Conradus obiit

Conradus obiit

Zmarł Jerzy Trela. Nie będę powtarzał za innymi, jak wielkim był aktorem (bo był!), ile zagrał ról teatralnych, filmowych i telewizyjnych. Ilu jako profesor, a także rektor krakowskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej (dziś Akademii Sztuk Teatralnych) wychował. Pozwolę sobie na wątek osobisty, na wspomnienia zawierające jeden szczegół, może mało znany biografom, ale chyba ważny.

Znałem Jerzego Trelę jako znakomitego aktora Starego Teatru w Krakowie. Nie muszę dodawać, że była to znajomość niesymetryczna. On był podziwianym artystą scenicznym, ja jednym z wielu anonimowych widzów. Kto raz zobaczył Jerzego Trelę w roli Konrada w „Dziadach” w reżyserii Konrada Swinarskiego, nie zapomni tego do końca życia. W polskim teatrze zagrać w „Dziadach” Konrada, to jak zagrać Hamleta. Wielka rola, o której marzą pewnie wszyscy młodzi aktorzy, dopóki ich jakiś serial telewizyjny nie pochłonie. Rola Konrada to wyzwanie i zaszczyt. I powiedzmy szczerze, na ogół to też wielka kreacja aktorska. Gustaw Holoubek w „Dziadach” w reżyserii Kazimierza Dejmka, Marek Walczewski u Bohdana Korzeniewskiego, Ignacy Gogolewski (zmarł tego samego dnia co Jerzy Trela) u Aleksandra Bardiniego…

Latem 1992 r., przed przyjazdem Czesława Miłosza do Wilna, udało się znów, po latach, udostępnić na cele kulturalne „celę Konrada”. Cela ta – w sumie całkiem spora sala – wraz z całym pobazyliańskim klasztorem mieściła teraz bibliotekę Uniwersytetu Technicznego. Usunięto z niej wprawdzie regały z książkami, ale dojście do niej wymagało przejścia przez inne sale bibliotecznego magazynu, co nie było wygodne ani dla gości, ani dla pracowników biblioteki. W tej celi odbyło się zorganizowane przez ambasadę spotkanie z Czesławem Miłoszem, na które przybył sam Vytautas Landsbergis, na ów czas przewodniczący Rady Najwyższej Republiki Litewskiej, sprawujący funkcję głowy państwa i uznawany powszechnie za ojca litewskiej niepodległości. Następnym krokiem było wmurowanie nad wejściem do budynku biblioteki stosownej tablicy w języku polskim i litewskim, która zastąpiła dotychczasową tablicę z czasów radzieckich, oczywiście z napisem rosyjskim. Odsłonięcie tablicy zaplanowano na 2 listopada. Pamiętając Trelę w roli Konrada w krakowskich „Dziadach”, postanowiłem zaprosić go, by tego dnia w celi Konrada powiedział „Wielką improwizację”. Jerzy Trela zaproszenie przyjął.

Tak doszło do tego, że dwóch krakowian, ja, krakowski profesor, od niedawna dyplomata, i on, krakowski wielki aktor, spotkało się w Wilnie i zaprzyjaźniło.

Wieczorem w dzień zaduszny, 2 listopada 1992 r., w celi Konrada Konrad przemówił „Wielką improwizacją”. Pamiętam nastrój tamtego wieczoru. Półmrok dziedzińca klasztornego, ciemna fasada bazyliańskiej cerkwi, potem półmrok korytarza biblioteki, która kiedyś była klasztorem i więzieniem filomatów, wreszcie sama cela, zapełniająca się polsko-litewską publicznością. Wszyscy chyba czuli już wyjątkowość nadchodzącej chwili. Konrad – Trela stanął pod wmurowaną w ścianę przedwojenną jeszcze tablicą ze słowami „Gustavus obiit, natus est Conradus”. Tablica, choć wyszczerbiona, ukryta za szafą z książkami przetrwała czasy radzieckie, owo wyszczerbienie zaś niemal symbolicznie przypominało o niedawnej historii. Wokół aktora palił się przerwany półokrąg świec, który wraz z tablicą stanowił jedyną scenografię. „Samotność – cóż po ludziach, czym śpiewak dla ludzi?”, głos aktora przerwał ciszę. Taki tekst, w tym akurat miejscu, mówiony przez takiego aktora! Jerzy Trela nie grał roli Konrada. On był Konradem! Jak sam przyznał, choć mówił „Wielką improwizację” na dziesiątkach przedstawień „Dziadów” w Starym Teatrze, nigdy nie powiedział jej tak jak wówczas, z takim uczuciem. A powiedział genialnie! Jeszcze po spektaklu mówił mi, że dotąd nie może uwierzyć, że miał takie szczęście, że mógł powiedzieć „Wielką improwizację” w Wilnie, w celi Konrada! Była noc, chciał dzwonić do Krakowa, do żony, do przyjaciół, pochwalić się swoim przeżyciem. Nie udało się. Nie była to jeszcze era telefonów komórkowych, połączenie międzynarodowe nie doszło do skutku.

Od tego czasu byliśmy zaprzyjaźnieni. Jerzy swoją osobą i zwykle recytacją lub czytaniem jakiegoś tekstu uświetniał moje kolejne jubileusze, a mówiony przez niego fragment z „Pana Tadeusza”, kończący się wezwaniem „Poloneza czas zacząć!”, otwierał organizowane przeze mnie „bale litewskie”.

Demon na scenie, prywatnie był cichym, delikatnym, nieśmiałym, dobrym człowiekiem.

Jakże to trudno przyjąć do wiadomości, że tym razem Conradus obiit. I nigdy już nie zobaczymy go na scenie.

j.widacki@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 22/2022

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy