Wpisy od Ludwik Stomma
Polska, dzianina czy cytryna
Pisał bezlitosny Boy-Żeleński: „Bo paraliż postępowy / Najzacniejsze trafia głowy”. Wspomniałem te prorocze słowa, dowiadując się, że hasłem tegorocznej kampanii wyborczej PiS jest: „Przyszłość ma na imię Polska”. Co to znaczy? Paraliż postępowy. To po prostu nic nie znaczy, gdyż przyszłość nie ma metryki urodzin, a w związku z tym imienia. Owszem, we wzlotach poetyckich przyszłość urastać może do mirażu i snu o wielkości. Pisał Władysław Bełza: „Żyjmy przyszłością, a stare dzieje / Niańkom zostawmy lub mnichom!”. Albo Adam Asnyk: „Przyszłości
Schetyna wyzwala Oświęcim
Czytam w „Gazecie Wyborczej”: „Nieoficjalnie od polskich dyplomatów dowiedzieliśmy się, że Polska chce pokrzyżować propagandowe plany Rosji. 9 maja, podczas wielkiej defilady na moskiewskim placu Czerwonym, Kreml będzie udowadniać światu, że to Armia Czerwona pokonała III Rzeszę”. Dziwne wrażenie obcowania z szaleństwem? Kłamstwem? Złą wolą? Zacznijmy bowiem od początku. Kreml nie musi niczego nikomu udowadniać, gdyż po prostu Armia Czerwona wniosła decydujący wkład w rozgromienie sił hitlerowskich Niemiec i nie zaprzecza temu żaden przytomny
Psychiatria wojny
Absurdy na polach bitewnych Pisze Geoffrey Regan: „Pruski marszałek polny Leberecht von Blücher trapił się myślą, że urodzi słoniątko, i był święcie przekonany, że zaszedł w ciążę z jakimś francuskim żołnierzem. Blücher miał także napady starczej melancholii. Twierdził ponadto, że Francuzi specjalnie podgrzewali podłogę pod jego pokojem, i to tak mocno, że chodzić może jedynie na czubkach palców (…). Grecki generał Hajianestis (naczelny dowódca armii w 1921 r.) był bardzo poważnie chory umysłowo. Jego choroba
Mały rachunek sumienia
Pisze w „Rzeczpospolitej” z 9 stycznia Tomasz Terlikowski: „Starcie, którego niewielkiego fragmentu byliśmy świadkami w paryskiej redakcji (słodkim eufemizmem starcie opisuje wymordowanie bezbronnych ludzi – L.S.), nie jest walką między cywilizacją zachodnią a cywilizacją islamską, ale starciem rozmaitych nihilizmów. Z jednej strony jest nihilizm zachodni, który nie tylko uznaje, że wszystko jest dozwolone, że każde bluźnierstwo, każda nienawiść wobec religii przejdzie i że prawo stanowione może uznać każde stanowisko za uprawnione, z drugiej strony mamy nihilizm islamski,
Gestapo
W PRZEGLĄDZIE (nr 50/2014) ważny i bardzo potrzebny artykuł o współpracy Polaków z gestapo w dobie okupacji. Ważny, gdyż historia lat 1939-1945 w Generalnej Guberni serwowana jest nam w sposób wyidealizowany i w konsekwencji zakłamany. Młodzież wynosi ze szkół wrażenie, że nieposzlakowany naród stał murem w walce z najeźdźcą, a kolaboranci, donosiciele, szmalcownicy, tropiciele Żydów, mordercy z Jedwabnego to zaledwie nic nieznaczący margines. Taka wizja dziejów pozwala nam z jednej strony wywyższać się nad inne nacje, lecz z drugiej – paradoksalnie –
Kasza manna
Każde dziecko w Rzeczypospolitej spotyka się z tymi przemiłymi znajomymi rodziców, którzy, przychodząc na pogaduszki między dorosłymi i nie mając najmniejszego pojęcia, jak pogadać z brzdącem, głaskają go po kędzierzawej główce i – żeby się przymilić – zadają to rytualne, idiotyczne pytanie: „A kogo wolisz – tatusia czy mamusię?”. W ich pojęciu (bez żadnego związku z sytuacjami w tzw. rodzinach patologicznych) jest to być może danie małolatowi wolnej trybuny, okazji do zadeklarowania, że mama jest zołzą, która nic nie rozumie, albo przeciwnie
Komunizm nasz dzisiejszy
Każdy ma swoją receptę na pracę. Jeśli chodzi o mnie, najpierw herbata, dwa papierosy, poranna gazeta, dłuższa chwila koncentracji, poukładania sobie we łbie tekstu do napisania. Już siadam, już zabieram się do czynu („z tego czynu ucz się, synu”, mawiał poeta). Pierwsze słowa napisane. Nagle dzwonek. Telefon. Przerywam pracę, biegnę odebrać. – Czy pan Ludwik Stomma? – Tak, czym mogę służyć? – Szanowny panie – mówi przymilny
O higienistach raz jeszcze
Podczas wycieczek Weekend Clubu (w skrócie, co gorszyło w owych obyczajowo niewinnych czasach, WC) – była to taka nieformalna grupa wycieczkowo-dyskusyjna z lat 1964-1967, którą z łezką w oku wspominam – śpiewaliśmy nihilistyczną piosenkę, był to omal nasz hymn, całkowicie podówczas niecenzuralną: Przeżyliśmy już faszystów, Przeżyjemy komunistów… Ale zaraz potem następował refren: Źle było, źle będzie W Polsce zawsze i wszędzie. Niestety, ten refren właśnie był proroczy. Faszystom i komunistom
Zlatan w wieczności
Mała kafejka koło place d’Italie. Popijam białe wino. Przy stoliku z prawej strony siedzi dwóch facetów. Na oko późna czterdziestka, ubrani elegancko. Nie, żeby od razu Armani, ale solidny sznyt burżuazyjno-urzędniczy. Moi studenci powiedzieliby: 14. dzielnica. Nie 16. ani 7., gdzie gnieżdżą się straszni mieszczanie i zgnili arystokraci, ale na pewno powyżej społecznej przeciętnej. Podchodzi kelner. Niestety, nie włada językiem zrozumiałym dla moich sąsiadów. Widząc zamieszanie, spieszę z pomocą. W języku pangermańsko-migowym –
Sporciak i sport
Wydawałoby się, że wszechwładne konsorcja zarządzające piłką nożną (FIFA i im podobne) przyzwyczaiły nas już do wszystkiego. Nikogo nie gorszą bajeczne zarobki kopaczy (niech im będzie, ale działacze nie mają gorzej), oscylujące między astronomią i szaleństwem. Po paru nieśmiałych protestach zaakceptowano sprzedanie organizacji mistrzostw świata szejkom Kataru, gdzie piłkarzy tylu, ile oczek bez rosołu, kibiców jeszcze mniej, tryska za to ropa (nie ta z jam cielesnych, ale naftowa), a ze względu na klimat latem grać się nie da, więc trzeba będzie zreorganizować kalendarz







