Wpisy od Jerzy Domański
Tak dla sześciolatków
Co można pomyśleć, gdy człowiek usłyszy, że jest miejscowość na Podlasiu, gdzie dzieci dojeżdżają do szkoły tym samym autokarem co więźniowie do pracy, a dyrekcji szkoły ani samorządowi zupełnie to nie przeszkadza? W pierwszym odruchu, że głupota nie zna granic. W drugim, że nasz system edukacyjny jest chory. A w trzecim? Że przy wszystkich uwagach krytycznych wobec polskiej szkoły to nie może być punkt odniesienia w poważnej dyskusji. Zwłaszcza teraz, gdy do społeczników, którzy zebrali prawie milion podpisów za referendum, dołączyli politycy. A dla nich
Przyśpieszona lekcja pokory
Szampan chłodzony w ratuszu na Ursynowie nie mógł smakować inicjatorom warszawskiego referendum. Miny polityków, którzy przyszli świętować odwołanie Hanny Gronkiewicz-Waltz, były tak ponure, że żona Piotra Guziała nie wytrzymała i krzyknęła na całą salę: „Piotrek, uśmiechnij się!”. Niewiele to dało. Bo Guział, który jeszcze w sobotę uważał, że ma zwycięstwo w kieszeni, w niedzielny wieczór bardziej przypominał dziecko, któremu ktoś wyrwał zabawkę, niż zwycięzcę idącego po władzę. Na twarzy miał wypisaną przyśpieszoną lekcję pokory. Drogę od triumfalizmu do klęski. Zbytnio uwierzył sondażom,
Krótka pamięć Buzka
Przeproś albo milcz, pomyślałem, gdy były premier Buzek zaczął się wypowiadać na temat reformy emerytalnej, którą sam wprowadzał. Zrobił to zresztą w taki sposób i tak zręcznie, jak tylko on umie. Bo czyż nie jest znakiem firmowym Buzka umiejętność takiego ustawiania się wobec trudnych spraw, jakby był tylko ich komentatorem, a nie decydentem? A jest przecież pierwszy na liście, długiej niestety, odpowiedzialnych za skutki tej reformy. Chyba że prawdziwsza jest opinia tych, którzy uważają, że ani wtedy, gdy podpisywał pakiet reform, ani
Zostaję w domu
A mogło być tak. Gdy Lech Kaczyński został prezydentem RP, na prezydenta Warszawy PiS wystawiło Kazimierza Marcinkiewicza. I zimą 2006 r. niewiele brakowało, by ekspremier z PiS został wybrany. Ciekawe, w jakim miejscu byłaby dziś stolica po latach jego rządów? Można gdybać, ale jedno jest pewne. Trudno byłoby mu postawić zarzut, że nie ma kontaktu z mieszkańcami. Warszawiacy oglądaliby go codziennie. Głównie za pośrednictwem mediów, bo Marcinkiewicz okazał się celebrytą z powołania. Jego żywiołem są zaś występy przed kamerami. Byłby więc Kaz
Obywatel talib
Co myślę, kiedy widzę obywatela, który domaga się od drugiego obywatela, a konkretniej od obywatelki, by rodziła nawet wtedy, gdy płód jest ciężko i nieodwracalnie uszkodzony? Że są w Polsce ludzie i całkiem liczne środowiska, których misją jest zbawianie świata poprzez robienie innym ludziom piekła na ziemi. Potrafią w mistycznych uniesieniach, których źródłem są dogmaty religijne, żądać prawnych nakazów czy zakazów mających regulować wszystko i dotyczyć każdego. Również tych, którzy nie wyznają ich wiary. Bo przecież to oni są strażnikami i obrońcami życia, i to w takiej
Falstart prezesa
Nowy prezes Najwyższej Izby Kontroli zaczął rządy jak rasowy celebryta. Zgodnie z zasadą, że dla celebryty najważniejsze jest, by o nim mówili. Dobrze czy źle – to w gruncie rzeczy nieważne, bo i tak liczy się tylko obecność w mediach. Ach, jak oni lubią kamerki i mikrofony. Ale żeby w takie buty wchodził prezes poważnej instytucji? I to z czym? Z kontrolą przygotowań do igrzysk olimpijskich w Londynie! Bo zdobyliśmy tam tylko dziesięć medali. Wiadomo, że urzędnicy NIK, jak wszyscy urzędnicy na świecie, chcą pomóc w ocenie
Jest dobrze. Ale komu?
Najbardziej w tym, co obserwuję w relacjach rządu ze związkami zawodowymi, brakuje mi powagi. Ten rząd nie traktuje związkowców jak partnerów, choć również władza liberalna, mimo doktrynalnej niechęci do organizacji pracowniczych, i tak jest na nich skazana. I rząd, czy chce, czy nie, musi słuchać, co mówią centrale związkowe. Słuchać i rozmawiać. Analizować, liczyć i przekonywać do swoich racji. Związkowców nie trzeba kochać, ale warto widzieć w nich partnerów. Są nimi, bo mają silną, demokratyczną legitymację pochodzącą z bezpośrednich wyborów. Ten mandat sprawia
OFE-problem do likwidacji
Smutno się robi człowiekowi, gdy słucha naszych ultraliberałów. Tego, jak kluczą. I jak kłamią. Jak każdego spoza swojego grona mają za durnia albo, co pewnie jeszcze gorsze, za gęś do oskubania i upieczenia. Tak bowiem przez 14 lat traktowali przyszłych emerytów. Poobsadzali wszystkie strategiczne miejsca w biznesie emerytalnym, który sami zresztą stworzyli poprzez reformę systemu emerytalnego. Twórcy tej reformy od lat przewijają się a to przez rady nadzorcze lub zarządy, a to przez władze rozmaitych towarzystw powiązanych z tą branżą. Wpływowi
Sześćdziesiątka Ungiera
Jest zwolennikiem polityki dyskretnej i zakulisowej. Tak można napisać o komentatorze wydarzeń. Ale Marek Ungier nie jest przecież obserwatorem polityki, wręcz odwrotnie. Może być modelowym dowodem na to, że i w polskiej polityce zdarzają się ludzie potrafiący sprostać najwyższym wymaganiom i najtrudniejszym wyzwaniom. Ungier ma niezwykły talent do nawiązywania kontaktów i pozyskiwania zaufania i sympatii ludzi. Zawdzięcza to paru cechom, które zwykle występują rozłącznie, a u niego tworzą interesującą całość. Jest elegancki wobec wszystkich, bez względu na ich pozycję
Uczeń przegrany na starcie
Wystartowali. Dzieci, które zaczynają naukę, zwykle cieszą się z tego, że idą do szkoły. Niestety, to nastawienie dość szybko się zmienia. Na gorsze. A za to odpowiadają przecież nie krasnoludki, tylko dorośli. Poobsadzani w różnych rolach w systemie edukacyjnym. Ale też rodzice, a i dziadkowie, bo coraz częściej to na nich spadają obowiązki związane z kontaktami ze szkołą. Skoro najmłodsi chcą iść do szkoły, to zastanawia mnie, skąd tak powszechna niechęć do rozpoczynania nauki przez sześciolatki. W tym roku szkolnym tylko 15% sześciolatków poszło do szkoły. Prawidłowość jest






