Ludwik Stomma
Zlatan w wieczności
Mała kafejka koło place d’Italie. Popijam białe wino. Przy stoliku z prawej strony siedzi dwóch facetów. Na oko późna czterdziestka, ubrani elegancko. Nie, żeby od razu Armani, ale solidny sznyt burżuazyjno-urzędniczy. Moi studenci powiedzieliby: 14. dzielnica. Nie 16. ani 7., gdzie gnieżdżą się straszni mieszczanie i zgnili arystokraci, ale na pewno powyżej społecznej przeciętnej. Podchodzi kelner. Niestety, nie włada językiem zrozumiałym dla moich sąsiadów. Widząc zamieszanie, spieszę z pomocą. W języku pangermańsko-migowym –
Sporciak i sport
Wydawałoby się, że wszechwładne konsorcja zarządzające piłką nożną (FIFA i im podobne) przyzwyczaiły nas już do wszystkiego. Nikogo nie gorszą bajeczne zarobki kopaczy (niech im będzie, ale działacze nie mają gorzej), oscylujące między astronomią i szaleństwem. Po paru nieśmiałych protestach zaakceptowano sprzedanie organizacji mistrzostw świata szejkom Kataru, gdzie piłkarzy tylu, ile oczek bez rosołu, kibiców jeszcze mniej, tryska za to ropa (nie ta z jam cielesnych, ale naftowa), a ze względu na klimat latem grać się nie da, więc trzeba będzie zreorganizować kalendarz
Siła nienawiści
Agnieszka Wołk-Łaniewska i Jakub Kopeć napisali książkę „W kleszczach Putina, czyli polskie kłamstwo ukraińskie” (wyd. JJK, Warszawa 2014). Jest to swoista antologia opatrzonych obiektywnymi i erudycyjnymi komentarzami bzdur, przeinaczeń i jawnych fałszerstw, jakie serwują nam polskie media na temat stosunków polsko-ukraińskich, polsko-rosyjskich, ukraińsko-rosyjskich, a także historii samej Ukrainy i zaszłości na Majdanie. W pierwszej chwili myśli sobie człowiek: to wspaniale, nareszcie ktoś upomina się o wymowę faktów. O ową niebywałą prawdę, której ustalanie
Niepokalane poczęcie
Na wychowaniu seksualnym w szkołach polskich postawiono już ostatecznie krzyżyk (nomen omen). Nie będzie gender pluł nam w twarz. „Świeckie” władze Rzeczypospolitej oddały rzecz walkowerem w imię stołków i świętego spokoju. Dzieci są przynoszone przez bociany, czy też (w wersji francuskiej) odnajdziemy je, rozchylając liście kapusty. Małym Polakom wara od uczciwej edukacji w tej mierze. A niechaj się uczą na podwórku. I uczą się oczywiście, chociaż w wersji ordynarnej, brutalnej i seksistowskiej. Szkoły to nie obchodzi. To poza jej, nakreślonymi przez „świeckie”
Łuk
Pewien sfrustrowany kabareciarz – a dołączyli do niego niestety i ludzie, którym przypisywałbym więcej rozsądku czy przynajmniej wiedzy – postuluje budowę w Warszawie łuku triumfalnego ku czci polskiego zwycięstwa nad bolszewikami w sierpniu 1920 r. Zacznijmy od pewnego poplątania z pomieszaniem. Łuki rzymskie (a jest ich dziewięć, co trochę banalizuje patos) budowane były, by uczcić kolejne podboje imperium. Wchodzimy na Via Appia. Pisał Henryk Sienkiewicz: „I tak minął Nero, jak mija wicher, burza, pożar, wojna lub mór
1 września 1939
W polskich podręcznikach, deklaracjach, patosach i jubileuszach uznaje się za oczywistość, że 1 września, w momencie ataku niemieckiego na Polskę, wybuchła II wojna światowa. Odrzućmy jednak na chwilę megalomańsko-polonocentryczną wizję świata. Rozpatrzmy najpierw kwestie prawno-logiczne: 1 września 1939 r. rozpoczęła się wojna polsko-niemiecka. Na razie tyle, kropka. Wiemy dzisiaj, że reakcja sprzymierzonych z Rzecząpospolitą mocarstw nie była wcale pewna. Dopiero zdecydowana postawa Anglii wymusza na Francji dochowanie wierności traktatom. 3 września Francja i Wielka Brytania
Logika przeklęta
Minęło prawie 70 lat od zakończenia II wojny światowej. W normalnych krajach jest to od dawna cezura pozwalająca przenieść minione już dni do podręczników historii i czcić je od czasu do czasu w fajerwerkach rocznic, podczas których dawni wrogowie ściskają sobie ręce w ucieczce od onegdysiejszych nienawiści. Ten czas właśnie wybrał IPN na wskrzeszanie pamięci „żołnierzy wyklętych”, czyli tych, którzy z bronią w ręku walczyli z Polską w jej kształcie powstałym po wejściu wojsk radzieckich. W wersji IPN były dwie równorzędne okupacje:
Jaka jest stolica Francji?
Aleksander Gieysztor tłumaczył zawsze studentom: „Owszem, to prawda, wszyscy wiemy, że Londyn jest stolicą Anglii. Kiedy o tym piszemy, to na wszelki wypadek sprawdźmy jednak w solidnym leksykonie”. Przypominam sobie zawsze te słowa, kiedy czytam już nie tylko w prasie, ale i w pracach mieniących się historycznymi, że narodowe święto francuskie 14 Lipca upamiętnia zdobycie Bastylii. Powiela ten błąd np. Andrzej Cisek, autor jednej z najbardziej bałamutnych, tendencyjnych i pełnych błędów „historii” rewolucji francuskiej. Jego książka ma tytuł
Zapomniana i nieudana rocznica
Natłok tegorocznych, letnie tylko wspominając, podniosłych jubileuszy, którymi żywi się nasza „polityka historyczna” (70-lecie powstania warszawskiego, 150-lecie powieszenia Romualda Traugutta, 100-lecie wkroczenia pierwszej kadrowej do Kongresówki), każe mi na odtrutkę wspomnieć o rocznicy zapomnianej w tym morzu patosu.Od 4 maja 1814 r. Napoleon I przebywa na Elbie, gdzie zesłany został decyzją zwycięskich koalicjantów. W ostatnich dniach lipca wysyła do przebywającej we Florencji Marii Walewskiej list, w którym czytamy: „Jedź do Neapolu, uregulować swoje interesy (…), spotkamy
Skomplikowane dzieje
20 lipca 1944 r. pułkownik Claus Schenk Graf von Stauffenberg dokonał nieudanego zamachu na Hitlera, co przypłacił życiem własnym i większości swojej rodziny. Wszedł w ten sposób do panteonu bojowników antyfaszystowskich i bohaterów II wojny światowej. Czy na pewno słusznie? Wywodził się ze szlacheckiej, katolickiej rodziny szwabskiej, sięgającej tradycją, podług rodzinnych dokumentów, do XIII w. Mieli być wtedy Stauffenbergowie przez parę pokoleń majordomusami na dworze hrabiów von Zollern – jednego z najmożniejszych rodów środkowej Frankonii.







