Pokaz przemocy

Pokaz przemocy

Dziwniejszy od dwugłowego cielęcia jest tłum jednogłowy – powiedział Stanisław Jerzy Lec. Wiele potężnych czynników oddziałuje na społeczeństwo polskie, aby zamienić je w taki tłum. Najpotężniejsza jest telewizja, ale sama przez się jest bezmyślna i działa tylko z zewnętrznej podniety. Żeby wybitnego chirurga przedstawić tłumowi jako zbrodniarza, żeby telewizja publiczna w najpopularniejszej audycji rzekomo informacyjnej mogła ogłosić, że „zamordował on pacjenta, bo nie dostał od niego łapówki”, ktoś inny musiał obmyślić scenariusz dreszczowca. Po co? Aby jedna ze służb specjalnych mogła wykazać, że jest niezbędna i że potrafi w najmniej spodziewanym miejscu wykryć morderstwo – w szpitalu wyspecjalizowanym w transplantacji serca. I że zabójcą będzie jeden z kilku najzdolniejszych chirurgów serca. W społeczeństwie ludzi myślących mniej więcej samodzielnie nawet telewizja nie ośmieliłaby się ogłosić takiej bredni. W jednogłowym tłumie nie wymaga się żadnych dowodów ani poszlak, ani prawdopodobieństwa. Grunt pod takie oskarżenia po części urabiał się sam, bo nic naturalniejszego w Polsce jak podejrzliwość, jak skądinąd uzasadnione do pewnego stopnia, ale przesadne przekonanie o korupcji w służbie zdrowia, a po części został urobiony przez polityków pewnego autoramentu, powtarzających od lat, że tuż pod pozorami normalności kryje się bezmiar korupcji, oszustw i wszelkich możliwych nieprawości. Na takich poglądach co najmniej trzy partie wjechały do Sejmu i teraz nami rządzą, a inne, niewiele bardziej odpowiedzialne czekają na swoją kolej.
Skoro „wszyscy” lekarze biorą łapówki, to nie trzeba dowodu, że dr X bierze. Z góry dane uogólnienie jest najlepszym dowodem. Nie było jednak do tej pory uogólnienia, że transplantacja serca służy zabijaniu. Nie było dlatego, że nie istniało Centralne Biuro Antykorupcyjne. Teraz istnieje i patrzy chirurgom na ręce, a także na nogi, czy nie kopią. Szef antykorupcji mówi o „tajemniczych zgonach w tej klinice” i zastrzega, że „dowody mamy na razie tylko na jedno zabójstwo”. Na razie. Minister sprawiedliwości poinformował ludność, że „lekarzowi postawiono zarzut zabójstwa z art. 148 kk”, więc – tu własne słowa ministra – „nikt nigdy nie będzie już pozbawiony życia przez tego pana”. Jestem przeciwnego zdania: dopiero teraz, gdy siedzi w więzieniu, dr Mirosław G. właśnie dlatego, że jest nieobecny w szpitalu, „pozbawi życia” tych chorych, których mógłby uratować, wszczepiając im serce, gdyby był na wolności. Kto za te zgony, których mogłoby nie być, będzie ponosił odpowiedzialność? Czy wszechwładne biuro antykorupcyjne może obiecać, że uratuje choć jednego pacjenta potrzebującego nowego serca?
W jakiej proporcji do inplantacji serc pozostaje to, co się nazywa łapówką? Co o tym myślą w kraju, gdzie ochrona życia od poczęcia do naturalnej śmierci jest uznawana za najwyższy nakaz moralny? Czy jest to tylko frazes antyaborcyjny bez żadnej innej treści? Czy zakaz łapówek jest tej samej wagi, co ideał ochrony życia?
Lekarze rozpoczęli walkę z korupcją, domagając się podniesienia płac. Innej metody skutecznej walki z korupcją nie ma. Bardzo wysokie płace w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym Ludwik Dorn i inni uzasadniali tym, że mają one zapobiec skorumpowaniu funkcjonariuszy tego biura. Jeśli wyjazdy lekarzy do pracy za granicą nasilą się, korupcja w krajowej służbie zdrowia wzrośnie. Największym błędem życiowym dr. Mirosława G. było to, że zaniechał wyjazdu do Anglii czy Ameryki. Został uwięziony nie z powodu, oczywiście, lecz wskutek swojego patriotyzmu. Partia głosząca „patriotyzm jutra” pokazała lekarzom, jak niebezpiecznie jest być patriotą dziś.
W najwyższym stopniu żenujące było pokazywanie w telewizjach „dowodów” skorumpowania dr. G. Czy ludzie są w Polsce już tak zidiociali, że wyobrażają sobie, że za wódkę, wieczne pióro czy zegarek (właśnie sobie kupiłem doskonały zegarek z gwarancją na trzy lata za 79 zł) chirurg podejmie się transplantacji serca, a bez tych głupstewek się nie podejmie? Podobno „odkryto” 400 butelek wódki. Takie rzeczy niektórzy lekarze biorą z grzeczności, żeby wyleczonemu pacjentowi nie robić przykrości odmową. Dla specjalisty tej klasy 500 zł to raczej napiwek niż łapówka. Życie koryguje niesprawiedliwy i sztuczny system wynagradzania lekarzy; jeśli tę korektę w obecnych stosunkach skasować, może być tylko gorzej.
Dr Mirosław G. miał pozbawić życia rolnika spod Sieradza. Kolejna niebotyczna brednia. Podjął się, jak wynika ze skrawków informacji niespójnych z urzędową wersją, otóż podjął się dokonania przeszczepu w przypadku uznanym przez innych lekarzy za beznadziejny. Mieli rację, pacjent zmarł. Rodzina, jak zwykle bywa, uznała, że winien chirurg; nie uratował, bo nie dostał łapówki. To się ciągle słyszy w takich przypadkach. Chirurg miał powiedzieć rodzinie: sprzedajcie krowę… itd. Tu widać jeśli nie złą wolę, to błędne pojmowanie języka. Słyszę na skwerku, jak matka strofuje dziecko: „jeszcze raz to zrobisz, to cię zabiję!”. Minister sprawiedliwości pewnie dosłuchałby się w tym karalnej groźby zabójstwa. Uważajcie, Polacy, na idiomy, jakimi mówicie, na swoje metafory, elipsy i tym podobne figury językowe. Jeśli powiesz, Polaku, że masz wszystkiego dosyć, to niczego ci już nie dadzą, choćby ci byli winni. Już podczas przesłuchań sejmowych komisji śledczych widzieliśmy, jak przenośne wyrażenia były rozmyślnie brane dosłownie i stawały się powodem nowych oskarżeń.
Afera wokół wybitnego chirurga Mirosława G. pokazuje poza wszystkim innym olbrzymią różnicę między sposobem myślenia i postępowania polityków i fachowców. Dziwne, że tak odmienne klasy mogą istnieć w jednym społeczeństwie. Łączy je tylko to, że tak w jednej, jak drugiej klasie trafiają się osoby podatne na skorumpowanie. Wśród polityków jest ich więcej.

Wydanie: 8/2007

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy