Pustosłowie na podglebiu pustogłowia

Pustosłowie na podglebiu pustogłowia

Kiedy wyobrażam sobie czasem, że na podstawie tego, co można przeczytać w mediach – czy to zamierających tradycyjnych (drukowanych, ale i telewizyjnych), czy internetowych, dla niepoznaki zwanych społecznościowymi – jakaś ziemska lub pozaziemska istota albo społeczność chciałaby kiedyś zrozumieć naszą epokę, to nawet z obecnej perspektywy wydaje mi się, że nie ma takiej szansy. Krążę tu wokół dość podstawowego (dla mnie, dla niektórych, dla nielicznych) pytania: co jest dla nas ważne? Co istotne? Albo, nie bójmy się tego słowa, DLACZEGO jest to dla nas ważne? Skąd możemy się tego dowiedzieć? A może raczej – skąd tego w żaden sposób się nie dowiemy? Media z jednej strony miały informować o zdarzeniach z jakiegoś powodu „ważnych” lub choćby ważniejszych od innych, nieopisanych, z drugiej strony, jak sama nazwa mówi, pośredniczyły w obiegu informacji bądź wiedzy, tak żeby przetworzony komunikat docierał do szerszego grona zainteresowanych. Zainteresowanych, ale czym tak naprawdę? Zrozumieniem? Możliwością lepszego odnalezienia się w świecie, w którym przyszło nam żyć? Zorientowaniem się, co wiemy na temat świata, który nas otacza, co z tego wynika dla nas, jeśli prawdziwe jest przekonanie, że coś musi wynikać, bo inaczej ta nasza aktywność poznawcza pozbawiona jest jakiegoś rudymentarnego sensu? Jakie więc sensy ujawniają, przekazują dzisiaj media? W takiej formie jak ta felietonowa mogę się pokusić zaledwie o zasygnalizowanie problemu, poddać analizie bardzo fragmentaryczną próbę, a i ona nawet nie zostanie dobrana wedle jakichś obiektywizujących zasad i reguł. Chyba że zgodzimy się, że nawet jakiś fragment może nam powiedzieć coś istotnego o samym zjawisku. Na swoje usprawiedliwienie mogę dodać, że od niemal 50 lat (naprawdę wcześnie zacząłem) jestem uważnym, systematycznym, może cokolwiek nałogowym odbiorcą treści medialnych, a przez sporą część zawodowego życia media (różne – drukowane, radiowe, telewizyjne, internetowe) były moim środowiskiem i miejscem pracy. Czym jest ich schyłkowy fenomen? Nie zaryzykowałbym tezy, że ostatnią cechą, wartością otrzymywanych w horrendalnych dawkach giga- i terabajtów informacji jest ich sensowność czy ważność.  Dla potrzeb tego krótkiego, niechętnego mediom tekstu pochyliłem się nad jednym z polskich portali informacyjnych, kiedyś nawet z jakimiś ambicjami. Czego dzisiaj mogłem z niego się dowiedzieć o Polsce, świecie, naszym życiu, istotnych kwestiach do przemyślenia, rozstrzygnięcia, rozwiązania? Wrzucę garść tytułów, jeśli jeszcze samo słowo tytuł zachowało cokolwiek ze swojej informacyjnej roli. „Hoffman pożyczył 170 miliardów złotych na »Ogniem i mieczem«. Jego wyniku do dziś nikt nie pobił”; „Eksperci wydali wyrok po meczu Świątek. Zgodności nie ma. Rosnąca frustracja”; „Pamiętacie Panią Henię od burgera? Wiemy, co z jej chorym synem”; „Komedia na sali sejmowej. Hołownia dostał od posła uszka z grzybami. »Złoty przycisk«”; „Ekstremalne warunki w Tatrach. Górale i turyści łapią się za głowę. »Z czego tu się cieszyć?«”; „Oskar kładł się obok chorego i czekał. Śmierć przychodziła w ciągu czterech godzin”; „Nowy trop ws. śmiertelnego zatrucia galaretą. Lekarze wykluczyli jedną hipotezę”; „Kobieta przeżyła zatrucie galaretą. Mówi, co ją uratowało”; „Zjadł galaretę z targu i zmarł. Głos zabrała jego żona. »Zdecydowałam«”; „Kupił galaretę z targu i zmarł. Żona: »Zjadł ze smakiem, a potem się zaczęło«”; „Lekarze w Hrubieszowie zoperowali pacjentce zdrową rękę”; „Polskie wojsko ma liczyć 450 tysięcy. Koszty będą gigantyczne”. Jeśli idzie o doniesienia ze świata, to mamy dwa Putiny: „Władimir Putin odleciał »Srebrnym Łabędziem«. Trasa lotu »tajemnicą wojskową«” oraz „Putin zażądał zerwania umowy z Wielką Brytanią. »Głęboka przepaść«”. Ponadto kilkanaście lub kilkadziesiąt informacji sportowych, reklam samochodów udających teksty informacyjne, podobnie z kosmetykami, butami, sukienkami i zatrzęsieniem innych mniej lub raczej bardziej przypadkowych bzdetów, ale zapewne opłaconych przez ich producentów. Na co dzień nie jestem już w stanie z taką zapalczywością śledzić tej lawiny nic nieznaczących niby-tekstów, żartoinformacji, pustosłowia na podglebiu pustogłowia. Powiedzieć, że taka forma istnienia mediów jest kpiną z nas samych, ponurym żartem i odebraniem nam wymiaru ludzkiego – to jakby nic nie powiedzieć. Nic zatem nie mówię, idę czytać to, co ratuje wiarę w rozumność naszego gatunku. Gazety i portale

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 09/2024, 2024

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz
Tagi: informacja, media