Wpisy od Jerzy Domański
W USA już by siedzieli
Prawo i Sprawiedliwość lubi sobie strzelać w stopy. Zapowiedzieli wielką ofensywę w walce o dusze polskiej młodzieży. I co zrobili na początek? Pokazali, do czego używają laptopów. Plaga nieszczęść, jakie spotkały polityków PiS obdarowanych takim sprzętem, nie wzbudzi z pewnością współczucia u młodzieży. Wręcz przeciwnie. Młodzi muszą mieć duży ubaw, słuchając Ziobry i innych, jak ciężko im pojąć te skomplikowane (?) urządzenia. I tak do wcześniejszej opinii o politycznych dziwadłach doszła nowa, kto wie, czy nie boleśniejsza, o umysłowych pierdołach. Zanim
Krokodyle łzy nad lewicą
Dlaczego mamy łagodną zimę? Bo krokodyle przeniosły się nad Wisłę i tu wylewają łzy nad tragicznym losem polskiej lewicy. Im bardziej prawicowe media, tym łzy obfitsze i żal większy. Chorągwie żałobne najwyżej niesie Springerowski Dziennik. Wzorce ma w spadku po założycielu firmy. Wiadomo przecież, jak Axel Springer przez całe życie wspierał ruchy lewicowe. Robił to jednak tak przebiegle, że śladów nie zostawił. Z Dziennikiem niemiecki właściciel ma duży problem, bo gazeta nijak nie może trafić z ocenami. I zwykle pisze
Media bardziej publiczne
Gra o media publiczne jest jedną z najbardziej zaciekłych ze wszystkich, które toczono po 1989 r. A od dwóch lat także najbardziej brutalnych. To, co wówczas zrobiło Prawo i Sprawiedliwość, wcześniej nie mieściło się nikomu w głowie. Przez lata zawierano mniej czy bardziej sensowne kompromisy, były układanki i różne kolory polityczne. PiS to wszystko rozwaliło, robiąc błyskawiczny i totalny skok na te media. Partia braci Kaczyńskich wzięła wszystko. Wszystko, bo oszukała także swoich koalicjantów, czyli Samoobronę i LPR. Przejęto telewizję
Dlaczego Zaremba kłamie
Dziś będzie trochę prywaty. Opiszę Państwu, jak zostałem medialnym watażką. Będzie to trochę historia jak z tego dowcipu o człowieku, któremu wszystko kojarzyło się z d… Z taką tylko różnicą, że springerowski „Dziennik” nie uchodzi za pismo satyryczne, a jeśli już, to za gazetę często przekraczającą granice śmieszności. Zwłaszcza wtedy, gdy wiernie i gorliwie, ale mało rozumnie wspiera PiS. Tak im te bliskie związki z partią braci zamuliły głowy, że w „Dzienniku” wszystko kojarzy się z tą przeklętą, diaboliczną lewicą, która nieustannie na nich dybie. Chorzy
Ziemia na lewo we mgle
Łatwiej dziś przewidzieć, co będzie ze służbą zdrowia, niż opisać sytuację po lewej stronie sceny politycznej. Ziemia na lewo spowita jest mgłą, z której od czasu do czasu dobiega huk petard. Dużo huku, ale efekt mały. Co się z tego urodzi, nie wie nikt. A wielu chciałoby nie tylko wiedzieć, ale wręcz czeka na sensowne projekty polityczne. Kilka milionów ludzi czeka na to od paru lat. Przynajmniej od połowy kadencji rządu Millera. Czeka bezskutecznie. I to jest pierwszy problem polskiej lewicy. Rażące
Kto się boi Ćwiąkalskiego
Pokaż mi wrogów, a powiem Ci, ile jesteś wart. Ta maksyma jak ulał pasuje do prof. Zbigniewa Ćwiąkalskiego, nowego ministra sprawiedliwości. Człowieka najzacieklej atakowanego przez PiS. Dla pretorianów PiS z „Dziennika” i „Rzeczpospolitej” jest oczywiste, że premier Tusk musi go odwołać. Tak oczywiste, że nie pytają, czy go odwoła, tylko kiedy? Przebierając nóżkami do wyeliminowania Ćwiąkalskiego, pokazują, jak bardzo ten krakowski profesor ich uwiera i jak bardzo jest niebezpieczny dla kadrowej kamaryli zbudowanej przez Ziobrę. Wiedzą, kogo i dlaczego chcą
Chwilo trwaj!
Za nami długie świętowanie i oby tylko teraz nie było jak w dowcipie: z długich świąt pamiętam tylko długi. O świętach nie da nam też zapomnieć Poczta Polska, która ma jeszcze u siebie wiele listów i paczek z prezentami. Trafią do adresatów już w Nowym Roku. To taka nowa polska tradycja. Nieważne, jak wcześnie wyślesz list, bo i tak dotrze po czasie. Kalendarz sprzyjał rodzinnym i towarzyskim kontaktom i kto nie kiep, tej szansy nie zmarnował. W kraju było wyraźnie spokojniej. Ubyło awantur, frustracji i hipokryzji. Przybyło
Rok niespodzianek
Kończy się rok, który przyniósł Polakom parę bardzo przyjemnych prezentów. Przede wszystkim dość niespodziewaną zmianę władzy. Nawet ci, co byli w opozycji, uważali, że przed nami jeszcze wiele lat potyczek z obozem braci Kaczyńskich. Potyczki czy nawet bitwy z nimi wpisane są ciągle w kalendarz polityczny. Ale władzę póki co stracili. Piszę w trybie warunkowym, bo jeśli obecna koalicja rozminie się z oczekiwaniami wyborców, to zapłaci taką samą cenę jak PiS, Samoobrona i LPR. Ale przed świętami zostawmy te strachy.
Satrapa i trzech reformatorów
Partia Kaczyńskiego nie daje o sobie zapomnieć. PiS, niezależnie od tego, czy rządzi, czy jest w opozycji, ma identyczną metodę działania. Totalna konfrontacja. Agresywny atak non stop na wszystkich i wszystko, co staje na drodze do państwa rządzonego wszechmocnie, nawet nie przez Prawo i Sprawiedliwość, ale najwyższe, nigdy nieomylne kierownictwo. I to kierownictwo jedno-, góra dwuosobowe. Przez ostatnie tygodnie PiS-owskie media zafundowały nam szmirowate widowisko o dobrych i szlachetnych wiceprezesach PiS, którzy zbuntowali się przeciwko strasznemu despocie Kaczyńskiemu. Trzej świeżej daty
Straszna nieznana karta
Nagle, dla większości społeczeństwa całkiem niespodziewanie, zaczęła się gorąca polityczna debata wokół Karty Praw Podstawowych. O karcie zaczęli się wypowiadać w sposób całkowicie odmienny najważniejsi gracze polityczni. Temperaturę emocji mocno podniosło też twarde weto polskich biskupów. O co więc chodzi w tym sporze? Kartę mało kto w Polsce czytał i niewielu zna genezę jej powstania. Co zupełnie nie przeszkadza politykom związanym z byłym rządem Kaczyńskiego i PiS krytykować ją i straszyć społeczeństwo konsekwencjami, jakie






