Agnieszka Wolny-Hamkało
Pan Tadeusz
Kiedy pięć lat temu dzwoniłam do Tadeusza Konwickiego z prośbą o wypowiedź do tekstu, który przygotowywałam, byłam tak zdenerwowana, że aż się spociłam. Niektórzy chcieliby porozmawiać z prezydentem Obamą, inni z Madonną, dla mnie największym marzeniem była rozmowa z autorem „Małej Apokalipsy”. Po dłuższym czasie odebrał i wysapał do telefonu: „Jaka wypowiedź, proszę pani, ledwo tu doszedłem z zakupów i się zastanawiam, czy umrzeć w tej chwili, czy za jakiś czas”. To było pięć, sześć lat temu. Powiedział to z uśmiechem. Dał nam jeszcze tych
Pisz po mnie
Jest coś intymnego w czytaniu książki po kimś. Szczególnie jeśli ten ktoś śmiało podkreśla znaczące zdania lub sceny albo dopisuje coś na marginesie i z tyłu książki. Podkreślamy przecież różne rzeczy i na inne rzeczy zwracamy uwagę. Coś to o nas mówi, niewiele, ale zawsze coś – jak charakter pisma albo ubranie. Czasem cudze podkreślenia przeszkadzają, są jak niepotrzebne zbliżenia kamery. Taka ścieżka już wydeptana w śniegu w miejscu, gdzie mieliśmy być sami. Odbierają śmieszną
Tak naprawdę nie dzieje się nic
To się zaczęło od razu po Zaduszkach. W przejściach podziemnych rózgi i stroiki wyparły znicze. Na wystawach sklepów pojawił się sztuczny śnieg (na Ruskiej we Wrocławiu sztuczny śnieg leży między pączkami). Szyby pomazano białym sprejem w koślawe śnieżynki. Obławę przeżywały sklepy z badziewiem typu Wszystko za 5 zł, 101 Drobiazgów czy To i Owo. W marketach zapuścili „Last Christmas” i „All I Want For Christmas Is You”. Miasto przejęli kupujący i sprzedający w uścisku toksycznej miłości. Świąteczne stragany oferują
Wieża Babel
Kiedy w amerykańskim filmie bohaterowie doznają emocjonalnego wzmożenia, lądują na jakimś wzgórzu, by obejrzeć z samochodu migające w dole światła miasta. Widok jest piękny, ona się zachwyca i – uderzona pięknem krajobrazu – pozwala sobie skraść całusa lub dwa. A ja tradycyjnie zadaję sobie pytanie, czy musieli się wlec tak wysoko, żeby się pocałować. Dziwny topos kultury – te wycieczki na wzgórza w celach konsumpcyjnych. Zaraz jednak przypomina mi się słynny cytacik z „Przyczynku do krytyki ekonomii
Miasto dla ciebie
Każdy uczciwy hipochondryk wie, jak trudno przygotować się do podróży. Kiedy inni wrzucają do podręcznego bagażu spodnie i mydło, on musi znaleźć miejsce na nawilżacz do nosa, krople do oczu z witaminą C, maść rozgrzewającą, środek przeczyszczający i środek przeciwbiegunkowy, stosy saszetek i plastrów, a wreszcie poduszkę i piłeczkę ortopedyczną, specjalną gumę do ćwiczeń, aspirynę, rutinoscorbin i dalej w tym stylu. Wiem to dobrze. W dodatku styl podróży wykształcił mi się jeszcze w poprzednim systemie, biorę więc w torebkach jabłuszka, w pudełkach
Jesień w AŚ Katowice
Pewnego dnia przyszła paczka z Aresztu Śledczego w Katowicach. Było to porządnie zapakowane, owinięte brązową taśmą samoprzylepną pudełko, w środku zaś olbrzymi segregator z napisem: „VI Ogólnopolski Konkurs Poetycki im. J. Geneta”. Jean Genet był francuskim pisarzem i dramaturgiem, który zasłynął m.in. tym, że siedział w pierdlu. Kary dożywotniego więzienia uniknął jedynie dzięki wstawiennictwu Jeana Cocteau i Jeana-Paula Sartre’a – swoich zbuntowanych imienników. Nic dziwnego, że konkurs, który co roku ma finał w Areszcie Śledczym w Katowicach, obrał
Ten niezręczny moment, kiedy…
Od pewnego czasu niektóre gale wręczania nagród reżyserowane są „pod telewizję”. Oznacza to, że wszystko musi się odbyć bardzo sprawnie, zgodnie z ustalonym porządkiem, że do minimum trzeba ograniczyć spontaniczność. Wiadomo, że pod sceną nie może być pustych miejsc, przemowa zwycięzcy/laureata musi być krótka, prowadzący wieczór to zazwyczaj gwiazdy telewizji, a agencja PR-owska już tydzień wcześniej obdzwania nominowanych, pilnując, żeby przyjechali. Ponieważ bardzo ważny jest najazd kamery na ich twarze w tej jednej niepowtarzalnej chwili
Właściwości różowej świnki
Mam to szczęście, że mieszkam nad parą cudownych fizjoterapeutów. Często w chwilach kryzysu wysyłam im SMS-y z wierszykami o moim kręgosłupie lub ślę uśmiechy w formie emotikonów. Wtedy oni piszą proste i piękne: „Zejdź”. Na początek zawsze dostaję kieliszek pysznego, ziołowego, 40-procentowego likieru prosto z pól Prowansji. Już dawno ustaliliśmy, że działa to zbawiennie na mięśnie, które – po ekstatycznym skurczu – wspaniale się rozluźniają. Wszyscy lubimy te spotkania – powoli stają się rytuałem w ponurej tkance
Dywan nad deptakiem
Nie ma niczego smutniejszego niż wyprzedaż podwórkowa. Dziś pod moim blokiem 10-letni chłopiec z kręconymi włosami sprzedaje niebieską klatkę po śwince morskiej. Obok niego dwie kobiety w kolorowych opaskach na włosach wyprzedają trylogię Larssona i mocno zużyte powieści Sapkowskiego. Obok duży pan z dwoma rzędami rękodzielnych miseczek, a dalej mamy i córki, które na kocach ustawiły koniki Pony z różową grzywką, metalowe nakręcane bączki pokryte emalią, plastikowe minikuchenki pełne maleńkich garnków i patelni. Gry
Ostatni dzień lata
W Sopocie reportażystka Magda Grzebałkowska zaplotła mi warkocz, był to warkocz nocny, zrobiony po białym żurze. Także takie rzeczy potrafią robić reportażystki, ot co! Chciałam go długo mieć, więc zrobiłam wokół warkocza płotek i go podlewałam, ale mi włos rozszarpały wiatry warszawskie (żartowałam). Okazało się, że autorka „Beksińskich” zrobiła mi tzw. kłos! O niebo lepszy niż zwykły warkocz – bardzo zręczny i ciasny, o jakim marzą wszystkie dziewczynki. Ponieważ reportażystki potrafią być czułe.W Warszawie się rozpadało, poszliśmy







