Eufemizmy

Eufemizmy

Nie wątpię, że język polityki czasów PiS będzie kiedyś przedmiotem badań naukowych. Jest to język pełen manipulacji, nadużyć semantycznych i eufemizmów.

Od pewnego czasu Jarosławowi Gowinowi wydawało się, że stoi na czele ważnej partii politycznej, a jego frakcja w klubie Zjednoczonej Prawicy odgrywa rolę języczka u wagi, co pozwala na stawianie PiS ultimatum. On sam uważał się za rozgrywającego, za męża stanu. Wszyscy komentatorzy zastanawiali się, „ile szabel” ma Gowin. Brzmi to ładnie, tradycyjnie, po polsku, rycersko. Gowin i „jego szable”! Nie o liczbę szabel tu jednak idzie, ale o liczbę paluchów, które przycisną odpowiedni guzik w trakcie głosowań. Ale paluch brzmi prostacko. Co szabla, to szabla. Szabla służy do uczciwej walki. A paluch? Na pewno jest bardziej uniwersalny. Można się nim podrapać, podłubać sobie. I oczywiście można nim przycisnąć guzik do głosowania. Licząc szable, Gowin zapomniał o paluchach. No i zbudził się z palcem w…

Nie dość, że nie dane mu było w wybranym przez siebie momencie demonstracyjnie opuścić jeśli nie tonący, to na pewno nabierający już wody i przez to mało sterowny statek Zjednoczonej Prawicy, to jeszcze został wywalony z posady wicepremiera i ministra, a na dokładkę pozostał niemal sam. Jego przeliczane wielokrotnie „szable” okazały

się jedynie paluchami, w dodatku przyciskającymi te guziki, które wskazał im Kaczyński. Paluchy wolały posady rządowe lub nadzieje (może oparte na obietnicach, a może tylko na kalkulacji) znalezienia się na listach wyborczych w przyszłych wyborach. Kto wie, czy nie przedterminowych. Dostanie się do Sejmu z listy PiS jest znacznie bardziej prawdopodobne niż z listy Porozumienia Gowina, a właśnie podniesiono posłom uposażenia!

Jest o co walczyć!

Gowin, teraz praktycznie samotny, politycznie podzielił los Leppera. Przez kilka lat wspierał demolowanie polskiej demokracji i porządku prawnego, łamanie konstytucji. Firmował wszystkie szaleństwa i łajdactwa. Nie zauważał nepotyzmu, kumoterstwa, korupcji własnego obozu politycznego. Jedyne, co potrafił zrobić, to czasem, głosując „za”, się nie cieszyć. Ale Kaczyński nie jest aż tak subtelny, by się przejmować stanem emocjonalnym tego, kto głosuje pod jego dyktando. A Gowin przez sześć lat tak głosował, jak Kaczyński sobie życzył. Historia mu tego nie zapomni. Dziś lekceważy go zarówno PiS, jak i opozycja. Nie sądzę, aby go przytuliło nawet PSL, które raz już przytuliło Kukiza i pomogło mu dostać się do Sejmu.

Tak jak paluch eufemistycznie nazywano szablą, tak też prostytucję polityczną nazywa się teraz delikatnie korupcją polityczną. Zachowanie Kukiza i jego kompanów podczas środowego głosowania w Sejmie niewątpliwie bliższe jest prostytucji niż korupcji. Podobnie jak zachowanie niektórych paluchów Gowina po jego wywaleniu z rządu. Na tle tego, co teraz dzieje się w Sejmie i jego otoczeniu, niegdysiejsze sprowokowane przez dziennikarzy i przez nich nagrane spotkanie posła Lipińskiego z posłanką Samoobrony Renatą Beger i kuszenie jej posadą ministerialną wydaje się niewinną igraszką. A wtedy pokazane w telewizji budziło oburzenie zarówno klasy politycznej, jak i opinii publicznej. Dziś takie kupowanie posłów stało się normą.

Fatalnie to świadczy o naszej klasie politycznej. O jej moralności, nie mówiąc już o honorze.

Uważam, że Gowin sam jest sobie winien. Zadufany, przekonany o swojej mądrości politycznej i przebiegłości, o swojej roli, jak dziecko podążył drogą Leppera. Nie wiedział, że Kaczyński zjada „przystawki”? Niczego się nie nauczył z nieodległej przecież historii lat 2005-2007? W dodatku Lepper w sumie miał bardziej lojalną drużynę. W godzinie próby okazało się, że Gowin nie jest żadnym rozgrywającym na polskiej scenie politycznej, jak w swoim zadufaniu sądził. Nie potrafił nawet ocenić nastrojów we własnych szeregach. Wydawało mu się, że panuje nad swoimi „szablami”, nie zorientował się, że już dawno ich nie ma. Ale nie zmienia to faktu, że towarzyszom Gowina

z Porozumienia, którzy ochoczo przeszli do obozu PiS, obce są nie tylko takie pojęcia jak wierność, lojalność, ale i zwykła przyzwoitość. O honorze już nie wspominam. Kto im uwierzy, że do polityki idzie się z poczucia misji, a nie dla stanowisk i pieniędzy, skoro sami jednoznacznie pokazali, jak im zależy na stanowiskach i łączących się z tym pieniądzach? Mam nadzieję, że większość z nich zniknie po najbliższych wyborach i czeka ich nieznany los. Będą musieli żyć z pracy własnych rąk i własnego umysłu. Może im być z tym ciężko.

O Kukizie i jego wolcie nawet nie chce mi się pisać. To smutne, że od postawy kogoś takiego, kto nie ma pojęcia nie tylko o polityce, ale także o większości rzeczy, o których mówi, mogą zależeć czasem losy państwa. A Kukiz mówi ciągle o „repolonizacji” i okręgach jednomandatowych. Uważa się za polityka. Za pierwszym razem wchodził do Sejmu jako przeciwnik partyjniactwa i zepsutej klasy politycznej. Dziś nie jest już antysystemowy. Przyswoił sobie najgorsze cechy klasy politycznej. A dobrych nie zna. Zapewne uważa, że prostytucja polityczna to coś normalnego, że polityka w gruncie rzeczy na tym polega. I zapewne jest dumny, że stał się rasowym politykiem.

j.widacki@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 34/2021

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy