Sądu Najwyższego, prof. Małgorzata Gersdorf, stwierdziła: „Kończy się pewna epoka sądownictwa i Sądu Najwyższego, jego niezależności organizacyjnej i kompetencji”. I dalej: „Wyborca nie jest suwerenem absolutnym, jest związany konstytucją. Jego działania muszą mieścić się w ramach zasad, celów i wartości wynikających z konstytucji. Te zaś wynikają z wartości chrześcijańskich, humanitarnych i zostały zapisane pięknie w preambule Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Owe cele, zasady i wartości są zasadnicze dla demokratycznego państwa prawa. (…) Ludzie bowiem mogą zawodzić, ale cele i wartości są niezmienne. Ci, którzy występują przeciw konstytucji, występują przeciw tym wartościom”. Całą sytuację krótko podsumował prof. Andrzej Zoll: „W Polsce przestał właśnie istnieć system oparty na trójpodziale władzy. Wszystko pozostaje dziś w rękach Jarosława Kaczyńskiego. Nie możemy mówić już o Polsce jako o kraju, który odpowiada wzorcom państwa prawnego”. Całe te podchody, przejęcie Trybunału Konstytucyjnego, wojna z sędziami i z Sądem Najwyższym są po to, by wymiar sprawiedliwości nie przeszkadzał w „uzdrawianiu” Polski. I by w razie przegranych wyborów unieważnić je. PiS przecież nie może ich przegrać. Zmarnowałyby się wszystkie zbawienne reformy. Racja stanu i wola ludu, którą PiS ucieleśnia, jest nad demokracją i konstytucją. Wola ludu, wielki, bezosobowy twór, który był centrum ideologii faszystowskiej.

Co się stało z doświadczeniem Solidarności? Byliśmy pewni, że to było doświadczenie demokracji, że ono dominowało. Teraz może się zdawać, że było to bardziej doświadczenie anarchii. Chciałbym się mylić. Najbliższe lata pokażą, jaka jest prawda. I czy uda się nam uwolnić Polskę od piętna autodestrukcji, która od stuleci tak złowrogo naznacza ten kraj.

Wydanie: 29/2018

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy