Nasz prezydent Joe Biden

Nasz prezydent Joe Biden

Położona blisko granicy z Ukrainą mała wieś Przewodów (w gminie Dołhobyczów powiatu hrubieszowskiego) była przed kilkoma dniami miejscem szczególnej tragedii. Od nadlatującej zza granicy rakiety zginęło dwóch przypadkowych ludzi, miejscowych rolników. O zdarzeniu poinformowały wszystkie media. Początkowo nikt nie miał wątpliwości: rosyjska rakieta uderzyła w terytorium Polski, zabijając dwóch cywilów. Konsekwencje takiego zdarzenia mogły być nieobliczalne. Jeśli naprawdę Rosjanie wystrzelili rakietę na terytorium państwa bądź co bądź należącego do NATO, tego NATO, którego każdego centymetra ziemi ma bronić cały euroatlantycki sojusz, to sprawa wyglądała naprawdę groźnie. Jeśli Rosjanie zrobili to celowo, był to, jakkolwiek by na to patrzeć, akt agresji. Jeśliby NATO nie zareagowało na ten akt, okazałoby słabość i dało Rosji zachętę do dalszych takich działań. Może następna ruska rakieta rąbnęłaby nie w traktor, ale w jakąś przygraniczną elektrownię, a może w jakiś węzeł kolejowy, stację radiolokacyjną lub lotnisko?

Jeśliby NATO zareagowało zbrojnie, wykonując odwetowy atak rakietowy na terytorium Rosji, zmieniłaby się jakość konfliktu, jego przebieg mógłby się wymknąć spod kontroli, a wtedy przerodziłby się on w globalny konflikt nuklearny, Przewodów zaś byłby kiedyś wymieniany w podręcznikach historii jako drugie Sarajewo, oczywiście jeśli po takim konflikcie przeżyłby ktoś, kto pisałby jeszcze podręczniki historii.

Nic więc dziwnego, że wiadomość o tragedii w Przewodowie w najwyższym stopniu zaniepokoiła nie tylko Polaków, ale i cały świat.

Okazało się jednak – i to zapewne dość szybko – że nie była to rakieta rosyjska, tylko zbłąkana rakieta ukraińska. Nic w tym dziwnego. „Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą”, mówi stare przysłowie. Przewodów leży przy samej granicy. Granicy z państwem, które objęte jest wojną. Ukraińska rakieta albo na skutek usterki technicznej, albo przez błąd człowieka zmieniła tor lotu i eksplodowała już po polskiej stronie, zabijając dwie osoby.

Tymczasem Polacy żyli w niepewności. Napięcie rosło, czemu sprzyjało zachowanie władz. Zebrał się i długo obradował Komitet Rady Ministrów ds. Bezpieczeństwa Narodowego i spraw Obronnych. Jakieś jednostki wojskowe dostały rozkaz podniesienia gotowości bojowej i postawione zostały w stan pogotowia. Minister Rau wezwał rosyjskiego ambasadora do MSZ, gdzie, nie podając mu ręki, wręczył notę dyplomatyczną. Nie jestem pewien, czy to niepodanie ręki bądź co bądź urzędującemu ambasadorowi jest takim szczególnym powodem do chwały. Jeśli ambasadora nie wydalono, a można to było zrobić, to chyba należy go traktować, jeśli nawet nie z należnym uznawanemu przedstawicielowi obcego państwa szacunkiem, to przynajmniej z elementarną kulturą. Ale mniejsza z tym. O tym, że rakieta była nie rosyjska, tylko ukraińska, Polacy dowiedzieli się od prezydenta. Tyle że nie Dudy, lecz Joego Bidena. Nasz prezydent nie wiedział, co to była za rakieta? Biden wiedział wcześniej?

Polskie władze naprawdę tak długo nie wiedziały, co to za rakieta spadła na nasze terytorium? Też dowiedziały się dopiero od Bidena? Świadczyłoby to jak najgorzej o naszych służbach (które w końcu były na miejscu eksplozji, zabezpieczyły i zbadały ślady). Podejrzewam, że wiedziały, tylko nie wiedziały, co zrobić z tą informacją. Stąd te długie narady. Bano się, że sprawimy przykrość ukraińskiemu sojusznikowi? Przecież to, że prawda prędzej czy później wyjdzie na jaw, było oczywiste. Z obawy, że sprawi się przykrość Ukraińcom, pozostawiono w niepokoju i napięciu cały swój naród i znaczną część obywateli państw NATO z naszego regionu? Dopiero Biden musiał pokazać, że trzeba powiedzieć prawdę?

Dziwi postawa Ukraińców, w tym samego prezydenta Zełenskiego, którzy idą w zaparte, upierając się, że to była jednak rosyjska rakieta. Znów Biden musiał strofować ukraińskiego prezydenta. To błąd, który będzie Ukrainę drogo kosztował. Podważa to jej wiarygodność na przyszłość, a wiarygodność ta jest Ukrainie bardzo potrzebna. W Polsce wspiera to na razie tlące się nieśmiało, ale obecne antyukraińskie nastroje, wywołuje wreszcie zniecierpliwienie zachodnich sojuszników, z Ameryką włącznie. Na to Ukraina naprawdę nie powinna sobie pozwolić.

Wydanie: 48/2022

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Komentarze

  1. WA Zdaniewski
    WA Zdaniewski 25 listopada, 2022, 23:17

    NaszprezydentJB
    ziennikarz Associated Press, który poinformował o fałszywym twierdzeniu amerykańskiego wywiadu, że Rosja wystrzeliła rakiety na Polskę w zeszłym tygodniu został zwolniony . 
    Jak  omówiliśmy wcześniej, anonimowy  raport AP, który powiedział: „Wysoki rangą urzędnik wywiadu USA mówi, że rosyjskie pociski przeleciały nad członkiem NATO, Polską, zabijając dwie osoby ” stał się niebezpieczny z powodu ogromnych implikacji bezpośredniej, gorącej wojny wybuchającej między Rosją a sojuszem NATO.
    AP szybko wycofała  się ze swojej historii, gdy przedstawiciele polityczno-medialni głównego nurtu zaakceptowali fakt, że w rzeczywistości to ukraińska rakieta uderzyła w Polskę.
    Zwolnienie przez AP reportera Jamesa LaPorty wydaje się w tej chwili końcem jakiejkolwiek odpowiedzialności za rozpowszechnianie tego niezwykle niebezpiecznego fałszu.
    Rzeczniczka AP, Lauren Easton powiada, że żadne działania dyscyplinarne nie zostaną podjęte wobec redaktorów, którzy przekazali fałszywą historię, i do dziś opinia publiczna jest utrzymywana w niewiedzy dotyczącej tożsamości amerykańskiego urzędnika, który przekazał tak skrajnie rażącą dezinformację dezinformując opinię publiczną za pośrednictwem prasy głównego nurtu. 
    Jest niewybaczalne, aby AP nadal chroniła anonimowość urzędnika państwowego, który karmił publikę tak nieodpowiedzialnym kłamstwem.
    Informacja wpłynęły nie tylko na personel AP, ale na cały świat; zasługujemy na to, by wiedzieć, co się stało i kto był za to odpowiedzialny, a AP nie ma prawa utrudniać nam dostępu do tej wiedzy.
    Zwolnienie LaPorty wygląda na to, że jest to kolejny przypadek, w którym najmniej wpływowa osoba zaangażowana w problem jest zmuszona wziąć na siebie odpowiedzialność.
    Potężny funkcjonariusz wywiadu nie poniesie żadnych konsekwencji za podanie prasie fałszywych informacji – zapewniając w ten sposób, że sytuacja się powtórzy – i żadne postępowanie dyscyplinarne nie zostanie podjęte wobec przełożonych LaPorta, pomimo absolutnego błazeństwa, które ujawniły późniejsze doniesienia.
    Całość poniżej:
    https://consortiumnews.com/2022/11/24/the-corporate-media-deference-that-endangers-us-all/
    Pozdrawiam ze strefy wolnej od pisuarów.
    WA Zdaniewski

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy