Wykręcić młodych z internetu

Wykręcić młodych z internetu

Dwie trzecie publicznych wypowiedzi polityków jest prawdziwych. Reszta to wystąpienia fałszywe albo manipulacje

Bartosz Pawłowski – starszy analityk platformy fact-checkingowej Demagog

Czy polscy politycy dużo kłamią?
– Dużo to pojęcie względne, ale z naszych wyliczeń wynika, że dwie trzecie publicznych wypowiedzi polityków jest prawdziwych. Reszta to wystąpienia fałszywe albo manipulacje.

Czym się różnią od siebie te dwie ostatnie kategorie?
– Fałsz ma proste zaprzeczenie. Teza zawarta w fałszywej wypowiedzi musi stać w sprzeczności z dostępnymi źródłami. To musi być coś wyraźnie innego, prowadzącego do wniosków przeciwnych do prawdy. Natomiast manipulacja występuje najczęściej, gdy w jednej wypowiedzi prawdziwe i nieprawdziwe tezy stają obok siebie. Trochę tak, jakby powiedzieć, że skoro na dworze jest ciepło, to na pewno musi być lato, a nie po prostu mamy słoneczny dzień w kwietniu czy maju.

Taka weryfikacja przypomina syzyfową pracę, bo wystąpień publicznych jest mnóstwo, czasu na ich sprawdzenie potrzeba dużo, a moce macie ograniczone. Jak Demagog wybiera wypowiedzi, które potem weryfikuje?
– Po pierwsze, sprawdzamy media ogólnopolskie głównego nurtu. Po drugie, wybieramy te wypowiedzi, które – przynajmniej na pierwszy rzut oka – są sprawdzalne, bo odnoszą się do danych statystycznych czy zapisów prawnych. W większości jednak polscy politycy wypowiadają słowa nacechowane emocjonalnie, abstrakcyjne, gloryfikujące samych siebie i oskarżające innych. Te wystąpienia zostawiamy, bo w nich nie ma czego sprawdzać. Statystyki Demagoga pokazują, że w 15-minutowym wywiadzie radiowym zwykle padają tylko trzy-cztery deklaracje warte sprawdzenia. Reszta to pustosłowie.

Jak politycy reagują na weryfikacje Demagoga? Demagogicznie?
– Bardzo różnie, wręcz skrajnie. Raz zdarzył nam się przypadek znanego polityka, który w ciągu kilku dni najpierw pochwalił nas w mediach społecznościowych i użył naszej weryfikacji do polepszenia swojego wizerunku, a zaraz potem, gdy wytknęliśmy mu fałsz, opisał nas jako studenciaków próbujących niezdarnie sprawdzać jego działalność.

Zdarzają się kontry do waszych ocen?
– Reakcję polityków łatwo przewidzieć: weryfikacje pozytywne promują natychmiast, a fałsze i manipulacje odrzucają. Jesteśmy otwarci na dyskusję, rozpatrzenie innych źródeł i tę postawę staramy się też promować wśród polityków, choć na razie z umiarkowanym sukcesem.

Czym jest fact-checking z profesjonalnego punktu widzenia? Jakich narzędzi używacie w tym procesie?
– Najprościej mówiąc, to po prostu sprawdzanie wypowiedzi poprzez porównanie z ogólnodostępnymi źródłami. Najlepiej widać to na przykładach, chociażby reformy sądownictwa z lipca 2017 r. Wtedy prawie cała nasza praca skupiała się na czytaniu – linijka po linijce – kolejnych nowel i wersji ustaw, bo fałszywych i manipulowanych wypowiedzi na ten temat przybywało lawinowo. Najczęściej nie dotyczyły wcale samych treści dokumentów, ale dylematów z gatunku jajka i kury. Politycy bardzo często twierdzą, że zmiany w prawie czy zjawiska społeczne były konsekwencją ich własnych działań – bo coś zrobili, byli w czymś pierwsi. To najszybsza droga do manipulacji, ale też najtrudniejszy dla Demagoga rodzaj wypowiedzi do weryfikacji.

Bez dostępu do informacji publicznej wasza praca nie byłaby możliwa.
– Archiwa sejmowe, dane GUS czy dokumenty ministerialne są dla nas fundamentalne w fact-checkingu. Choć regularnie nam się zdarza, że dostępu do dokumentów nam się nie przyznaje. Demagog nie jest jednak instytucją, która komukolwiek zagraża. Nie upubliczniamy tajemnic państwowych. Chcemy po prostu, żeby każdy obywatel, który rano, jadąc samochodem, słucha dyskusji polityków w radiu, wiedział, że nie wszystko, co tam usłyszy, musi brać dosłownie.

Nie boisz się, że ta mrówcza praca ginie w szumie medialnym i natłoku informacji, również fałszywych?
– Nie tyle się boję, ile widzę, jak szybko to przelatuje bez echa. Widoczność działań Demagoga zależy od tematu. U nas też zdarzają się sezony ogórkowe, tak jak w polityce. Wykonujemy jednak naszą pracę z trochę innym przeświadczeniem. Archiwizując wypowiedzi polityków, budujemy w ten sposób bazę, do której każdy może wrócić, kiedy chce. Próbujemy w ten sposób dojść do momentu, w którym świadomość społeczna będzie na tyle duża, że ludzie będą z tego korzystali sami, i to regularnie. A my zdobędziemy taki autorytet, że zmusimy polityków do bardziej uważnych wypowiedzi, ponieważ zadziała groźba wytknięcia fałszu.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 21/2019, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. archiwum prywatne

Wydanie: 21/2019

Kategorie: Wywiady

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy