Konsulowie honorowi

Konsulowie honorowi

Piotr Nisztor, podobno dziennikarz, w dodatku śledczy, znany z afer podsłuchowych, napisał we „Wprost” artykuł o konsulach honorowych. Samą instytucję uważa ten dziennikarz (?) śledczy za mocno podejrzaną. Najlepszym dowodem jest to, że jeden taki konsul podżegał kiedyś do zabójstwa teściowej, drugi zaś był antysemitą. Poza tym, jak odkrył tropiciel spisków Nisztor, konsulowie honorowi pełnią swoją funkcję za darmo, co więcej, na własny koszt. W tej sytuacji zdumiewające wydaje się mu, że wśród konsulów honorowych jest aż tylu biznesmenów. Nisztor, jak widać, rekrutowałby ich raczej spośród bezrobotnych. A być w Polsce zamożnym to przecież samo przez się mocno podejrzane, bo – jak słusznie mówi klasyk – „jeśli ktoś ma pieniądze, to znaczy, że skądś je ma”.
Wedle Nisztora, konsulowie honorowi to nie tylko podejrzani (ex definitione) biznesmeni, lecz także kto wie, czy nie szpiedzy. Niby ABW ich sprawdza, jednak do końca nie wiadomo, daje delikatnie do zrozumienia Nisztor. Sądząc po tym, ile miejsca w artykule poświęcił konsulowi honorowemu Gwatemali, podejrzewa zapewne, że wywiad tego mocarstwa penetruje intensywnie naszą gospodarkę, siły zbrojne, a kto wie, czy poprzez agentów wpływu nie miesza w naszej polityce.
Sam fakt, że ktoś w Polsce jest konsulem honorowym Rosji, wydaje się Nisztorowi tak złowieszczy, że nie trzeba już wdawać się w szczegóły. Przecież to się rozumie samo przez się. Wiadomo – jeśli GRU albo następca KGB, Federalna Służba Wywiadu, sadowi gdzieś swojego szpiega, to dla lepszego zamaskowania wiesza mu nad drzwiami rosyjską flagę, a do ściany przykręca stosowną tablicę z napisem grażdanką.
Pomijam już to, że Nisztor nie odróżnia placówek dyplomatycznych od konsularnych, pisząc, że „Polska ma ponad 180 placówek dyplomatycznych kierowanych przez konsuli honorowych”. Zapewniam, że konsulowie honorowi nie kierują żadną placówką dyplomatyczną, tylko placówkami konsularnymi (konsulatami honorowymi właśnie), a to nie to samo. Inne są zadania placówek dyplomatycznych, inne zaś konsularnych. Do zadań tych ostatnich należy przede wszystkim ochrona interesów państwa wysyłającego i jego obywateli w granicach dozwolonych przez prawo międzynarodowe. Ale także „popieranie rozwoju stosunków handlowych, gospodarczych, kulturalnych i naukowych między państwem wysyłającym a przyjmującym” i „udzielanie pomocy i opieki obywatelom państwa wysyłającego”. To wszystko wynika wprost z Konwencji wiedeńskiej o stosunkach konsularnych z roku 1963. Jak widać, wśród zadań konsulów honorowych nie ma zadań natury politycznej. Tym zajmują się dyplomaci z ambasad.
Nisztor pisze, że konsulowie honorowi nie mają immunitetu. Tak głosi nawet tytuł artykułu – „Konsul bez immunitetu”. I to nie jest prawdą. Wystarczy sięgnąć do wspomnianej Konwencji wiedeńskiej o stosunkach konsularnych. Cały jej rozdział trzeci poświęcony jest konsulom honorowym i ich konsulatom. Art. 58 konwencji stanowi, że większość ułatwień, przywilejów i immunitetów przysługujących zawodowym konsulom przysługuje też konsulom honorowym. Nawiasem mówiąc, nie wie o tym nie tylko Nisztor, ale także urzędnicy miejscy (np. w Krakowie), którzy nawet tak drobne ułatwienia jak prawo wjazdu do strefy ograniczonego parkowania czy prawo postoju w takiej strefie przyznają tylko konsulom zawodowym, a odmawiają go konsulom honorowym. To różnicowanie „ułatwień, przywilejów i immunitetów” ma oparcie w jakiejś uchwale rady miasta, sprzecznej z ratyfikowaną przez Polskę międzynarodową konwencją, która w naszym kraju (np. w Krakowie) jakoś się nie przyjęła.
Cóż powiedzieć na koniec? Instytucja konsulów honorowych ma za sobą co najmniej 200-letnią tradycję. Skoro istnieje, skoro korzysta się z niej na całym świecie, widocznie jest potrzebna. Można o tej instytucji pisać krytycznie, jeśli ktoś ma na to ochotę. Dobrze jednak, zanim się o niej napisze, cośkolwiek przeczytać. Choćby wspomnianą konwencję wiedeńską na początek. Inaczej można napisać bzdury. Trudno. Nie wszystko da się podsłuchać i nagrać. Czasem również trzeba coś przeczytać. I dobrze jest jeszcze rozumieć przeczytany tekst. Inaczej można napisać coś takiego jak Nisztor we „Wprost”. A to po prostu nie wypada.

Wydanie: 46/2014

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy