Wpisy od Tomasz Jastrun
Polski bigos
Umówiłem się w pobliżu miejsca, gdzie PiS miało odprawiać swoje rocznicowe obrządki religijno-polityczne. Zmieniłem w pośpiechu termin, by nie znaleźć się w aurze, która się unosi nad takim zgromadzeniem.Potem w telewizji widziałem zdumiewające powtórki z historii. Czterdzieści parę lat wcześniej, w roku 1968, przez Polskę przechodziła fala strajków studenckich, a Gomułka ględził, jak to on, do partyjnego aktywu w Sali Kongresowej; transparenty na sali zupełnie odjazdowe. Ale czy lepsze dzisiaj pod Pałacem Prezydenckim w smoleńską rocznicę? W roku 1968 aktyw zaczął
Kupy nie tylko psie
Młody Mickiewicz, będąc na Krymie, pisał w sonetach, że tak cicho i „tak ucho natęża ciekawie”, że słyszy nie tylko lecące żurawie, ale niemal „głos z Litwy”. Czy teraz nie słychać w Warszawie, jak Rosja połyka Krym? Już połknęła. Byle nie chciała pożreć wschodniej Ukrainy, wszyscy możemy się tym udławić. To właśnie jest taktyczny sukces sprytnego Putina. Jeśli nie będzie ingerować militarnie na Wschodzie, uznamy, że dobrodziej i łaskawy, niech już ma ten Krym.Są miejsca węzłowe, pozornie nieważne, dzięki nim można jednak
Barcelona
Na placu Katalońskim kłębi się stado gołębi. Wszyscy panowie bez wyjątku zalecają się do pań, one jeszcze jednak nie mają ochoty, więc panowie tańczą, przytupują i puszą się. Niektórzy poprawiają fioletowe krawaty. Jakoś przygnębiło mnie to widowisko, również dlatego, że jak na dłoni widać nasze pokrewieństwo. Obok fontanny niektóre pary już się całują, te człowiecze.Kelner w restauracji w pobliżu świątyni Sagrada Família, o krok od emerytury, idzie niezwykle wysłużonym i wprawnym kelnerskim krokiem. Dłonie i palce
Na jednej nodze
Kiedy się starzejemy, czas zaczyna przyspieszać. Zgłębiłem kiedyś przyczynę tego potężnego złudzenia: kiedy jedzie się drogą po raz pierwszy, ona się dłuży, wszystko jest nowe. Kiedy jedzie się nią po raz dziesiąty, dystans się skraca, już wszystko znamy i czas zdaje się kurczyć. Droga to nasz świat. Też dlatego dzieciństwo, które trwa przecież tak krótko, wydaje się po latach rozległe jak inna planeta, tam wszystko było
Budzenie upiorów
Nie mam sił znowu pisać o Krymie. Jak jednak nie pisać? Gdy pisze się o czymś innym, „inne” staje się od razu zupełnie błahe. Równowagę traci nasz region, który na chwilę ją odzyskał. To nie są żarty. I czuję niesmak w ustach, od czasu gdy słuchałem gromkich i długo niemilknących oklasków na Kremlu dla wielkiego przywódcy. I widziałem te rosyjskie baby o tradycyjnie dorodnej fizjonomii, roniące łzy na skutek głębokiego poruszenia rosyjskiej duszy. Ot, siła tradycji przekazywanej jak echo, jak cień, czasami
Cyrk Europa
Z dziećmi w lesie na spacerze mijamy mrowisko, które już tydzień temu budziło się do życia, co odnotowałem w swoim „Oku”, a teraz donoszę, że tętni życiem na całego. Antoś zamyśla się nad nim filozoficznie, „Zupełnie jak duże miasto”, mówi i jakoś mu niewyraźnie z tą analogią. Franio, trzylatek, też poruszony. Pierwsze cytrynowe motylki w powietrzu, nie pożyją długo, ma wrócić zima, ale ruchem skrzydeł zmieniają bieg świata. I już rozbił swoje namioty wiosenny cyrk Europa. Magia cyrku
Pasztet krymski
Z moim trzylatkiem Franiem idę do pobliskiego lasu. Mrówczy kopiec zaczyna budzić się do życia. Franio pyta: „A po co są mrówki?”. To pytanie filozoficzne, tożsame z pytaniem: „A po co jest życie?”. Człowiek religijny nie ma problemu z odpowiedzią, ja milczę. Nazajutrz, gdy śledzę w telewizji nową „wojnę krymską”, Franio pyta: „A co to jest wojna?”. Zasmuciło mnie to pytanie. I nic nie powiedziałem. Pierwsze pytanie było o życie, drugie o śmierć. A w nas budzi się świadomość, jak wielkim złudzeniem było przekonanie,
Czy nowa wojna krymska?
Zagotowała się nam granica na wschodzie, a zdawała się taka bezpieczna. To kolejne potwierdzenie, że historia się nie skończyła. A Krym? Była już niejedna wojna krymska, a teraz widać świetny materiał zapalny nawet na światową, na szczęście chyba nie te czasy.U nas szybko minęła chwila powszechnej „ukraińskiej zgody” na scenie politycznej. Wzruszająca chwila, aż miałem łzy w oczach, gdy w Sejmie prezes małymi, kobiecymi dłońmi począł klaskać Tuskowi, aż dostał z tego powodu rumieńców. Przyboczny Mariusz Błaszczak, zwany przeze
Zakalec i znaki zapytania
Przez chwilę słyszymy wspólny i rozumny głos polskich polityków na temat Ukrainy. Nie kłócą się, jaka ulga. Uświadamia nam to, jak chory jest stan rzeczy na naszej scenie politycznej, jak toksyczna jest wojna wszystkich ze wszystkimi o wszystko. Józef Piłsudski, Jerzy Giedroyc, z żyjących Władysław Bartoszewski – oto wielkie postacie wyznawców „ideologii” zdrowego rozsądku. Przy otwartej głowie i tolerancji wszyscy jednak na naszą narodową prawicę reagowali alergicznie. Pamiętam rozmowy z Jerzym
Bladzi i rumiani
Czasami żałuję, że nie potrafię rysować. Zamiast składać nieporadnie tak wiele słów, komentowałbym Polskę z mijającego tygodnia, rysując dwie postacie, bezkształtne i straszne, z podpisem „Trynkiewicz i Gender”. Między te polskie zmory oddał medalowe skoki Stoch. I wszyscy na chwilę przestali się bać. Uderza, jak z każdym dziesięcioleciem nasi sportowcy lepiej myślą, mówią i mają ładniejsze twarze. W tym też jest nasza europeizacja. Co do samej olimpiady, zanim się zaczęła, uderzył mnie kpiąco-złośliwy ton







