Polska wieś spokojna?

Polska wieś spokojna?

Wojna w Ukrainie i ponad milion uchodźców z tego kraju na chwilę kazały nam zapomnieć o Pegasusie, Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, pseudo-KRS, niewyegzekwowanych wyrokach TSUE, wstrzymaniu wypłat z Unii Europejskiej…

Zapomnieliśmy nawet na chwilę o murze budowanym w poprzek Puszczy Białowieskiej, a tym bardziej o tym, że stracił on właśnie wszelki sens. Nawet o pandemii, zdaje się, zapomnieliśmy.

Na razie o tym nie mówimy, ale przecież to wszystko istnieje, wraz z wynikającymi z tego problemami. Co będzie, gdy opadnie kurz bitewny? A on przecież kiedyś opadnie. Czy w świadomości polskiego społeczeństwa, szczególnie w świadomości klasy politycznej, utrwali się ta „oczywista oczywistość”, że gwarantem naszej suwerenności i naszego bezpieczeństwa są jednak NATO i Unia Europejska?

Czy przebije się ta prosta prawda, że wszelkie działania osłabiające obie wspólnoty godzą w podstawy naszej racji stanu? Czy będziemy się domagali od europejskiej wspólnoty, by pomogła nam w relokacji ukraińskich uchodźców i ich utrzymaniu? Czy będziemy się domagali solidarności, której nie tak dawno z taką dumą odmówiliśmy Włochom, Grekom i Niemcom?

Wojnę na razie oglądamy jedynie na monitorach komputerów czy ekranach telewizorów. Jak dotąd dotykają nas, zrazu mało boleśnie, rosnące ceny paliw na stacjach benzynowych. Tym, że ceny paliw (i wszystkie ceny energii!) wkrótce przełożą się na ogólny wzrost cen, mało kto jeszcze się martwi.

Polskie życie toczy się nadal swoim trybem. Właśnie jeden z profesorów prawników został powołany na stanowisko sędziego Sądu Najwyższego. Nie przeszkadzało mu, że to z rekomendacji neo-KRS, że tak właściwie został nie sędzią, ale – jak się mówi w środowisku prawniczym – neosędzią. Pochwalił się nominacją na Facebooku. Napisał o tym po polsku i angielsku. Złośliwi mówili, że po to, by Joe Biden się dowiedział i pogratulował. Paru słabiej zorientowanych lizusów pośpieszyło z gratulacjami. Ale szybko, po kilku głosach prawniczych autorytetów, wyrażających jeśli nie oburzenie, to co najmniej zażenowanie, świeżo nominowany neosędzia zablokował możliwość umieszczania kolejnych komentarzy. Nawet Joe Biden z gratulacjami chyba nie zdążył. Muszą więc nominatowi wystarczyć gratulacje od prezydenta Dudy i ministra Ziobry.

W kręgu znajomych nominat ów mruży oko i daje do zrozumienia, że oszukał władzę, że wślizgnął się do Sądu Najwyższego jako kolejne wcielenie Konrada Wallenroda, a poza tym, gdyby on nie starał się o to stanowisko, zająłby je przecież ktoś gorszy. Oj, znamy takie tłumaczenie od lat. Mógłby to stanowisko zająć ktoś gorszy? A co gorszego może zrobić prawnik?

Co wart jest prawnik, który nie widzi niekonstytucyjności Krajowej Rady Sądownictwa w jej obecnym, upolitycznionym składzie? Co wart jest prawnik, który nie respektuje wyroków Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej? Co wart jest prawnik, który w polskim

sporze o praworządność staje po stronie Ziobry, Przyłębskiej czy Manowskiej? Co wart jest prawnik, który dla wątpliwej kariery gotów jest sprzeniewierzyć się konstytucyjnym wartościom?

Pamiętam, jak jeszcze niedawno nasz bohater, będąc jedynie profesorem uczelnianym i nie mogąc się doczekać naukowego tytułu profesorskiego, w podpisie, po skrócie prof., do którego nie miał prawa, dodawał sobie literkę n. Skrót od nadzwyczajny. Skrót, który sam sobie wymyślił, niewielki, mało widoczny, nieregulaminowy. Mając takie doświadczenie, teraz przed tytułem sędziowskim też powinien dopisywać literkę n. Tym razem skrót od neo. Neosędzia.

Kiedyś Stefan Kisielewski twierdził, że nieszczęściem jest nie to, że znaleźliśmy się w d… ale to, że zaczynamy się w niej urządzać. Urządzającym się w d… trzeba przypomnieć także słowa Zagłoby, że i „usiedzieć tam trudno, a i wychodzić niepolitycznie”. Ale jeśli ktoś się znalazł w d… z własnej woli? Niech sobie siedzi. Musi jednak liczyć się z tym, że kiedyś będzie musiał stamtąd wychodzić. Niepolitycznie…

j.widacki@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 12/2022

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy