Polski Ład – czeski film

Polski Ład – czeski film

Miał być hit, a jest totalny chaos

3 stycznia 2022 r okazało się, że sztandarowy program rządu Mateusza Morawieckiego, Polski Ład, to chaos, totalny zamęt w podatkach, dezorientacja pracowników, emerytów, księgowych, przedsiębiorców, rozbieżne rady doradców podatkowych. Wszystko to w połączeniu z rozbuchaną inflacją i ogromnymi podwyżkami cen gazu oraz energii oznaczałoby w normalnym kraju propagandową katastrofę. Tymczasem prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński z uśmiechem mówi, że wszystko jest na dobrej drodze.

A miało być tak pięknie. W jednym z rządowych spotów para emerytów marzy o spotkaniach z wnukami, choćby za pośrednictwem internetu. Wtedy zjawia się kurier z laptopem, a głos spikera wyjaśnia, że „dzięki rządowemu programowi Polski Ład w portfelach emerytów i rencistów zostanie więcej pieniędzy. A więcej pieniędzy to więcej możliwości”.

W praktyce wielu osobom Polski Ład przyniósł mniejsze dochody. Zmiany podatkowe wprowadzone przez sejmową większość sprawiły, że ci, którzy przez lata pracowali, płacili wysokie składki i otrzymywali z ZUS wyższe świadczenia, na początku 2022 r. dowiedzieli się, że ich emerytury zmalały. Padły przykłady – od 200 do nawet 500 zł miesięcznie.

Dotyczy to osób otrzymujących świadczenie w kwocie od 5 tys. do 13,6 tys. zł brutto miesięcznie. Ich emerytury nie będą w całości objęte zwiększoną kwotą wolną od podatku, a dodatkowo zapłacą oni wyższą składkę zdrowotną. Co prawda, wiceminister finansów Jan Sarnowski zapewniał, że tylko trzech na 1000 emerytów otrzyma zauważalnie niższe świadczenia, ale nie brakuje głosów, że niekorzystna zmiana może dotyczyć nawet 10% emerytów.

„Dobrodziejstwa” Polskiego Ładu już odczuwają nauczyciele pracujący na kilku etatach. To jedna z nielicznych grup zawodowych, które otrzymują pensję z góry. W pierwszych dniach stycznia pojawiła się lawina informacji o tym, że ich wynagrodzenia też zmalały o 200, 300 zł, a nawet więcej. Był to kolejny efekt zmian podatkowych wprowadzonych przez Polski Ład. Jeśli zarabiają ponad 5,7 tys. zł brutto i w grudniu złożyli wniosek o niestosowanie wobec nich ulgi dla klasy średniej, ich wypłata netto spadła. Obniżkę pensji spowodowało zniesienie możliwości odpisywania składki zdrowotnej od podatku.

Problemy mają też prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą. Pod koniec roku biura rachunkowe proponowały im, by zapłacili podwójną składkę ZUS – jedną awansem za styczeń 2022 r. Dzięki temu można by było ją odliczyć i zaoszczędzić trochę grosza. Tuż przed sylwestrem te same biura rozesłały mejle z wiadomością, że pojawiły się interpretacje doradców podatkowych, z których wynika, że takie odliczenie nie będzie możliwe! I z uwagą: „To, czy będzie można odliczyć składki zdrowotne zapłacone jeszcze w 2021 r., okaże się dopiero po ukazaniu się pierwszych decyzji urzędów skarbowych”.

W zmianach podatkowych wprowadzonych przez Polski Ład jest tyle niespójności, że łatwo będzie o błąd, a kara może być surowa. Dlatego coraz częściej biura rachunkowe i doradcy podatkowi żądają wyższych opłat za swoje usługi, bo trzeba mieć ogromną wiedzę, wysokie kwalifikacje i sporo szczęścia, by poradzić sobie z wprowadzoną przez rząd fiskalną ruletką. Niemcy w takich sytuacjach mawiają polnische Wirtschaft.

A kogo obchodzą ludzie?

Nieprzewidziane przez rządzących skutki wprowadzenia Polskiego Ładu podgrzały i tak gorące nastroje wywołane najwyższą od lat inflacją i ogromnym wzrostem cen gazu, węgla i energii elektrycznej. Rząd zapowiada kolejne tarcze, lecz jeśli w październiku informacją dnia była podwyżka cen gazu o 170% w wielkopolskich gminach Tarnowo Podgórne i Kazimierz przez niemiecką spółkę G.EN. Gaz, to dziś nikogo już nie podniecają informacje o podwyżkach sięgających 500%.

Polski Ład okazał się potężnym ciosem wymierzonym w samorządy. Rzecz nie tylko w tym, że władza zabrała im poważne kwoty i ma je zrekompensować znacznie skromniejszymi. Podwyżki cen prądu i gazu już demolują budżety miast, gmin i powiatów.

W Warszawie Ursynowski Zakład Opieki Zdrowotnej otrzymał z PGNiG pismo z informacją, że od nowego roku cena gazu wzrasta o 815%. Jeśli w 2021 r. ZOZ za błękitne paliwo płacił 112 tys. zł, to w roku 2022 będzie musiał wyłożyć 880 tys. zł.

Zakład Gospodarki Nieruchomościami w warszawskiej dzielnicy Włochy otrzymał propozycję przetargową wyższą o 987% w stosunku do ceny gazu z roku 2021. Dziś składane instytucjom samorządowym oferty wyższe o 200% w stosunku do ubiegłego roku traktowane są jako atrakcyjne. Tylko patrzeć, jak domy pomocy społecznej, przedszkola i żłobki, prywatne szkoły, świetlice, teatry, muzea, baseny i aquaparki zaczną podnosić ceny usług i biletów. Żadna proponowana przez rząd tarcza antyinflacyjna tego nie powstrzyma. W najgorszej sytuacji znalazły się szpitale. Podwyżki cen prądu i gazu znacząco zwiększą ich zadłużenie.

20 grudnia 2021 r. prezes PGNiG Paweł Majewski powiedział, że oferowana przez jego firmę cena gazu dla odbiorców indywidualnych mogłaby być jeszcze wyższa, gdyż spółka powinna uwzględniać wzrost cen na rynkach europejskich. Decyzją prezesa Urzędu Regulacji Energetyki cena gazu ziemnego dla gospodarstw domowych w 2022 r. wzrasta „tylko” o 54%. Za to podmioty prowadzące działalność gospodarczą muszą płacić tyle, ile zażąda dostawca. Rynek gazu w Polsce w założeniach jest wolny. Z jednym, drobnym zastrzeżeniem – nikt poza państwowym w większej części PGNiG nie może sprowadzać gazu z zagranicy i handlować nim na wielką skalę.

Prawdopodobnie cena gazu ziemnego w Polsce spadłaby błyskawicznie, gdyby np. zaczęła go sprzedawać… spółka zależna Gazpromu. Ale do tego nikt nie dopuści. Ubocznym efektem galopady cen gazu może być zawarcie przez PGNiG w tym roku długoterminowego kontraktu z Gazpromem, od którego dotychczas rząd zdecydowanie się odżegnywał.

Podobnie rzecz się ma z cenami energii elektrycznej. Prezes Urzędu Regulacji Energetyki zatwierdził taryfę na rok 2022 uwzględniającą wzrost cen dla odbiorców indywidualnych jedynie o 24%, więc dramatyczne doniesienia o wysokich rachunkach za prąd należą do rzadkości. Zaskoczenie natomiast przeżył przedsiębiorca z Lublina prowadzący sklep z ozdobami i chemią. Aby ograniczyć zużycie prądu, zastąpił tradycyjne żarówki nowoczesnym oświetleniem LED, za które zapłacił 1000 zł. Jakież było jego zdumienie, gdy otrzymał rachunek za zużycie 60 KW, opiewający na 250 zł, podczas gdy korzystając ze starej technologii i zużywając 300 KW, miesięcznie płacił 280 zł. Za skok ceny odpowiedzialne było „rozliczenie energii biernej pojemnościowej”, które stanowiło znaczącą pozycję w rachunku. Są nawet urządzenia kompensujące ową „energię bierną pojemnościową”, za które rzecz jasna trzeba zapłacić. W przyszłości podobnych przykładów będzie więcej, bo dostawcy prądu muszą zarobić.

Bez większego rozgłosu toczą się rozmowy między dyrektorami kopalń a prezesami elektrowni co do ceny węgla, który jest podstawą polskiej energetyki. Okazuje się, że mimo rekordowych wzrostów cen tego surowca polskie kopalnie zanotowały w tym roku straty. Węgiel był drogi, lecz za granicą. W Polsce sprzedawano go elektrowniom w ramach umów długoterminowych, które zawierano, gdy jego cena była niska. Dziś jest odwrotnie – kopalnie, wiedząc, że ich „czarne złoto” nawet po podwyżkach jest tańsze od importowanego, cisną, jak mogą, by uzyskać wysoką cenę. I pewnie im się uda. Oznacza to, że cena energii elektrycznej nie spadnie. Dlatego w tym roku nie należy się spodziewać znaczącego spadku inflacji. Koszt prądu wpływa bowiem na cenę każdego towaru i każdej usługi. Obniżki można wymusić administracyjnie, lecz to działanie na krótką metę.

Rząd Mateusza Morawieckiego wykonał taki ruch w odniesieniu do rynku paliw. Tuż przed świętami PKN Orlen obniżył ceny paliw i na stacjach benzynowych za zwykłą benzynę PB 95 płacimy poniżej 6 zł. Było to możliwe dzięki obniżce akcyzy do najniższego dopuszczalnego w Unii poziomu. Dziś za 1000 litrów benzyny opłata akcyzowa wynosi 1413 zł. I będzie tak do 31 maja br. Co dalej? Nie wiadomo.

Gdyby nie ta decyzja, Polacy przed świętami byliby jeszcze bardziej wkurzeni. Rząd chce obniżenia stawki VAT na paliwa z 23% do 8%, lecz w tej sprawie musi rozmawiać z Komisją Europejską. Tymczasem 23 grudnia minister finansów Tadeusz Kościński powiedział: „Mamy milczącą zgodę na obniżkę VAT na żywność do 0%, natomiast nie ma zgody na obniżkę tego podatku na paliwa”. Czyli na razie bez zmian. Te działania dowodzą, że rząd Mateusza Morawieckiego nie ma w Brukseli siły przebicia i niewiele może zrobić. Płacimy za to wszyscy.

I będziemy płacić, bo nie wiadomo, na ile nawet zerowy VAT na żywność zahamuje wzrost jej cen, skoro na wsi ceny też szaleją. Wprawdzie w ramach Polskiego Ładu zaoferowano rolnikom większy zwrot akcyzy za paliwo rolnicze, ale rekordowe są ceny nawozów sztucznych. Ceny nawozów azotowych wystrzeliły w minionym roku z 1,2 tys. zł za tonę saletry do ponad 3 tys. zł. Jeden z moich znajomych, prowadzący duże gospodarstwo, przysięgał, że gdyby wiedział, sprzedałby cały majątek wraz z ojcowizną, kupił zapas nawozów i dziś byłby milionerem. Rosną także ceny kredytów, a nadal niskie są ceny skupu produktów rolnych. Rok 2022 będzie dla polskiej wsi bardzo trudny.

Polski Ład nie dla Zjednoczonej Prawicy

Nikt nie zwrócił uwagi na to, że program Polski Ład będzie realizowany w latach 2021-2030. Najbliższe wybory do Sejmu odbędą się w przyszłym roku i trudno dziś orzec, kto wyjdzie z nich zwycięsko. Jeśli opozycja – to Polski Ład trafi do kosza. Myślę, że niewielu zadało sobie trud zapoznania się z tak często wspominanym w mediach dokumentem. Polski Ład to 132 strony, z czego około dwóch trzecich przeznaczono na wymienienie dotychczasowych osiągnięć rządów Zjednoczonej Prawicy, a reszta to plany na przyszłość.

Program stoi na 10 filarach, z których najważniejszy jest Plan na zdrowie zapowiadający zwiększenie nakładów na służbę zdrowia do 7% PKB w roku 2030. Mają się pojawić dwie krajowe sieci ratujące chorych – kardiologiczna i onkologiczna. Powstaną również Agencja Rozwoju Szpitali, Fundusz Modernizacji Szpitali i Fundusz Medyczny, a więc kolejne lukratywne posady dla swojaków. Pacjentów z pewnością ucieszy obietnica zniesienia limitów u specjalistów – by wymienić najistotniejsze pomysły. Koszt tego filara oszacowano na 122,4 mld zł do roku 2030.

Autorzy Polskiego Ładu dobrze wiedzą, że aby choć zbliżyć się do wyznaczonych celów, niezbędne będą środki unijne. Rocznie Ład ma kosztować 72,4 mld zł. A do roku 2030 – 651,6 mld zł. Na razie tych pieniędzy nie ma. Bruksela wstrzymuje je ze znanych wszystkim powodów. Wbrew zapewnieniom polityków prawicy i prezesa Narodowego Banku Polskiego pożyczyć taką kwotę nie będzie łatwo. A jeśli nawet, to trzeba będzie ją oddać.

W pewnym sensie problem rozwiąże się sam, jeśli Prawo i Sprawiedliwość przegra wybory. Komisja Europejska z pewnością uwolni wtedy środki, lecz nie wiemy, jak zostaną one wydane. Opozycja nie ma dziś żadnych planów wyprowadzenia Polski z sytuacji, w której się znaleźliśmy. A była okazja, żeby wreszcie coś zrobić porządnie. Założenia Polskiego Ładu, który nazywał się jeszcze wtedy Nowy Ład, pojawiły się wiosną ub.r. Program uroczyście ogłoszono 15 maja 2021 r. Było więc dużo czasu, by rozebrać go na czynniki pierwsze. I tak się stało. Jesienią wszelkiej maści izby gospodarcze i kancelarie prawne ostrzegały przed tym, co się stanie 1 stycznia 2022 r. Było dużo czasu, lecz ani rządzących, ani opozycji, ani mediów to nie interesowało.

m.czarkowski@tygodnikprzeglad.pl


Jak żyć w czasach Polskiego Ładu, inflacji i drożyzny?


Prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego

W pierwotnych założeniach Polski Ład wydawał się projektem słusznym, szczególnie jeśli chodzi o założenia dotyczące systemu podatkowego. Wskazywano bowiem konieczność „stworzenia przyjaznego i sprawiedliwego systemu podatkowego” i wzmacniania progresywności podatkowej. Niestety, wskutek działania kolejnych grup lobbystycznych ten wymiar projektu został osłabiony i stracił na spójności. Szkoda np., że poprzestano tylko na dwóch (nie licząc kwoty wolnej od podatku) progach podatkowych (maksymalnie 32%). Warto tu przypomnieć, że w latach 90. mieliśmy już stawkę 40-procentową. Dzisiaj, kiedy zarabiamy powyżej progu oznaczającego płacenie podatku w wysokości 32%, nie ma już żadnego znaczenia, czy zarabia się 1 mln, 10 mln czy 100 mln powyżej wyznaczonego kwotowego progu – każdy zapłaci owe 32%. Nieprzekonujący moim zdaniem jest argument przeciw zwiększaniu liczby progów, że jest raczej niewiele osób, które zarabiają tak dużo. Ale przecież Polska cały czas się bogaci i milionerów, a nawet miliarderów wciąż przybywa. Nawet jeśli w skali obecnego budżetu państwa wprowadzenie dodatkowego progu podatkowego oznaczałoby relatywnie niewielkie kwoty dodatkowych wpływów – to istnieje spory potencjał ich wzrostu. Ale najważniejsze jest postrzeganie progresywności podatkowej w kontekście sprawiedliwości społecznej.

Na początku wydawało się, że Polski Ład jest ukierunkowany na konsekwentnie silniejszą progresję podatkową, ale dość szybko okazało się, że konsekwencja ta została osłabiona.

Kiedy tylko pojawił się projekt Polskiego Ładu, bardzo uważnie przestudiowałam jego obszerne, przeszło 200-stronicowe uzasadnienie i byłam pełna podziwu dla autorów tego uzasadnienia, świetnie udokumentowanego, przekonującego poprzez międzynarodowe analizy porównawcze, że tam, gdzie jest wysoka progresja podatkowa, gospodarka rozwija się lepiej. Dotyczy to np. Skandynawii. Niestety, ten wymiar PŁ został w procesie konsultacji ewidentnie osłabiony pod wpływem lobbystów.

Paul Krugman, amerykański ekonomista i laureat Nagrody Nobla (2008), używa pojęcia idee zombie, do których zalicza m.in. przekonanie, że jeśli bogaci płacą niskie podatki, sprzyja to ogólnemu rozwojowi. Obśmiewa całą teorię „skapywania” bogactwa na mniej zamożnych i mit, że przypływ unosi wszystkie łodzie. Dane empiryczne temu przeczą, a pandemiczny kryzys obnaża to z całą siłą. Także raporty OECD czy Światowego Laboratorium Nierówności (sygnowane m.in. przez Thomasa Piketty’ego i noblistkę Esther Duflo) pokazują jasno, że nierówności wciąż rosną, i to w zastraszającym tempie, szkodząc gospodarce i jakości życia ludzi. Wskazuje to zarazem, że działania na rzecz redystrybucji dochodów są konieczne. Jest to konieczne tym bardziej, że narastanie nierówności, w tym nasilanie się nierówności skrajnych, to czynniki tworzące bariery dla popytu, szkodzące gospodarce i postępowi społecznemu, a tym samym zagrażające trwałości harmonijnego rozwoju społeczno-gospodarczego.

Kolejne dyskusje i zmiany w Polskim Ładzie nie wzmocniły, a przeciwnie, osłabiły redystrybucyjny wymiar tego programu.


Piotr Kuczyński, ekonomista, analityk rynków finansowych, Xelion

Jeśli chodzi o rekomendowane strategie oszczędnościowe i inwestycyjne na dzisiejsze czasy, to wszystko zależy od tego, czy spełni się mój scenariusz bazowy. A mówi on, że w drugiej połowie roku inflacja będzie zdecydowanie mniej uporczywa – myślę, że może wynieść niewiele ponad 4%, a nie 8% czy 9%, w związku z czym średnia roczna będzie bliżej 6%, a nie 7,6%, jak obecnie twierdzi NBP. Zakładam ponadto, że w drugim półroczu doświadczymy spowolnienia gospodarczego po wzroście gospodarki w pierwszej połowie roku. Do tych okoliczności musimy dopasować nasze planowanie. Oczywiście dużo będzie zależało od tego, czym dysponujemy, bo jeśli ktoś nie jest w stanie nic odkładać z pensji i nie ma oszczędności, to pozostaje mu trzymać kciuki, żebym się nie mylił w sprawie poziomu inflacji. Osoby, które będą miały do dyspozycji jakieś zapasy finansowe umożliwiające inwestycje – i mówię tu nie o 1000 zł, ale o znacznie większych kwotach – staną przed pytaniem, na jakie ryzyko są gotowe. Jeśli ma być ono jak najmniejsze, to pozostają czteroletnie obligacje rządu polskiego indeksowane inflacją. Jeżeli ktoś się boi globalnej katastrofy, w rodzaju kolejnej epidemii, która pewnie kiedyś nas nawiedzi, powinien część swoich pieniędzy „zamarynować” w złocie (fizycznym, nie „papierowym” w postaci np. kontraktów). Od wielu lat mówię, że 10-15% płynnych aktywów należy na wszelki wypadek zamieniać właśnie na złoto. Ci, którzy są skłonni zaryzykować i są stosunkowo młodzi – a więc będą mieli więcej czasu, by się odkuć, jeśli wszystko stracą – powinni rozważyć rynek akcji, zwłaszcza polski, gdyż polskie akcje są bardzo tanie w porównaniu z Europą Zachodnią czy Stanami Zjednoczonymi. Istnieje prosta, wręcz prostacka zasada, że należy lokować w akcje według wzoru 100 minus wiek, a więc np. człowiek 30-letni powinien zamienić na udziały w spółkach 70% swoich płynnych aktywów.


Ryszard Szarfenberg, profesor UW

W Polskim Ładzie osoby ubogie będą żyć podobnie biednie jak przed jego wprowadzeniem. Jeżeli nie płaciły podatku dochodowego, to nic się dla nich nie zmienia. Emeryci i renciści z bardzo niskimi świadczeniami też nie zyskają, a ostrzegano, że mogą nawet stracić. Na reformie miało stracić tylko najbogatsze 10% podatników. Najbiedniejsi pracujący na umowach cywilnoprawnych dostosują się do zmian o tyle, o ile dostosują się ich zleceniodawcy. Jeśli jednoosobowa działalność gospodarcza zatrudnia sprzątaczki na takich umowach i przejdzie ze stawki liniowej na ryczałt, co to wniesie w życie sprzątaczek? Zwiększona kwota wolna od podatku może nieco powiększy ich zarobki. Niezależnie od Polskiego Ładu rosną jednak płaca minimalna i minimalne stawki godzinowe. W 2022 r. podniesione zostaną kryteria dochodowe w pomocy społecznej, ale niewystarczająco. Zasiłki rodzinne i 500+ nadal są niewaloryzowane, a samotne matki mogą mieć problem z nową formułą ulgi podatkowej na dzieci. Z kolei rodziny wielodzietne mają mieć ją zwiększoną. W mozaice świadczeń na dzieci mamy również nowe świadczenie od drugiego dziecka. Inflacja szybko rośnie i pewnie taka będzie w 2022 r. Ubodzy więc pewnie zostaną ubogimi.

Specjalna ulga miała zabezpieczyć przed stratami klasę średnią o zarobkach w przedziale od 5701 zł do 11 141 zł brutto. Tymczasem tuż po nowym roku niektórzy nauczyciele skarżyli się, że mają wypłatę niższą od 150 zł do 300 zł. Należy uważnie obserwować sytuację, aby wprowadzać ewentualne poprawki.

Tarcza antyinflacyjna raczej słabiej będzie chronić przed inflacją niż odpowiednia waloryzacja świadczeń na dzieci. Dodatek osłonowy to 400 lub 500 zł jednorazowo dla jednoosobowego gospodarstwa domowego przy dość wysokim kryterium dochodowym. Nie są to jednak wystarczające środki, by zrekompensować wyższe średnio o 50% koszty ogrzewania gazem. Tymczasowe obniżki VAT na prąd i gaz może nieco pomogą, ale tylko chwilowo. Wszyscy będziemy zmuszeni żyć oszczędniej.


Michał Bilewicz, psycholog społeczny, profesor UW, kierownik Centrum Badań nad Uprzedzeniami

Obecnie mamy do czynienia z sytuacją relatywnej deprywacji. Jeśli do jakiegoś momentu ciągle było lepiej, ludzie dramatyczniej odczuwają skutki pogorszenia. Dlatego teraz łatwiej przystosują się ci, którzy pamiętają okres spowolnienia gospodarczego z początku lat 90. XX w.: inflację, upadek wielu przedsiębiorstw państwowych, pojawienie się dużego bezrobocia. Polacy odczują pogorszenie wynikające nie tylko z Polskiego Ładu, lecz także ze wzrostu cen energii, niewypełniania przez rząd zobowiązań klimatycznych. Nagle budżety domowe znacząco się skurczą. Racjonalnym sposobem reagowania byłaby zmiana sposobu konsumpcji na bardziej oszczędny.

Niestety, Polacy o szczęściu myślą konsumpcyjnie, reklamy przekonują: jak nie będziesz miał najnowszego modelu iPhone’a czy samochodu Tesla, będziesz nieszczęśliwy. Dobra konsumpcyjne zaczęły wyznaczać tożsamość, definiować nas. Janusz Czapiński pisał o uziemieniu polskiej duszy, poziom szczęścia uzależniamy od majętności. Natomiast np. w krajach Ameryki Łacińskiej szczęście zależy od spraw duchowych, religijności, relacji z innymi ludźmi. Być może więc jest to moment na zredefiniowanie szczęścia, musimy szukać innych jego źródeł. Czym innym natomiast jest poczucie nieszczęścia z powodu nieogrzania mieszkania. To rzeczywisty dramat, mogący skutkować wystąpieniami społecznymi. Polskie zrywy wolnościowe – 1956, 1970, 1976, 1980 – zaczynały się od wzrostu cen żywności, potem dopiero wchodziła polityka. Nieprzypadkowo protesty w Polsce wybuchały na Wybrzeżu, gdzie marynarze robili zakupy w Baltonie, robotnicy widzieli, że na Zachodzie jest lepiej. Dziś wielu ludzi pracuje za granicą i też widzi, że np. w Niemczech ceny nie są tak wysokie.

W chwili deprywacji zaczyna się poszukiwanie kozła ofiarnego. Mogą się pojawić teorie spiskowe na temat Żydów. Odpowiedzialne państwo powinno zdawać sobie sprawę, że sytuacja może doprowadzić do eskalacji przemocy, choćby zwróconej ku Ukraińcom, w narracji: oni zabierają nam pracę, to przez nich jest drożyzna.

Not. Beata Igielska, Roman Kurkiewicz, Michał Sobczyk

Fot. Włodzimierz Wasyluk/Forum

Wydanie: 3/2022

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy