Wykształcenie i bezkrytycyzm

Wykształcenie i bezkrytycyzm

Badacze mediów opowiadają, że większość ludzi oglądających telewizję nie rozumie tego, co się do nich mówi z ekranu. Czy głoszone są stamtąd treści zbyt głębokie? Czy język jest zbyt wyszukany, skomplikowany, abstrakcyjny? Ani jedno, ani drugie. Nie można też doszukać się przyczyny w słabym wykształceniu przeciętnego telewidza. Ludzie przeciętni, a nawet gorzej niż przeciętni mają zazwyczaj dość przebiegłości i sprytu, żeby wydobyć potrzebne sobie wiadomości nie tylko z mowy zawiłej, nie tylko z tego, co mówca chciał powiedzieć, ale również z tego, co niechcący napomknął lub chciał ukryć. Tajemnica niezrozumiałości telewizyjnego języka, skądinąd tak przecież prostego, że już więcej uprościć się nie da, tkwi w braku zainteresowania u odbiorcy.
Ośmieszono “gadające głowy”, ponieważ podobno prawie nikt nie chciał ich słuchać i uchodziły za krańcowy wyraz nudy i niezrozumiałości, a jak sobie przypominam, nie dawano im gadać dłużej niż pół godziny. Tymczasem w Niemczech tego rodzaju audycje cieszą się wielkim zainteresowaniem i trwają po 2-3 godziny. Jeżeli już dyskutować, to dogłębnie i na ważne tematy, wówczas nie będzie to niezrozumiałe ani nudne. Dla Niemców, mówię, bo u Polaków potrzeba rozumienia spraw nie wiążących się z ich prywatnymi potrzebami jest bardzo nikła.
Tydzień temu poruszałem temat wyższego wykształcenia w związku z konkretną sprawą, teraz chciałbym się zastanowić, jaki ono ma wpływ na odbiór przekazu medialnego – telewizyjnego, prasowego, radiowego. Uznajemy za oczywistość, że człowiek z wyższym wykształceniem więcej rozumie, ale przede wszystkim jest bardziej krytyczny i nie tak łatwo da sobie wmówić jakieś głupstwa jak ci, co nie mają takiego wykształcenia. Tymczasem badania opinii publicznej nie potwierdzają takiego przekonania. Ze wszystkich sondaży wynika, że osoby z wyższym wykształceniem mają poglądy bardziej zbliżone do tego, co głoszą media niż respondenci z podstawowym lub średnim wykształceniem zamieszkali w małych miejscowościach lub wsiach. Jak się spodziewaliśmy, wyższe wykształcenie ułatwia rozumienie tego, co mówią w telewizji, zwiększa zainteresowanie przekazem, ale, niestety, osłabia krytycyzm i tworzy większą podatność na medialną indoktrynację nawet wówczas, gdy jest ona fałszywa. Można więc się spodziewać, że pod wpływem mediów trzecie proroctwo fatimskie będzie traktowane przez ludzi z wyższym wykształceniem z większą powagą niż przez pozostałą część ludności. W oczach ludzi wykształconych bowiem komentarz kardynała Ratzingera, skądinąd pełen ostrożności, podnosi pogańskie wróżbiarstwo do poziomu wiedzy ezoterycznej, podczas gdy dla nic nie rozumiejących z tego wszystkiego prostaczków tajemnica fatimska jak była, tak jest zwyczajnym zabobonem, w który trzeba wierzyć jak we wszystkie inne świętości. Na tym przykładzie możemy sobie wyraźniej zdać sprawę z tego, co daje rozumienie, a co nierozumienie przekazu medialnego. Z mojego rachunku wynika, że jedno jest warte drugiego.
Media angażują się w krucjatę przeciwko rozmaitym siłom zła i czasami odnoszą spektakularne zwycięstwa. Największym było doprowadzenie do przegrania przez USA wojny w Wietnamie. To wydarzenie powoli wypada ludziom z pamięci, a warte jest przypominania. Ludzie z wyższym wykształceniem myśleli tak, jak indoktrynowały media, odmienny sąd najczęściej spotykało się wśród prostaków – mówią o Ameryce. Obecnie media namawiają nas na “globalne społeczeństwo obywatelskie” i ludzie z wyższym wykształceniem już są za, niewykształceni natomiast nie rozumieją, co znaczy “globalne społeczeństwo obywatelskie” i pozostają nieufni lub obojętni. Tamci też nie rozumieją, ale im to nie przeszkadza optować za wspaniałą ideą. Trzeba mieć jeszcze wyższe wykształcenie, aby popierać zgodnie z zaleceniami mediów zbrojną interwencję humanitarną, jak ta w Kosowie na przykład, gdzie zabito parę tysięcy osób cywilnych, zburzono kilka mostów, gmach telewizji, fabryki i inne obiekty cywilne, nie poświęcając życia ani jednego żołnierza amerykańskiego i nie czyniąc prawie żadnej szkody wojskowym jugosłowiańskim. Ludzie z bardzo wyższym wykształceniem zadowalają się podsuwanym przez media usprawiedliwieniem przez humanitaryzm. Nie tak bardzo wykształceni natomiast, nie rozumiejąc tego uzasadnienia, przeprowadzają prosty rachunek: jeśli całość kosztów tej wojny poniesionych przez NATO podzielić przez liczbę zabitych wojskowych jugosłowiańskich, to okaże się, że zabicie jednego kosztowało 2 do 3 milionów dolarów. Tak więc sławione przez media zwycięstwo nad Serbią było jeszcze większym idiotyzmem niż przegranie na życzenie telewizji wojny w Wietnamie.
Historycy mówią, że państwo wprowadziło powszechne nauczanie czytania i pisania po to, by obywatele mogli czytać zarządzenia biurokratyczne. Dziś wykształcenie wyższe jest niezbędne, aby zrozumieć pozaobrazkowy przekaz medialny i poddać się indoktrynacji.

Wydanie: 29/2000

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy