Gdzie jest lewica?

Gdzie jest lewica?

Leszek Kołakowski napisał kiedyś, że „lewica wydziela z siebie utopię, tak jak trzustka insulinę”. Tą utopią jest wizja lepszego świata, do którego trzeba dążyć. Niezupełnie miał rację. Polska lewica w ostatnich latach nie wydziela z siebie nic. Nie ma żadnej wizji. Chcący uchodzić za jedyną reprezentację polskiej lewicy SLD od lat ma jedynie jakąś bieżącą taktykę, nie ma żadnej strategii, żadnego wyraźnego celu, poza tym, by w najbliższych wyborach nie zniknąć zupełnie ze sceny politycznej. I to jest – jak się zdaje – jedyna polska lewicowa utopia.
Ten marny – to już norma, nie jednorazowa wpadka – wynik SLD świadczy albo o tym, że w Polsce elektorat lewicowy jest w zaniku, a 90% społeczeństwa ma poglądy prawicowe, albo o tym, że SLD nie jest polityczną reprezentacją Polaków o poglądach lewicowych. Wszystko zdaje się wskazywać na to, że mamy (na szczęście) do czynienia z tym drugim przypadkiem.
Za ludzi o lewicowych poglądach (tu też jest szerokie spektrum: od skrajnie lewicowych do centrolewicowych) uważa się takich, którzy są zgodni co do tego, że wolność, równość i demokracja są wielkimi wartościami, że zarówno państwo, jak i wszystkie organizacje i wszyscy obywatele mają obowiązek chronić prawa człowieka, budować zaufanie między ludźmi, okazywać tolerancję dla innych ludzi, ich poglądów, kultury, zwyczajów i obyczajów; że najsłabszym potrzebna jest pomoc innych ludzi i wszystkich ich struktur organizacyjnych, z państwem jako całością włącznie i dlatego państwo musi rozwiązywać takie problemy jak bezrobocie, nędza, opieka zdrowotna i społeczna, ekologia. Którzy uważają, że państwo powinno być świeckie, że wszyscy powinni mieć zapewniony równy start w drodze do wszelkich dóbr, zarówno kulturowych, jak i materialnych. Którzy są przeciwni nadmiernej rozpiętości bogactwa, przywilejom stanowym i ich konsekwencjom. Którzy wierzą, że możliwy jest lepszy świat, a nauka jest wyznacznikiem i warunkiem postępu.
Tacy ludzie to z pewnością ok. 50% polskiej populacji. Zaledwie co piąty z nich głosuje na SLD. Dlaczego? Najwyraźniej są przekonani, że ta partia albo nie podziela ich poglądów, albo nie potrafi ich eksponować w debacie publicznej.
Skrajna, faszyzująca prawica organizuje w sierpniu międzynarodowy zlot w Zakopanem. Co na to lewica? Co zrobił SLD (o innych pomniejszych partiach lewicowych nie wspominam), aby do tego nie dopuścić albo co najmniej ostrzec przed tym społeczeństwo? Co zrobiła młodzieżówka SLD? Są protesty części lokalnych samorządowych działaczy, lokalnej prasy. Anemiczne i nienagłośnione. Dlaczego SLD nie potrafił (nie chciał?) stać się głównym oponentem, stanąć na czele protestów? Czy to nie jest miejsce dla lewicy?
W Małopolsce ostatnio doszło do rasistowskich wystąpień antyromskich. Czy SLD zabrał głos w tej sprawie? Czy zrobił cokolwiek albo przynajmniej powiedział cokolwiek? Czy próbował skontaktować się z organizacjami romskimi, by zapytać, jak im pomóc? Czy to nie jest zadanie dla lewicy?
Od lat trwa proces „odzyskiwania” przez trzecie pokolenie pociotków dawnych właścicieli rozmaitych dóbr kultury, pałaców, kolekcji muzealnych dotąd będących w posiadaniu państwa, a faktycznie całego społeczeństwa. Państwo je utrzymywało, konserwowało, udostępniało. Rządząca prawica powołuje się tu na sprawiedliwość dziejową i święte rzekomo prawo własności. Lewica milczy. Jaka to sprawiedliwość, gdy za taką reprywatyzację płaci współczesne społeczeństwo, a przecież nie miało nic wspólnego z tym, że kiedyś, przed blisko 70 laty, te majątki, pałace lub kolekcje prawnie czy bezprawnie konfiskowano? Beneficjentami tej reprywatyzacji są za to osoby, które nie tylko nie miały żadnych zasług w powstawaniu tego, co dziś jest im „zwracane”, ale najczęściej na oczy nawet nie widziały ostatnich właścicieli i nigdy nie były ich spadkobiercami. Często są to osoby daleko tylko z ostatnimi właścicielami spokrewnione, nierzadko od lat (jeśli nie od pokoleń) żyjące za granicą, związane z Polską luźno albo i wcale.
Przypomnę tylko, że II RP po 1918 r. nie zwracała majątków skonfiskowanych przez Rosję po powstaniu styczniowym, słusznie wychodząc z założenia, że kosztami tego bezprawia wyrządzonego przez carat nie można obciążać obecnego społeczeństwa i jego państwa.
Co zrobiła lewica, by temu procesowi reprywatyzacji przeszkodzić, choć dwukrotnie rządziła i mogła te sprawy uregulować ustawą. Czy chociaż próbowała uświadomić społeczeństwu, że na jego koszt państwo hojnie „zwraca” majątek ludziom, którzy do tego żadnego moralnego prawa nie mają.
Co robi lewica wobec krucjaty dewocji z prof. Chazanem w roli głównej? Nie widać, by lewica broniła tu społeczeństwa przed ciemnogrodem. O wiele aktywniejsze są środowiska neoliberalne. Czy to nie wstyd dla lewicy?
Równocześnie lewica, jak żadne inne środowisko polityczne, dysponuje w Polsce znakomitą kadrą doświadczonych i światłych, a co najważniejsze, popularnych polityków: Kwaśniewski, Hausner, Cimoszewicz, Borowski, Celiński, Kalisz – by wymienić tylko kilku. Ale oni są poza SLD.
Jest jeszcze nieco ponad rok do najbliższych wyborów parlamentarnych. Czy lewicy uda się skonstruować swoją polityczną reprezentację, szerszą niż SLD, taką, by żaden Polak o lewicowych (centrolewicowych) poglądach nie miał wątpliwości, że to także jego polityczna reprezentacja? Czy naprawdę grozi nam powtórka z IV RP?

Wydanie: 34/2014

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy