Wpisy od Jerzy Domański
Po co mamy kartkę?
Życie wydawcy w Polsce jest coraz trudniejsze. Z jednej strony, tygodnik opinii powinien mieć ambicję pisania o sprawach, które są najważniejsze w dłuższej perspektywie, a z drugiej, wiadomo, że tzw. trudne tematy spotykają się, delikatnie mówiąc, z umiarkowanym wzięciem u czytelników. Coraz większy jest, niestety, rozdźwięk między tym, co się dobrze sprzedaje, np. serialem wdowy, wdowcy i dzieci smoleńskie, a tym, co faktycznie i nieuchronnie będzie wpływało na przyszłość Polski czy kształt naszej demokracji. Byłbym hipokrytą, gdybym na kilka dni
A tak bardzo się starali
Mocno mną tąpnęło, gdy w gazecie do niedawna oficjalnie propisowskiej, a obecnie będącej w sporze z prezesem partii, przeczytałem, że czołowy jej autor, człowiek oczywiście całkowicie niezależny, bo inni tam przecież nie pisują, boi się o naszą demokrację. Tyle razy jego środowisko robiło tej demokracji najgorsze numery, sprawdzając jej odporność na infekcje i nie przejmując się losem tego delikatnego tworu. A tu proszę, sami zaczęli się bać. I to czego? Skutków końca misji (!) Jacka Karnowskiego w telewizyjnych „Wiadomościach”.
Wyboista droga in vitro
Gdy w grudniu 2003 r. redakcja „Przeglądu” wręczała Busole – nagrody dla ludzi, którzy pokazują drogę innym – wśród laureatów był prof. Marian Szamatowicz. Białostoczanin, mistrz polskiej ginekologii, dostał wówczas dyplom za „podarowanie macierzyństwa tysiącom kobiet”. W laudacji na jego cześć powiedziałem wtedy, że „16 lat polskiego in vitro to wielka przemiana społeczna i światopoglądowa. To dzięki także prof. Szamatowiczowi niepłodność nazywa się wreszcie chorobą, a in vitro nie jest już grzeszną metodą”. Siedem lat temu o in vitro
Polska gospodarka pnie się sama
Prof. Marek Belka, prezes NBP To dobrze, że nie jesteśmy w strefie euro, że mamy elastyczność złotego. Ale na dłuższą metę nie da się tego utrzymać – Jakoś ciszej zrobiło się wokół NBP. – Naprawdę? Wciąż nam się zarzuca, że za dużo mówimy – zarówno ja, jak i członkowie Rady Polityki Pieniężnej. – Mówicie, bo dziennikarze was pytają. A powód tych pytań też jest oczywisty – chyba nigdy nie było tak niejasnych uwarunkowań, jeśli chodzi o sytuację
Show zamiast rozumu
Bezradność, znużenie, bezsilność. Tak swój stan ducha opisują czytelnicy „Przeglądu” w listach do redakcji czy do mnie. Skarżą się na coraz większy bezsens tego, co słyszą w telewizji z ust polityków, którzy w szybkich, parozdaniowych komentarzach, bo czas antenowy kosztuje, opisują trudne sprawy metodą show. Nie musi być mądrze. Ale musi być wyraziście, z przytupem, tak by skupić uwagę na mówcy. Po tym jakiś banał wygłoszony przez dziennikarza, który na tę chwilę przyjmuje minę odkrywcy Ameryki i dalej. Kolejny polityk i kolejny Kolumb. I tak przez cały dzień.
Wyłączone sumienia
Najpierw pokasowano zakłady, które dawały ludziom pracę i szansę na jakie takie warunki do życia. Później stopniowo likwidowano regionalne połączenia kolejowe, a autobusy choć zaczęły jeździć coraz rzadziej, były coraz droższe. Ludzie jednak zostali. Zostali, bo musieli. Bo i gdzie mogliby pójść, jeśli podobne problemy miała bliższa i dalsza okolica? Zostali więc w swoich wioskach i miasteczkach. Za mało ekspansywni, by wyjechać za robotą za granicę, trzymali się tego, co znali. Wstydliwi przegrani 20 lat transformacji.
PO w żelaznym uścisku
To będzie prawdziwa wojna. O wiele bezwzględniejsza od tej, którą Jarosław Kaczyński ogłosił i z żelazną konsekwencją prowadzi po przegranych wyborach prezydenckich. Wojna świadomie, bo bez rzekomych emocji i traumy, zaplanowana. I traktowana czysto instrumentalnie. Jako skuteczny sposób na obalenie obecnego porządku. Nie tylko politycznego. Ambicją Kaczyńskiego jest bowiem wywrócenie stolika ustrojowego. Obecną III RP ma zastąpić nowy system, kompilacja realizowanego w latach 2005-2007 projektu IV RP i wniosków, jakie PiS wyciągnęło po tamtej porażce parlamentarnej. Autorzy tej koncepcji świetnie wiedzą,
Ziobro kluczy i kłamie
Jak on to lubi. Nic się w tej Brukseli nie zmienił. Widać, że jest wyposzczony, bo tacy bezjęzykowi osobnicy jak on kręcą się tylko po obrzeżach Parlamentu Europejskiego. Przy zerowym zainteresowaniu tamtejszych mediów. Bo te przecież dość mają własnych dziwolągów, i to znających jakieś narzecze. Za to w Polsce Zbigniew Ziobro jeszcze może liczyć na kamery telewizyjne i mikrofony. I na zainteresowanie dziennikarzy. Z tym, że teraz są to głównie dziennikarze śledczy i sprawozdawcy sądowi. Bo i rola Ziobry w ostatnich latach bardzo się zmieniła. Nie jest już aroganckim ministrem
Pani Ela nie rozumie
Gdyby w Polsce instytucjami najbardziej dyskryminowanymi były Kościół katolicki i rząd, to Elżbieta Radziszewska byłaby świetnym kandydatem na rzecznika ds. równego traktowania. Ma bowiem ku temu wszelkie kompetencje. Bo choć już od czterech kadencji jest w Sejmie, to została zapamiętana tam przede wszystkim jako gorąca zwolenniczka objęcia parlamentu patronatem Matki Polskiej Trybunalskiej. Ta misja nie zakończyła się co prawda sukcesem, ale żarliwość Radziszewskiej została zapamiętana przez hierarchów. Premier Tusk, gdy powoływał ją w przeddzień Dnia Kobiet na pełnomocnika rządu ds. równego traktowania,
Samotność prezydenta
Drewniany, często stary i zbutwiały, albo metalowy, mocno przeżarty korozją krzyż to widok, który zna każdy, kto choć trochę jeździ po Polsce. Nie trzeba zresztą dalekich wypraw. Takie zaniedbane i zapomniane krzyże mamy często w zasięgu wzroku. I jakże te tysiące kontrastują z tym jednym jedynym, który postawiono na Krakowskim Przedmieściu, by samozwańczy komitet, za którym schowali się politycy PiS, mógł przez parę miesięcy pleść, co tam komu do głowy przyszło. Nie chodziło przecież o krzyż. Chodziło i chodzi o pomnik. I to nie pomnik ofiar katastrofy






