Wpisy od Ludwik Stomma
O śmierci
30 sierpnia umarła w Jaśle Jadwiga Bączek. Być może nikomu to nic nie mówi, ale mnie ogromnie wiele. Była to mama mojej żony Basi. Zaczęło się nie najlepiej. Sąsiadem mamy był prof. Laskowski, który udzielał Basi w jasielskim liceum lekcji polskiego. Jego córka, lektorka anglistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim, usłyszała wieści (prawdziwe, nie zaprzeczam) o mojej niemoralnej konduicie, dołączyła do tego barwny bukiet plotek (którym już zaprzeczam), żeby ostrzec mamę przed absztyfikantem jej córki. Reakcja nie dała na siebie czekać. Mama
O Jerzym Urbanie na osiemdziesiątkę
Na początku lat 80. znajomi przysyłali mi do Paryża wycinki z prasy relacjonujące konferencje prasowe Jerzego Urbana. Mniejsza o ich intencje, w każdym razie uważali, iż rzecz jest na tyle ciekawa, że winienem z nią się zapoznać. Taka też była. Minęło circa 30 lat, czas wystarczający na niezacietrzewione spojrzenie z dystansu. Największym może szokiem i przyczyną mojego integralnego sprzeciwu wobec propagandy Edwarda Gierka było to, co wyczytałem w podziemnej „Czarnej księdze cenzury”. Okazało się, że w naszym świecie
Orzeł i Marianna
Francja jest jedynym krajem w Europie nieposiadającym oficjalnego herbu państwowego. Żadnego ścierwojada, który łączy Rzeczpospolitą (pomijając kolory i liczbę głów) ze wszystkimi jej złowieszczymi rozbiorcami, żadnego gryfa ani jednego lwa… Wynika to przede wszystkim z wielkiego marzenia o jedności narodowej. Lilie byłyby za bardzo regalistyczne i burbońskie. Pszczoły albo orły (ścierwojady) – bonaparystyczne, rózgi liktorskie – niestosownie rewolucyjne. Jednocześnie lud jest spragniony symboli. Kibice wszelkich dyscyplin, lewicowcy i prawicowcy, pielgrzymi i sprzątaczki
Historia pewnej habilitacji
Zacząć mi przychodzi od zużytego, a pomimo to słusznego truizmu. Postęp nauki opiera się na tych, którzy proponują i przynoszą ciągle coś nowego. I zawsze zesklerociały establishment będzie się im opierał, dlatego, po pierwsze, że nie lubi, po drugie, że nie rozumie. Wtedy „nowinkarz” ma dwa wyjścia: albo paść na kolana i lizać stopy dostojnych starców, albo obstawać przy swoim. Wiadomo, jak było z Galileuszem. Dajmy sobie jednak spokój z patetycznymi porównaniami. Wyjechałem z Polski przed ponad 40 laty. Nie zmienia to faktu, że śledzę prawie wszystko,
Z motyką na słońce
W prasie i telewizji trwa okrutne zamieszanie wokół ks. Wojciecha Lemańskiego, proboszcza z Jasienicy. Odnoszę dziwne wrażenie, że stał się on małpeczką, na której używają sobie media ze wszystkich stron i na wszystkie strony. Odnotujmy więc fakty. Wojciech Lemański jest księdzem katolickim. Zawód jak zawód. Oczywiście, już słyszę te oburzone głosy zaprawione w eklezjastycznej nowomowie, że ksiądz to nie zawód, ale powołanie. Być lekarzem i pochylać się nad obrzydliwością zrobaczałego ludzkiego ciała – o ileż to trudniejsze jeszcze powołanie, być nauczycielem, ratownikiem,
Cham chamem
Zakłócenie wykładu Zygmunta Baumana na Uniwersytecie Wrocławskim to kolejny wyczyn naszych bojówkarzy „narodowych”. Władysław Bartoszewski nazwał ich „motłochem”, z czym oczywiście trudno się nie zgodzić, ale co jednocześnie niczego nie wyjaśnia. Dla mnie są to raczej ogłupiałe mięśniaki, kompletnie zagubione w trudnej rzeczywistości. Zacznijmy od „ideologii”. We Wrocławiu skandowali oni przede wszystkim, że „na drzewach zamiast liści mają wisieć komuniści”. Można to rozważać w kategoriach ad personam albo generalnych. Jeżeli chodzi o osobę Baumana, to adres zupełnie chybiony.
Polityka ukraińska
Od lat stara się „Przegląd”, i chwała mu za to, przypominać o ludobójstwie, którego ofiarą byli Polacy na Wołyniu, począwszy od 1943 r. Odpowiedzią są w najlepszym przypadku milczenie lub niepamięć i subtelna mgła eufemizmów mająca szczelnie otulić tragiczne, ale niestosowne groby. Oczywiście można by przyjąć tłumaczenie metafizyczno-moralne. Jest Polska Chrystusem narodów, więc niczym Syn Boży składa się w krwawej ofierze, a potem wybacza swoim winowajcom. Byłoby to niebywale szlachetne, tyle że nie odpowiada prawdzie. Zbrodnia katyńska przypominana jest i czczona
Goniąc kormorany i bobry
W „Przeglądzie” (27.05-2.06.2013) pytanie tygodnia: „Czy bobry i kormorany muszą być jeszcze w Polsce pod ochroną?”. Odpowiada m.in. Ludwik Tomiałojć. Dla takiego jak ja ornitologa i ekologisty amatora jest on bez mała papieżem, które to porównanie tym bardziej jest na miejscu, iż niebieskimi zajmuje się sprawami („Spójrzcie na ptaki niebieskie (…). Ojciec wasz niebieski je żywi”, Mt 6,26). Tak właśnie. W ornitologii polskiej istnieje mityczny praojciec – Władysław Taczanowski, potem Jan Sokołowski – my wszyscy z niego, i dalej Ludwik
Terroryści wygrali
Wydawałoby się, że media polskie zajęte przede wszystkim i ponad wszystko Smoleńskiem i Watykanem zaszyły się ostatecznie w partykularnych ostępach. Na szczęście pojawił się w nich ostatnio, prawda, że gdzieś daleko w tle, ale lepszy rydz niż nic, temat rzeczywiście istotny i ważny dla każdego obywatela Rzeczypospolitej i Europy, ba! – dla podstaw naszej cywilizacji: fotoradary. Nie ma w tym ironii ani przesady. Tutaj właśnie jesteśmy u podstaw dyskusji o wolności, demokracji i prawach człowieka. Jest kwestią
Wallenrodzik
Na początek chciałbym czytelników poinformować, że jest takie pismo „Najwyższy Czas!”. Nie wiedziałbym o tym, gdybym nie prosił Basi, kiedy jedzie do Polski, żeby przywiozła mi (nawet płacąc za nadbagaż) ile tylko może pisemek, których nikt nie czyta, dziwolągów, fanatycznych manifestów, bo z nich dopiero można odczytać, co się naprawdę dzieje w kruchcie, za węgłem, pod budką z piwem. Basia spełnia te moje fanaberie niechętnie, gdyż parokrotnie już, kupując owe tytuły, naraziła się na niezbyt pochlebne opinie stojących za nią w kolejce. Przyjeżdżając ostatni raz, z gestem







