Czy warto być Polakiem?

Czy warto być Polakiem?

To jest pytanie nie o stan konta, lecz o wartości pozamaterialne. Można by też poruszyć sprawę tematycznie zbliżoną: na czym polega wartość intelektualna, twórcza Polaków? Niedawno najpotężniejszy człowiek świata, prezydent supermocarstwa Donald Trump, wygłosił w Warszawie mowę pochwalną na cześć Polaków. Prezydent miliarder wysoko ceni nasze przywiązanie do tradycji, do religii, do ojczyzny i rodziny. Krótko mówiąc, ceni nas za konserwatyzm i zachęca Europę, aby brała przykład z naszej niezłomnej woli zwycięstwa w walce o wolność.

Szczegółowych informacji o naszej historii udzielił zapewne prezydentowi USA jego doradca, profesor Polonus. Uczony ten nie poinformował oczywiście Trumpa o tym, jak i dlaczego straciliśmy niepodległość. Jaką rolę odegrali w tej katastrofie narodowej dobrze urodzeni i majętni (bene nati et possessionati). Nie należeli do nich najsławniejsi Polacy – astronom Mikołaj Kopernik i kompozytor Fryderyk Chopin. Nie potrafię powiedzieć, w jakiej mierze Kopernik czuł się Polakiem. Podobno nie zachowało się ani jedno jego zdanie po polsku, Kopernik pisał po łacinie i niemiecku. Natomiast faktem jest, że swoje epokowe dzieło „O obrotach sfer niebieskich” pisał w Polsce, a więc w kraju wyjątkowo tolerancyjnym, bez wojen religijnych, prawie bez stosów.

Nie mieliśmy nocy św. Bartłomieja, nie spaliliśmy żadnej polskiej Joanny d’Arc. W ogóle warto pamiętać, że stosunek Polaków do kobiet był nad wyraz pozytywny, nie darmo co starsi Polacy całują nas w rękę, a niedługo po odzyskaniu niepodległości kobiety od razu miały pełnię praw obywatelskich. Nie darmo królową Polski jest częstochowska Maryja.

W parze z tolerancją przez wieki prosperowali u nas imigranci: Niemcy, Żydzi, Ormianie, a nawet wyznawcy islamu – Tatarzy. Jednym słowem, wyprzedziliśmy modę na multi-kulti. Jak z tego wynika, w wielu sprawach byliśmy nie konserwatystami, lecz prekursorami, nowatorami. Taka jest prawda, o której w kraju Polish jokes mało kto wie.

Ciekawym przykładem polskiego prekursorstwa jest utwór tak antymilitarystyczny jak „Odprawa posłów greckich”. Ileż krwi musiano przelać, ile wojen stoczyć, by wybitny dramaturg francuski Giraudoux napisał swój dramat „Wojny trojańskiej nie będzie”. Analogia tych dwóch utworów jest po prostu zadziwiająca. Skądinąd warto zauważyć, że piewcami walki zbrojnej byli pisarze, którzy sami nie zaznali walki: Mickiewicz nie brał udziału w powstaniu listopadowym, a Sienkiewicz w styczniowym (nie przyjęto go z powodu niskiej postury i młodzieńczego wyglądu). Grozę wojny ukazywał natomiast Aleksander Fredro, uczestnik kampanii moskiewskiej Napoleona, we wspomnieniach „Trzy po trzy”. Bolesław Prus, kontuzjowany w powstaniu styczniowym, uważał, że wojna nie jest sposobem rozwiązywania ludzkich spraw. Ten sam Prus w swoim programie przestrzegał przed naruszaniem równowagi między działaniem człowieka a przyrodą. On na pewno nie skąpiłby pieniędzy na walkę z ociepleniem klimatu.

Z tych skrótowych, niepełnych refleksji wynika dwutorowość naszej polskiej historii. Obok wartkiego strumienia nowatorstwa gnuśniało rozlewisko konserwatywne.

Obecnie jesteśmy w Polsce świadkami osobliwego pomieszania z poplątaniem konserwatyzmu i nowatorstwa. Czym się to skończy, nie wie nikt. Oby nie wojną, do jakich nieraz już doprowadzili możni tego świata.

Ach, kiedyż wykujem, strudzeni oracze,
Lemiesze z pałaszy skrwawionych?
Ach, kiedyż na ziemi już nikt nie zapłacze
Prócz rosy łąk naszych zielonych?

Mieczysław Romanowski, obiecujący młody poeta, zginął w powstaniu styczniowym

Wydanie: 30/2017

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy