Wpisy od Jerzy Domański

Powrót na stronę główną
Felietony Jerzy Domański

Premier z Perugii

Sezon ogórkowy w mediach zaczął się w tym roku wyjątkowo wcześnie. Od występów Jana Marii Rokity w pięknej włoskiej Perugii. Rokita jest politykiem szczególnego rodzaju. Bardzo oryginalnym nawet na polskie warunki, gdzie nie brakuje dziwaków i ekscentryków. Uznawany przez część środowisk prawicowych bez mała za guru. Ma swoich wyznawców mimo wpadek, które każdego innego dawno by pogrzebały. Dla mnie Rokita jest przykładem człowieka, którego oceny tak bardzo rozmijają się ze światem realnym, że gdyby wydarzenia w Polsce miał

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Jerzy Domański

Urodzaj na kombatantów

Malowanie tego, co było w Polsce przed 1989 r., coraz czarniejszymi farbami jest już tylko przejawem kompletnej bezradności i wściekłej frustracji prawicowych polityków i mediów walczących między sobą o władzę. Gryzą się praktycznie o wszystko, a tym, co ich jeszcze łączy, jest wiara w czarną legendę PRL. Widzę w tych zachowaniach pewną prawidłowość. Im mniej samozwańczy weteran walki znaczył przed zmianą systemu (a o jego opozycyjności często nie wiedziała nawet najbliższa rodzina), tym bardziej pcha się dziś po ordery.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Jerzy Domański

Kalisz z wozu, komu lżej?

Z ogólnym przesłaniem wszyscy się zgadzają. A przynajmniej udają zgodę. Bo trudno polemizować z poglądem, że wielobarwna i różnorodna w zainteresowaniach lewica – jeśli chce coś znaczyć – musi ze sobą współpracować i szukać porozumienia. Tylko idąc tą drogą, polska lewica może wypracować atrakcyjną ofertę programową na szybko zbliżające się potrójne wybory. I co dla wyborców jest równie ważne – pokazać, że nie tylko ma ławkę kadrową, ale że siedzą na niej ludzie kompetentni i sprawniejsi intelektualnie i organizacyjnie od obecnej ekipy rządowej. Efekty

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Jerzy Domański

Trener bez drużyny

Mieli być jak Barcelona i grać jak hiszpańska drużyna marzeń, która od lat królowała w światowej piłce. Tak Platforma Obywatelska miała rządzić w Polsce i w naszej polityce. Bo przecież nie miała z kim przegrać. A do drużyny trener Tusk pościągał wielu dobrych graczy z prawej i lewej flanki. Długo dawało to dobre efekty. I na polską ligę polityczną wystarczało. Ale dziś o drużynie Tuska można już mówić tylko w czasie przeszłym dokonanym. Przede wszystkim nie ma już tej drużyny. Jest jeszcze nazwa Platforma Obywatelska,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Jerzy Domański

Głupi, głupszy, najgłupszy

Im więcej wokół mnie jazgotu i bredzenia wszechobecnych wielepów, czyli ludzi zawsze wiedzących lepiej od innych, tym częściej i życzliwiej myślę o kulturze. I to nie o tej masowej i popularnej, która jakoś sobie radzi, ale o niszowej, z górnej półki. Tej, której dziś jest najtrudniej. Bo nie mieści się w obecnym systemie zarządzania kulturą. Systemie, który opiera się na rozbudowanym kadrowo Ministerstwie Kultury i dziesiątkach instytucji centralnych. Czego efekt jest taki, że niewydolny, sformalizowany i zbiurokratyzowany system pożera większą część środków finansowych przeznaczonych

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Jerzy Domański

Kto nie płacze po Gowinie?

Za swój wielki ministerialny sukces i powód do chwały Jarosław Gowin uważa otwarcie zawodów. Ale przecież to nie on był prekursorem deregulacji. Bo gdyby nie premier Tusk, który szeroko otworzył rząd dla niefachowców, to filozof z Krakowa nigdy by nie został ministrem sprawiedliwości. Bez Tuska nie byłoby błyskotliwej kariery medialnej Gowina. Kamer, wywiadów i komentarzy na każdy głośny temat. Czyli nie byłoby też festiwalu samochwalstwa i stroszenia piórek, na którym polityk PO zbudował swoją pozycję polityczną. O niebo lepszą niż przed ministrowaniem. Współtwórcy tego sukcesu, czyli

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Jerzy Domański

Wspólnota czytaczy

Młody człowiek budzi się nagle, bo miał koszmarny sen. Śniło mu się, że ktoś go porwał i kazał czytać książkę. To, niestety, nie jest abstrakcyjny dowcip, lecz coraz realniejszy opis życia. Dla ludzi, którzy pamiętają majowe kiermasze książek pod Pałacem Kultury i Nauki i nie tylko, bo organizowano je też w wielu innych miastach, masowy upadek czytelnictwa jest zjawiskiem z gatunku końca świata. Oczywiście naszego świata. Tego, w którym czytanie było i jest jedną z największych przyjemności. A człowiek, zwłaszcza inteligent,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Jerzy Domański

Kłótnie większe niż różnice

To, niestety, nie jest ten komunikat, na który od wielu lat czekają wyborcy o poglądach centrolewicowych i lewicowych. Informacji jest nawet aż za dużo, tyle że wszystkie złe. Kłótnie i podziały, epitety i intrygi, stare i nowe porachunki to serial widowisk, z których przyjemność czerpią środowiska prawicowe. Lepiej by pewnie było, gdyby nie mając Polakom nic wartościowego do przekazania, politycy z rodowodami lewicowymi milczeli. Brak słów przynajmniej nie pozbawiałby wyborców nadziei, że pojawi się siła polityczna, która wreszcie serio potraktuje ich problemy. Słowa

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Jerzy Domański

A u nas ciągle „jakoś to będzie”?

Szok. Paraliż myśli. Najtrudniej było w ów tragiczny, sobotni poranek 10 kwietnia. Przed oczyma przewijał mi się w przyspieszonym tempie film z udziałem osób, które zginęły w katastrofie. Bo jeszcze niespełna dobę wcześniej na warszawskich Powązkach wspólnie żegnaliśmy wybitnego intelektualistę i mistrza pióra Krzysztofa Teodora Toeplitza. Jurek Szmajdziński szykował się do wyborów prezydenckich, Jolanta Szymanek-Deresz była szefową jego sztabu, a Izabela Jaruga-Nowacka bardzo ich wspierała. Od poniedziałku mieli ostro pracować. Czekała ich seria

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Książki

Po prostu Tuszyński

Jego nie da się podrobić. I, niestety, nie da się też zastąpić nowym modelem. Żeby tak pisać o sporcie, trzeba najpierw dobrze ten sport poznać i pokochać. To warunek wstępny i oczywiście niezbędny. A później? Jeśli wystarczy talentu, zostanie do wykonania wielka praca. Ciężka, wręcz katorżnicza robota. Za to efekt może być tak niezwykły jak w jego przypadku. Dziesiątki lat pracy, by wystarczyło po prostu powiedzieć: Bogdan Tuszyński. I wszystko jasne. To nazwisko ma w sobie taki ładunek emocji,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.