Tag "Bronisław Łagowski"
Co z nami będzie?
Człowiekowi bardzo zależy na tym, żeby jego przewidywania się sprawdziły, gotów nawet pogodzić się z niewielką szkodą, oby tylko jego intelekt okazał się mocny. Wielka satysfakcja kryje się za tymi słowami: „a nie mówiłem?”. Nie powinno się jednak wątpić o sile własnego rozumu tylko dlatego, że nasze przepowiednie okazały się mylne. Życie jest przewidywalne tam, gdzie panuje rutyna, a gdy pojawia się – że się tak poetycko wyrażę – poryw wolności, nasze przewidywania, razem
Imitacje
Niektóre środowiska liberalne robią dobrą minę do złej gry i cieszą się, że partia PiS ma konkurencję po prawej stronie, z którą być może nie potrafi sobie poradzić. I widzę, że mają jeszcze jeden powód do satysfakcji: oto pan Roman Giertych przejrzał na oczy i ogłasza wszem wobec, że dzięki antysemityzmowi w Polsce kariery politycznej się nie zrobi, dlatego on się antysemityzmu raz na zawsze wyrzeka i to samo radzi Młodzieży Wszechpolskiej. Jak takiemu nie pomóc w powrocie do polityki na szczeblu krajowym
Prezydent na uchodźstwie, czyli coś z niczego
Ryszard Kalisz, niedawno kandydat na przewodniczącego SLD, przyłączył się do głosów krytykujących urzędującego prezydenta za to, że nie zaszczycił swoją obecnością drugiego pogrzebu inżyniera Ryszarda Kaczorowskiego. Ten pan Kaczorowski, porządny człowiek i zasłużony działacz harcerski, był fantomatycznym „prezydentem RP na uchodźstwie”, o czym nikt w Polsce nie wiedział, dopóki Lech Wałęsa, otumaniony przez braci Kaczyńskich, nie potraktował go jako swego poprzednika na urzędzie. Logicznie i prawniczo rzecz biorąc, uznanie prezydentury na uchodźstwie oznacza delegitymizację realnej władzy krajowej.
Za Niemen, za Niemen
Czy finansowanie opozycjonistów na Białorusi przez polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych powinno być jawne czy tajne? Zamiłowani w tajności przedstawiciele partii PiS krytykują resort Radosława Sikorskiego za ujawnienie tego finansowania. Sekret wydał się jednak nie dzięki polityce jawności, lecz wskutek niestaranności urzędniczej. Ministerstwo jest także za tajnością, musi to jednak inaczej nazywać, ponieważ środki publiczne nie mogą być wydawane tajnie. „Dane o pomocy wschodnim opozycjonistom nie powinny się znaleźć w domenie publicznej”, oświadcza eufemistycznie rzecznik
Karski widział jasno
Najpierw doszły do mnie wiadomości o Janie Karskim bardzo skąpe, ale było w nich coś, co mnie zafrapowało. Pisałem o nim kilkanaście lat temu. Karski już jako młody człowiek przyciągał uwagę swymi walorami fizycznymi i umysłowymi, budził zaufanie tam, gdzie podejrzliwość była naturalnym i uzasadnionym nastawieniem. Na żadnym stanowisku zaufania nie zawiódł. Wojenne czyny Karskiego nie spowodowały niczego ważnego, ale pokazały jego format, który objawił się również w tym, jak rozumiał wydarzenia wielkiej skali
Sami niepokorni
Jest w obfitości do kupienia „tygodnik autorów niepokornych”. Ma dadaistyczny tytuł „Uważam Rze”, a treść politycznie poprawną według kryteriów ustanowionych w IV i III Rzeczypospolitej. Jest prokatolicki i proamerykański, antykomunistyczny i antyrosyjski, rewiduje historię najnowszą w duchu antyradzieckim, głosi kult żołnierzy wyklętych, potępia (słusznie, lecz za późno) UB i jak wszystkie media walczy z państwem pod skrótową nazwą PRL. To ostatnie wydaje się główną misją niepokornych autorów, co wcale ich nie wyróżnia spośród innych czasopism. Jeśli na takie
Kość w gardle
Nie ma dziś bardziej pasjonującej dyskusji w naukach o polityce niż spór o naturę Stanów Zjednoczonych Ameryki. Pogląd, że to mocarstwo zajmuje w świecie pozycję hegemonistyczną, jest nic niemówiącym banałem. Pełne treści natomiast jest twierdzenie, że stanowi ono albo nie stanowi imperium. Pojęcie imperium jest stosunkowo dobrze zdefiniowane, potęga tego rodzaju ma wyraźną strukturę i w swojej historii przechodzi niejako organicznie etapy początku, wzrostu i upadku. Historyk i publicysta niemiecki Peter Bender napisał książkę porównującą Stany
Jeszcze o listach
Pisząc tydzień temu o listach Giedroycia i Miłosza, pominąłem kilka problemów, ale nie pozbyłem się ich z głowy. Marzeniem Giedroycia, jak sam pisze, była rewolucja antykomunistyczna w Polsce i całym bloku wschodnim. Cały czas towarzyszyła mu niepewność, co może być potem. W roku 1969 pisał: „Politycznie stoimy przed narastaniem nacjonalizmów typu nazistowskiego. To jest w samej Rosji, tak jest na Ukrainie i w innych republikach, tak jest w samej Polsce, gdzie »moczaryzm« praktycznie podbił całe społeczeństwo, z Wyszyńskim i Kościołem włącznie”.
Niedyskrecje listowe
Obaj byli uzdolnieni politycznie – jeden w stylu wodzowskim, drugi skrojony na szarą eminencję. Czasy, w jakich żyli, nie sprzyjały ich powołaniom, musieli zająć się czymś innym. Zasłużyli się jako wydawcy książek i czasopism, ale zarówno Jerzy Giedroyc, jak Bolesław Piasecki nie rozstawali się z iluzją, że uprawiają wielką politykę. Najpierw jeden należał do zwycięzców, a drugi do przegranych, a potem stało się odwrotnie. Ciekawe, co wybrałby Giedroyc, gdyby – jak Piasecki – dostał się
Wtrącam się
Pisałem, wspominając profesora Stefana Morawskiego, że moja wiedza o Żydach raz bywa ogólnikowa i prawie żadna, a kiedy indziej szczegółowa i pochodząca z wiarygodnego źródła. Ta sama wiedza raz ginie w niepamięci – Stefan Morawski wyznał, że w pewnym okresie zapomniał, że był Żydem – a innym razem, ale nie przypadkiem, nie daje spokoju. Moja wiedza konkretna, za którą ręczę, odnosi się do Żydów wioskowych i bardzo małomiasteczkowych, ta zaś, którą wyniosłem z książek i innych druków, może być wątpliwa. W latach







