Wpisy od Jerzy Domański
Media publiczne do raportu
Jest spokojniej i normalniej. Ale to tylko pozory. Na zapleczu toczy się bezpardonowa przepychanka o uratowanie jak największej części z PiS-owskiego desantu. Lobbują za tym szczególnie gorliwie PiS-owskie media. Już bez kamuflażu, za to coraz agresywniej i bezczelniej. Okazuje się, że wśród beznadziejnie marnych mianowańców pogonionej władzy jest cała masa wybitnych menedżerów i fachowców, których trzeba zostawić. Nawet tak zacietrzewiony PiS-owiec jak Mariusz Kamiński, szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego, okazuje się dla niedowidzącego komentatora „Rzeczpospolitej” modelowym bezpartyjnym
Po owocach ich poznamy!
To, co przyjemne, rząd Donalda Tuska ma już za sobą. Paradoks? Nie! To po prostu realna ocena położenia, z którego rząd PO-PSL startuje. Po wygranych wyborach sam Tusk i Platforma Obywatelska mają wielki handicap w postaci ogromnego kredytu zaufania i równie wielkiej nadziei na przywrócenie w życiu politycznym normalności i standardów demokratycznych. Tyle że, jak to w Polsce bywa, gdy jedni się cieszą i klaszczą nowemu rządowi, drudzy wręcz odwrotnie. Ci drudzy to nie byle kto. PiS ma za sobą poparcie pięciu
Niby-informacje niby-dziennikarzy
Kiedy czytam w tak osobliwych gazetach jak choćby Springerowski „Dziennik” doniesienia o nieuchronnym rozpadzie LiD, to zastanawiam się, czego jest tu więcej. Ignorancji czy bezczelności? Wychodzi na to, że i jednego, i drugiego. Takie odnoszę wrażenie z lektury kolejnych tekstów „Dziennika”. Precyzyjniejsze byłoby zresztą inne słowo. Nie tekst, ale „niby-informacja” o kimś z listy wrogów PiS. Czytam takie coś i widzę siedzącego przy komputerze ignoranta o wyjątkowo złej woli. Ignoranta, który z hucpiarskim zadęciem wali cepem. I tak mu ten cep jakoś
Oddawanie władzy á la PiS
Srogie rozczarowanie spotyka tych, którzy pogonili PiS, bo gremialnie zagłosowali na PO. Wyborcy mieli prawo liczyć na to, że ich werdykt, podobnie jak to się dzieje w krajach demokratycznych, będzie uznany również przez partię odsuniętą od władzy. Tak to bowiem jest w demokracjach, że przegrany cichnie i przesiada się na ławy opozycji. Wyborcy, którzy pokazali PiS czerwoną kartkę, mogli się spodziewać, że politycy tej partii zrobią jakiś rachunek sumienia i od siebie zaczną analizę przyczyn własnej klęski. A że jest się nad czym
Sprzątanie po PiS
Wybory pokazały przede wszystkim, jak bardzo Polacy są podzieleni. Tydzień temu napisaliśmy na okładce „Po wyborach… przed wyborami. Wojna dopiero się zaczyna”. Tak to widzę. Niestety. Sprzątanie po PiS odbywać się będzie przy nieustających atakach partii, która przegrała, ale która ma ciągle silne poparcie społeczne. Szacuje się, że aż kilkadziesiąt tysięcy ludzi trafiło na rozmaite stanowiska i funkcje dzięki protekcji PiS. Zwolnieniu każdego, nawet najgłupszego i nieuczciwego miglanca, towarzyszyć będzie wielki opór. I fala demagogicznych lamentów i kłamstw.
Wyjść z impasu, tylko jak
Mieli rządzić co najmniej dwie kadencje, czyli osiem lat. Z trudem przetrwali dwa lata. Szli po władzę, rozbudzając wielkie nadzieje. Wygrali wybory, choć poparcie 11% uprawnionych do głosowania nie dawało mocnego mandatu do kształtowania całego państwa według własnego, partyjnego wzorca. I do potraktowania reszty społeczeństwa i wszystkich partii politycznych w taki sposób, jak traktuje się wrogów w podbitym kraju. Wrogów, których trzeba poniżyć i zdominować. Brak umiejętności, ale przede wszystkim chęci współpracy z większością własnego
Głosuj, póki jeszcze możesz
Jakkolwiek by Prawo i Sprawiedliwość i jego premier – kreator obecnej ponurej rzeczywistości – się nadymali, jakichkolwiek by użyli sił, kogokolwiek by jeszcze zamknęli i ilukolwiek Polaków by znowu obrazili, to jedno jest pewne. W najbliższą niedzielę większość Polaków, dotkliwie doświadczonych dwuletnimi rządami tej kuriozalnej ekipy, powie jej precz. Stanie się tak mimo uruchomienia w tej kampanii wszystkich wcześniej zdobytych i zwasalizowanych struktur państwa. Od prokuratur, służb specjalnych przez media publiczne, aż na głównym inspektorze sanitarnym kończąc. Kolejne
Zwykli ludzie w pułapce premiera
Obrazy jak w krainie absurdu. Tylko w telewizji publicznej można zobaczyć kraj, jakiego nie ma, a przecież jest. Widzimy go codziennie w coraz dłuższych sekwencjach w TVP. Najpierw lizusowska, bardzo długa relacja telewizyjna z drobiazgowo wyreżyserowanej wizyty premiera w jakiejś miejscowości. Powód mało ważny. Może lokalna konwencja PiS, a może otwarcie przedszkola. Premier wielce zadowolony z rządu i ze swojej partii. A najbardziej z siebie. Ma powody! On jeden z całej Rzeczypospolitej, od rana do nocy, martwi się o zwykłego człowieka. Zbudował
Po sprawiedliwość do Strasburga
Alicja Tysiąc i Nelly Rokita. Dwie kobiety tak różne, że aż bez punktów stycznych. Alicja Tysiąc pokazała, że bezduszna i brutalnie ingerująca w życie osobiste machina państwowa nie musi być bezkarna. Że można skutecznie dochodzić swoich praw. Oczywiście nie w Polsce. Kraju rządzonym przez PiS, którego rząd wolał zrobić z siebie pośmiewisko, niż wypłacić jej zadośćuczynienie za odmowę wykonania aborcji ze względów zdrowotnych zgodnie z wyrokiem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Rząd Jarosława Kaczyńskiego mimo licznych apeli
Polityk nie bocian
Przylatują i odlatują. Nie bociany, które już chyba docierają do Afryki, ale politycy. Mniej przywiązani do gniazd niż te ptaki. Wędrują po partiach i listach wyborczych. Idealistów te wędrówki oburzają. Ale większość obserwatorów tylko śmieszą. Powstają przecież takie dziwolągi kadrowe, że branie ich na poważnie nie ma najmniejszego sensu. A w ogóle to skoro sami politycy się nie szanują, to na co liczą u wyborców? Za miesiąc nie będzie śladu po tych listach. A wstyd i sromota zostaną na długo! Myślę tu też o politykach lewicy, którzy pokazują, jak kończyć nie należy. Od wielu






