Groźne skutki forsowania amerykańskiej „wojny zastępczej”

Groźne skutki forsowania amerykańskiej „wojny zastępczej”

Odzyskanie przez Ukrainę – z pomocą Zachodu – wszystkich obszarów utraconych na rzecz Rosji i separatystów od 2014 r. oznacza długą wojnę i cierpienia Ukraińców


Anatol Lieven jest ekspertem od spraw Rosji i Europy w amerykańskim think tanku Quincy Institute for Responsible Statecraft. Grupuje on specjalistów przynależących do realistycznej szkoły myślenia o polityce. Przez ponad 13 lat Lieven jako dziennikarz pracował m.in. w Azji Południowej i byłym ZSRR, relacjonował wojny w Afganistanie i Czeczenii. Jego wiedza wykracza zatem poza obszar Rosji i Europy Środkowo-Wschodniej. Książka jego autorstwa „Pakistan. A Hard Country” (Pakistan. Trudny kraj) znajduje się na oficjalnej liście lektur amerykańskich i brytyjskich dyplomatów. Inna jego praca, „The Baltic Revolutions: Estonia, Latvia, Lithuania and the Path to Independence” (Bałtycka rewolucja: Estonia, Łotwa, Litwa i droga do niepodległości), została uhonorowana nagrodą im. George’a Orwella. W kontekście konfliktu rosyjsko-ukraińskiego istotna jest książka Lievena „Ukraine and Russia: A Fraternal Rivalry” (Ukraina i Rosja. Braterska rywalizacja).

W prezentowanych rozważaniach Lieven namawia elity polityczne Zachodu do wyraźnego uświadomienia sobie, co jest ich celem w wojnie rosyjsko-ukraińskiej, która przybrała formę „wojny zastępczej” – proxy war – między USA (i sojuszniczymi krajami NATO) a Rosją. Czytelnicy PRZEGLĄDU są zaznajomieni z terminem „wojna zastępcza”, odnoszącym się do niektórych konfliktów w czasach zimnej wojny. Wówczas to dwa antagonistyczne supermocarstwa prowadziły niekiedy zmagania zbrojne nie bezpośrednio między sobą, lecz rękami żołnierzy popieranych przez siebie krajów.

W ujęciu Lievena istnieje uprawniony cel wojny w postaci przetrwania Ukrainy jako suwerennego państwa, które może ubiegać się o członkostwo w Unii Europejskiej po zawarciu kompromisowego pokoju z Rosją. Ów kompromisowy pokój oznaczać musi, niestety, pogodzenie się Ukraińców z utratą Krymu, prawdopodobnie Donbasu, a być może jeszcze jakichś terytoriów, oraz zaakceptowanie statusu neutralności. Drugi, karkołomny cel, który mogą sobie wyznaczyć politycy Zachodu, sprowadzałby się do próby odniesienia pełnego zwycięstwa nad Rosją. Jak niebezpieczna byłaby to gra, Lieven pokazuje w poniższych fragmentach tekstu, który ukazał się 27 kwietnia 2022 r. na niezależnym portalu informacyjnym Common Dreams.


Sądząc po ostatnich oświadczeniach, administracja prezydenta Joego Bidena coraz mocniej angażuje się w wykorzystanie konfliktu w Ukrainie do prowadzenia „wojny zastępczej” z Rosją, dążąc do osłabienia lub nawet zniszczenia rosyjskiego państwa. Oznacza to, że Ameryka zwraca się ku strategii, której każdy amerykański prezydent doby zimnowojennej unikał jak ognia – sponsorowania wojny w Europie, któremu towarzyszy poważne ryzyko eskalacji wiodącej do bezpośredniej, wojskowej konfrontacji Rosji z NATO, co może się skończyć nuklearną katastrofą.

(…) Podczas wizyty w Kijowie sekretarz obrony USA Lloyd Austin powiedział, że Stany Zjednoczone chcą widzieć „Rosję osłabioną do tego stopnia, że nie będzie w stanie podejmować działań takich jak inwazja na Ukrainę”. Tego samego dnia rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow oświadczył w rosyjskiej telewizji, że za sprawą wyposażania Ukrainy w broń ciężką NATO „zasadniczo” prowadzi „wojnę zastępczą” z Rosją. (…)

Dwa elementy w wypowiedzi Austina zasługują na bliższe zbadanie. Pierwszy to stwierdzenie, że osłabienie Rosji jest niezbędne, aby zapobiec powtórzeniu ukraińskiego scenariusza gdzie indziej. Słowa te są albo pozbawione treści, albo pełne hipokryzji, albo jedno i drugie. Nie ma żadnych oznak tego, że Rosja pragnie lub w rzeczy samej mogłaby najechać jakieś inne kraje. Jeśli chodzi o atak na NATO, kiepska postawa rosyjskich żołnierzy w Ukrainie powinna jasno uzmysławiać, że to czyste fantazje. Śmieszny jest pomysł rosyjskiego ataku na NATO, skoro Rosja nie potrafi opanować miast leżących ok. 30 km od swojej granicy. Jeśli chodzi o Gruzję, Mołdawię i Białoruś, to Rosja już zajmuje tam pozycje, których potrzebuje. (…)

Austin powiedział też, że przedstawiciele amerykańskiej administracji wierzą, że Ukraina może „wygrać” wojnę z Rosją przy odpowiednim wyposażeniu i wsparciu Zachodu. Pytanie brzmi, co to znaczy „wygrać”. Jeśli oznacza to zachowanie ukraińskiej niepodległości, prawa do przystąpienia do Unii Europejskiej i zachowania władzy nad większością ukraińskiego terytorium, to mamy do czynienia z uprawnionymi i koniecznymi celami. W rzeczy samej, dzięki odwadze Ukraińców i zachodniej broni zostały one w dużym stopniu osiągnięte. Pierwotne zamiary Moskwy obalenia ukraińskiego rządu i podporządkowania sobie całej Ukrainy spaliły na panewce. Biorąc pod uwagę straty, jakie poniosła rosyjska armia, wydaje się wysoce nieprawdopodobne, żeby Rosja mogła opanować jakieś wielkie ukraińskie miasta, nie mówiąc już o podboju całej Ukrainy. Jeśli jednak przez zwycięstwo rozumie się odzyskanie przez Ukraińców – z pomocą Zachodu – wszystkich obszarów utraconych na rzecz Rosji i wspieranych przez Rosjan separatystów od 2014 r., wówczas mamy do czynienia z gotowym przepisem na długotrwałą wojnę połączoną z potwornymi stratami i cierpieniami Ukraińców. Ukraińska armia walczyła wspaniale w obronie swoich obszarów zurbanizowanych. Zaatakowanie jednak na otwartym terenie rosyjskich pozycji obronnych to zupełnie inna sprawa. Co więcej, ponieważ Rosja zaanektowała Krym i zdecydowana większość Rosjan uważa go za terytorium rosyjskie, żaden przyszły rosyjski rząd nie może się zgodzić na oddanie go. Czyli cel w postaci zupełnego zwycięstwa Ukrainy naprawdę musi zakładać zniszczenie rosyjskiego państwa, przed czym chroni Rosję jej arsenał nuklearny. (…)

Amerykańska strategia posłużenia się wojną w Ukrainie do osłabienia Rosji kłóci się, rzecz oczywista, z poszukiwaniem możliwości zawieszenia broni czy nawet zawarcia prowizorycznego traktatu pokojowego. Wymaga, aby Waszyngton przeciwstawiał się takim próbom i dążył do kontynuacji wojny. Faktycznie, kiedy w końcu marca ukraiński rząd przedstawił bardzo rozsądny zestaw propozycji pokojowych, uderzający był brak amerykańskiego poparcia dla nich. Nie ulega wątpliwości, że ukraiński traktat o neutralności (taki, jaki zaproponował prezydent Zełenski) jest absolutnie nieodzowną częścią jakiegokolwiek porozumienia. Jednak cel w postaci osłabienia Rosji zakłada utrzymywanie Ukrainy jako de facto sojusznika USA. Amerykańska strategia zarysowana przez Austina naraża Waszyngton na ryzyko uwikłania się w popieranie twardogłowych nacjonalistów przeciwko Zełenskiemu.

Z powodu poniesionych przez rosyjską armię strat wydaje się możliwe, że gdy Rosja opanuje cały Donbas (zakładając, że potrafi to zrobić), zajmie następnie pozycje obronne i zaoferuje zawieszenie broni jako wstęp do negocjacji pokojowych. Zachód stanie wtedy przed trudnym wyborem: przystania na taki stan rzeczy i zastosowania presji ekonomicznej, aby zmusić Rosję do przedłożenia akceptowalnych warunków, albo uzbrojenia i zachęcenia Ukrainy do masowej kontrofensywy.

Nasuwa się pytanie, jak długo Rosja będzie się zgadzać na taką zachodnią strategię osłabiania jej, nim zdecyduje się na eskalację konfliktu, próbując przede wszystkim przestraszyć Europejczyków, odsunąć ich od Ameryki i zmusić do poszukiwania rozwiązań pokojowych. Nawet jeśli udałoby się uniknąć bezpośredniej wojny pomiędzy Rosją a Zachodem, jak długo zachodnia jedność przetrwałaby w takich warunkach? Jak dotąd rosyjskie ataki mające na celu przerwanie zachodnich dostaw broni ograniczały się do terytorium Ukrainy. Jakie byłyby jednak konsekwencje, gdyby zostały rozszerzone na terytorium Polski? Co, jeśli Ukraina użyje zachodniej broni, aby przeprowadzać ataki na terytorium Rosji, jak zasugerował brytyjski minister obrony w przypływie niemal szalonej nieodpowiedzialności?

Wstęp, wybór i przekład Piotr Kimla

Wydanie: 24/2022

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy